[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Spaday następne, zakry gowę rękami, chroniąc się przed gradem kamieni.Krzykną piskliwie ze strachu; skulony zerka na Karpatianina.Michai nic nie zrobi, żebyzasonić się, leża wciąż w tej samej pozycji i wpatrywa się w niego oczami bazyliszka.Slovensky,klnąc, szuka broni.Ziemia zadrżaa pod nim i uniosa się, a pistolet potoczy poza zasięg rąk.Druga ścianazachwiaa się i runęa z niej kaskada kamieni; uderzay go po gowie i ramionach, aż pad naziemię.Patrzy, jak powstaje na ziemi jakiś dziwny, przerażający wzór.Ani jeden kamień niedotkną ciaa księdza.Ani jeden nie uderzy w Michaia.A Karpatianin po prostu obserwowa gotymi swoimi przeklętymi oczami i uśmiecha się z lekką kpiną, kiedy kamienie zasypay nogiSlovenskyego, a potem zaczęy spadać na jego plecy.Rozleg się jakiś zowieszczy trzask iSlovensky krzykną przywalony ciężarem, którego nie móg znieść jego kręgosup.-A niech cię diabli - warkną.- Mój brat cię wytropi.Michai nic nie odpowiedzia, patrzy tylko na spustoszenie, jakie wywoywa Grigori.Michaizabiby Jamesa Slo- venskyego od razu, nie robiąc zamieszania, w którym tak specjalizowa sięGrigori, ale by bardzo osabiony.Nie chcia dodatkowo tracić energii.Przez cay czas, któryGrigoriemu zajmie uzdrowienie go, Raven będzie w rękach wampira.Nie chcia nawet próbowaćmyśleć o tym, co Andre może z nią zrobić.Poruszy się przeszyty bólem.Kamienie spaday naSlovenskyego w odwecie, zakrywając go jak kocem, formoway nad nim makabryczny grób.Grigori wszed do celi z charakterystyczną dla siebie pynną gracją i nieodączną mocą.Objąwzrokiem zniszczenia.-To zamienia się w paskudny nawyk. -Och, zamknij się - powiedzia Michai bez urazy.Dotyk Grigoriego by niezwykle agodny, kiedy ogląda rany.-Wiedzieli, co robią.Strzay wymierzone tak, żeby ominąć najważniejsze organy, ale jaknajbardziej cię wy krwawić.- W parę sekund uwolni Michaia z kajdan i ancuchów.A potemoboży rany ziemią, żeby powstrzyma krwawienie.-Zobacz, co z ojcem Hummerem - odezwa się Michai sabym gosem.-Nie żyje.- Ledwie zerkną na ciao.-Upewnij się.- Pad rozkaz.Michai nigdy Grigoriemu nie rozkazywa.Tego w ich przyjazninigdy nie byo.Przez moment oczy Grigoriego byszczay srebrem, kiedy wpatrywali się w siebie nawzajem.-Proszę, Grigori.Jeśli jest jakaś szansa.- Michai zamkną oczy.Przyjaciel, kręcąc gową, podszed do bezwadnego ciaa księdza i poszuka pulsu.Wiedzia, żeto bezcelowe, i że Mi chai też to wie, ale sprawdzi.Grigori stara się też obchodzić ze zwokami zszacunkiem.-Przykro mi, Michai.On nie żyje.-Nie chcę, żeby tu zosta.-Przestań gadać i daj mi zająć się tym, czym należy - warkną Grigori, ukadając Michaia naposadzce.- Przyjmij moją krew, a ja zamknę te rany.-Znajdz Raven.-Przyjmij moją krew, Michai.Wampir jej nie skrzywdzi.Dziś w nocy będzie cierpliwy.Musiszmieć siy na polowanie.Pij to, co daję z wasnej woli.Nie chciabym wlewać ci sią.-Grigori, stajesz się niemożliwy - mrukną Michai, ale posusznie ują podsuwaną mu rękę.KrewGrigoriego bya prastara, tak samo jak Michaia.%7ładna inna nie mogaby pomóc tak szybko.Zapada cisza, kiedy Michai pożywia się, odzyskiwa, co straci.Grigori lekko poruszynadgarstkiem, żeby Michai przesta; też potrzebowa si, żeby uleczyć, a potem przetransportowaćksięcia w bezpieczne miejsce.-Księdza zabieramy - zarządzi Michai.Fala ciepa objęa jego zlodowaciae ciao, wzbudzając wnim potrzebę i gód.Umysem poszuka swojej życiowej partnerki, czu wszechpotężną potrzebępoączenia się z nią.W jej gowie eksplodowa ból, w jego również, aż jękną i wycofa się, a jego ciemne oczyposzukay jasnych oczu Grigoriego.Michai, teraz musisz zasnąć, już niedugo ruszymy napolowanie.Najpierw musimy zająć się tymi ranami.Grigori wymówi te sowa tonemhipnotyzującego polecenia.Zpiewną, melodyjna kadencją ich prastarego języka.Wysuchasz moich sów.Pozwól Matce Ziemi ciebie powitać.Gleba uleczy twoje rany i ukoi myśli.Zpij, Michai.Moja krew zmieszana z twoją ma potężną moc.Poczuj, jak leczy twoje ciao.Grigori zamkną oczy,jednocząc się z Michaiem, wnikną w jego organizm, żeby móc znalezć każdą ranę, usunąć to, coobce i naprawić szkody z precyzją najzdolniejszego chirurga.Wielki puchacz krąży nad ruinami budynku, a potem przysiad na zburzonym murze.Skrzydapowoli zożyy się, a okrąge oczy przygląday scenie, która rozgrywaa się niżej.Szpony ptakazacisnęy się.a potem rozluzniy.Grigori uniós gowę, wracając do wasnego ciaa.Cichowymówi karpatiańskie imię, witając nowoprzybyego.-Aidan.Postać sowy wydużya się, zamigotaa, zmienia w wysokiego mężczyznę o powych wosach ipoyskujących, zotawych oczach.Ten jasny koloryt by dość niezwyky jak na Karpatianina.Mężczyzna mia postawę żonierza, byo po nim widać, że nie brakuje mu pewności siebie iopanowania.-Kto śmia to zrobić? - spyta ostro.- Co z Jacquesem i kobietą Michaia?Grigori warkną cicho, spojrzenie jasnych oczu utkwi w modym Karpatianinie.-Przynieś mi świeżą ziemię i przygotuj ciao księdza.- Grigori wróci do swojego zajęcia.Pojawi się też Byron.Powoli, niespiesznie, piękna stara pieśń zaczęta wypeniać noc nadzieją i obietnicą.Nikt by nieuwierzy, że Grigori ści ga się z czasem; chcia postawić Michaia na nogi jeszcze tej nocy.Aidan przyniós najlepszą ziemię, jaką udao mu się znalezć, staną z boku i podziwiaGrigoriego przy pracy Kompresy zostay starannie przygotowane i przyożone co ran.Wiatr unosikurz i py znad sterty gruzów, przekazując ostrzeżenie Karpatianom.Nadjeżdżaa furgonetkaByron ukląk obok Edgara Hummera; z szacunkiem gadzi dońmi twarz księdza, biorąc wramiona jego wąte, zmaltretowane ciao.-Zabiorę go na poświęconą ziemię, Grigori, a potem zniszczę te ciaa obok górskiego domku.-Kto to zrobi? - powtórzy Aidan [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum