[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Obecność Franceski sprawia- ła, że czuł w sercu ciepło iradość.Przy niej ogarniały go spokój i ukojenie, czego nigdy wcześniej nie doświadczał.Przez tyle lat niczego nie czuł.Teraz była jasność, śmiech i żywe barwy, uroki życia, którymimógł się napawać.Fran- cesca.Ona mu to podarowała.- Twoja uwaga wskazuje na brak szacunku.Młodzi nie powinni być tak porywczy.- Tak sądzisz? - Francesca pochyliła się, podniosła z ziemi płaski kamyk i zaczęła go48 gładzić kciukiem.- Je- stem w tym całkiem dobra.Nie tylko ty potrafisz puszczać kaczki.Założę się, że mój kamyk w dziesięciu podskokach dotrze na drugą stronę jeziora.Gabriel wysoko uniósł brwi.- Nie wierzę własnym uszom.Powiedziałbym, że to właściwa młodości arogancja.Francesca pokręciła głową.- Nie arogancja młodości, łecz pokaz kobiecej mocy.Gabriel prychnął kpiąco, lekkorozbawiony jej ripostą.- Pokaz kobiecej mocy? Nigdy o czymś takim nie sły- szałem.Może kobiecych czarów,ale nigdy mocy.Co dokład- nie masz na myśli? - żartował.- Sam się prosisz o baty, Gabrielu - ostrzegła go.- Masz do czynienia z mistrzynią.Skinął głową w stronę jeziora.- W takim razie sprawdzmy, w co się wplątałem.- Chciałbyś wstępnej prezentacji.Nie ma mowy.Załóż- my się: jeśli wygram, dostajękomnatę do spania dla siebie.Jeśli ty wygrasz, ty ją dostaniesz.Gabriel potarł nos w zastanowieniu.Jego oczy się śmiały.- Próbujesz wciągnąć mnie w coś, czego będę żałował do końca swoich dni.Ale skorojuż musimy się zakładać, niech wygraną będzie coś innego niż sypialnia.Jeśli prze- gram,przez miesiąc po przebudzeniu będę szczotkował twoje włosy.Jeśli ty przegrasz, będzieszczesała mnie przez cztery tygodnie.- A cóż to za niedorzeczny zakład? - obruszyła się Fran- cesca ze śmiechem.Nie umiałasię pohamować.Gabriel był wyjątkowo przystojny.W jego czarnych oczach lśniły wesołeiskierki.Tak więc mimo iż zarzekała się, że nie da się zauro- czyć jego urodzie, jegozmysłowość robiła na niej ogromne wrażenie.Natychmiast jednak przegnała tę myśl.Niestetyzdradził ją rumieniec, który wypłynął jej na policzki.Nie zamierzała więcej oddawać Gabrielowi swego ciała.Ich zbliżenie nie miało nicwspólnego z miłością.Chodzi- ło wyłącznie o chemię i karpatiańską namiętność.Chciałamieć partnera, który pragnie jej dla niej samej, a nie dla- tego, że musi zaspokoić swą żądzę.Nie dlatego, że nie ma w tej kwestii wyboru.Choć raz, zanim opuści ten świat, chciała poczućsię kochana.Naprawdę kochana.Dla niej samej.- Francesco.- Powiedział tylko to.Jej imię.W jego gło- sie brzmiał ból.Aksamitnauwodzicielskość.Czarna magia.Zamknęła oczy, żeby ukryć niespodziewane łzy.- Przestań, Gabrielu.Nie udawaj.Nie jestem już czło- wiekiem.Zna m twoje myśli.- Nigdy nie byłaś człowiekiem, kochanie.Może się zbli- żyłaś do tego stanu, ale nigdytak naprawdę nie zamieniłaś się w istotę ludzką.Należysz do mojego świata.Dokonałaśrzeczy, na jakie nie zdobył się nikt inny, i podziwiam cię za to, ale zostałaś stworzona, abybyć drugą połową mojej duszy.Naprawdę myślisz, że cię nie kocham i nie szanu- ję dlaciebie samej? %7łe nie znam cię lepiej niż jakiś lekarz czy nawet inny Karpatianin? Mam wgląddo twojego serca i umysłu.Powinienem był je poznać już dawno temu.Po- winienem był cięochraniać, dbać o ciebie, stworzyć z tobą rodzinę.Ukarz mnie.Francesco, miej do mnie za topreten- sję.Zasłużyłem sobie.Ale nie myśl, że nie kocham cię dla ciebie samej.Aamał jej serce szczerością tego wyznania.Nie mogła dotknąć jego umysłu; gdyby touczyniła, straciłaby nad sobą kontrolę.Ostatnio przeszła tak wiele - najpierw by- łowstrząsające odkrycie, że Gabriel żyje, potem wymiana krwi, do tego uzdrawianie dwóchpacjentek z ich straszny- mi doświadczeniami.A w dodatku Brice i Thompson.W tym momencie Gabriel się poruszył.A raczej zaczął płynąć w powietrzu.Jakuosobienie mocy i zręczności, tak zwinny, że na jego widok zaparło jej dech w piersiach.Po-ruszał się jak zwierz, jak olbrzymi wilk zakradający się ci- cho do ofiary.Zamknęła oczy, gdypołożył dłoń na jej szyi.Uczynił to z niezwykłą delikatnością.Zaborczo.- Nie próbuję przejąć twojego życia.Chcę tylko, żebyś je ze mną dzieliła.Proszę tylko,49 żebyś dała mi szansę.Tylko o to.O szansę.Zamierzałaś żyć jeszcze kilka lat.Spędz je zemną.Pozwól, żebym ci wynagrodził zło, jakie ci wyrządziłem.- Nie lituj się nade mną, Gabrielu.Nie zniosłabym te- go.Miałam dobre życie, a nawetwyjątkowe jak na kobietę naszej rasy.- Wykonała gest, jakby chciała się cofnąć.Dłoń Gabriela zacisnęła się mocniej na jej karku.- Jesteś niezwykle piękną kobietą, Francesco, z wielo- ma talentami.Nie ma potrzebylitować się nad tobą.Zresztą nie musimy teraz o tym rozmawiać.Masz za sobą trudny czas.Nie musisz więc zastanawiać się nad uczuciami ob- cego ci mężczyzny.Nad tym, czy jesteśmu coś winna, czy nie, - Gabriel delikatnie pogładził Francescę po włosach.- Wiem, że na razie dla ciebie jestem kimś obcym.Jednak mam nadzieję, że dasz miszansę, bym został twoim przy- jacielem.Dotyk jego dłoni wywołał w niej gorący dreszcz.Może się zorientował, że Francescapotrzebuje przestrzeni, a po- nieważ zależało mu na niej, postanowił jej to zapewnić.- Uważam, że to dobry pomysł - odparła, ale w jej gło- wie rozdzwoniły się alarmowedzwoneczki.Gabriel był sta- nowczo zbyt przystojny, zbyt uprzejmy.Wszystkiego było wnim za dużo.A jeśli zdoła jednak skraść jej serce? Była zmęczona i chciała wracać do domu.Gabriel, wstydząc się swych emocji, szybko stłumił na- gły przypływ tryumfu.Uśmiechnął się do Franceski, błyska- jąc w jej stronę śnieżnobiałymi zębami.- Nie odpowiedziałaś [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum