[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.To on pierwszy przykuł moją uwagę, ale dopiero to, co zobaczyłem ponad nim, sprawiło, że na moment straciłem czucie w całym ciele.„Chryste”.Do ściany nad biurkiem przyczepiono kilka kartek A4.Wyglądały na zdjęcia albo pojedyncze kadry z filmów wideo.Większość ukazywała martwe zwierzęta i przypominała obrazy, które pokazał mi w sieci Renton.Zobaczyłem psa zwisającego głową w dół z gałęzi drzewa, z wywalonym na wierzch językiem i rozprutym brzuchem.Inny wydruk przedstawiał ukrzyżowanego kota, którego pysk i oczy wypełniono czymś w rodzaju kleju.Ale były też inne fotografie.Zdjęcie grobu Dereka Evensa i pozostawionych na nim ekskrementów.Z boku widniała zamazana plama i dopiero po chwili udało mi się domyślić, co to jest.Fotografując grób, Miller wysunął wolną ręką w stronę krzyża i pokazał zmarłemu środkowy palec.„Osoby, które zginęły, nic dla mnie nie znaczą”.Spojrzałem na laptop, a potem na panujący w pokoju bałagan.Reszta domu była tak nieskazitelnie czysta.Trudno było mi sobie wyobrazić, że rodzice pozwoliliby Jamesowi utrzymywać pokój w tym stanie, nawet jeśli zamykał go na klucz.Nogi same poprowadziły mnie po schodach w dół, prosto do salonu.Laura spojrzała na mnie.- Andy?- Czy pani wiedziała?! - wrzasnąłem matce Jamesa prosto w twarz.Kobieta siedziała na kanapie z dłońmi splecionymi wokół kolan, wpatrując się w dywan.Na dźwięk mojego głosu jeszcze bardziej skuliła się w sobie.- Pytam?! Czy miała pani pieprzone pojęcie?!Chwyciłem ją za ramiona i zacząłem nią potrząsać.- Czy miała pani pieprzone pojęcie, jakiego potwora wychowaliście?!Janinę Miller zaczęła szlochać.Laura odciągnęła mnie od niej.Nie opierałem się, ale nie spuszczałem wzroku z kobiety.Potrząsała głową.Nie wiedziałem, co próbuje przez to powiedzieć: „Nie wiedziałam? Wybaczcie mi? Nie mogę już tego znieść?”.- Andy - usłyszałem głos Fellowes.- Pan Miller już tu jedzie.Postarajmy się na razie zachować spokój.- Nie widziałaś jego pokoju.- Andy! - Głos mojej partnerki brzmiał teraz bezsilnie.Odwróciłem się do niej, a ona zobaczyła mój wyraz twarzy.Przez chwilę patrzyła mi prosto w oczy, a potem westchnęła.- Już dobrze.Już dobrze.47.James nie mógł zrobić tego, o co go oskarżacie - obwieścił Charles Miller.Godzinę później Laura i ja siedzieliśmy naprzeciwko niego w pokoju przesłuchań.Był to niewysoki, barczysty mężczyzna w białej koszuli, rozpiętej nieco za nisko, tak że mogliśmy dostrzec siwe loki porastające jego klatkę piersiową.Był prawie łysy; pozostały mu tylko rzadkie kępki włosów nad uszami.Były wojskowy.Poczekaliśmy cierpliwie na jego przyjazd, a potem przewieźliśmy go wraz z żoną na komisariat.Żadne z małżonków nie zostało aresztowane, a ojciec Jamesa bluzgał i opierał się przed przesłuchaniem, ale wytłumaczyłem mu, że jeśli odmówi udziału, oboje zostaną oskarżeni o utrudnianie śledztwa.- On nie mógł tego zrobić!Po tonie głosu Millera wnioskowałem, że dla niego sprawa jest absolutnie jasna.Patrzył na mnie z zaciętym wyrazem twarzy, wwiercając we mnie spojrzenie, jakby chciał zmusić mnie do odwrócenia wzroku.Ja jednak nie zamierzałem dawać mu tej satysfakcji.- Zapewniam pana, że owszem, zrobił - odparłem.- No ale decydowanie o tym nie jest pana zadaniem, prawda, panie oficerze? - To ostatnie słowo mężczyzna powiedział z szyderczym naciskiem.Pochylił się i postukał palcem w stół.- To sądy decydują o winie! A nie ludzie tacy jak pan! Na całe szczęście.- Co to ma znaczyć, panie Miller? - zapytała Laura swoim niezmiennie uprzejmym tonem.- Nic.- Przesłuchiwany znów rozparł się na krześle.- Zapomnijcie, że coś mówiłem.- Postaramy się - mruknąłem.Zdołałem już na tyle dobrze zapoznać się z aktami Charlesa Millera - wszystkimi jego medalami i odznaczeniami - by zdawać sobie sprawę, że jest człowiekiem przyzwyczajonym do posłuszeństwa i poważania.Społeczeństwo dało mu władzę, a on rozlubował się w przywilejach.Uważał, że ma w sobie coś, co sprawia, iż należy mu się szacunek, niezależnie od okoliczności.Na mnie nie robił wrażenia.- Dlaczego jest pan przekonany, że James nie mógł popełnić zarzucanych mu czynów?- Bo nigdy by się na coś takiego nie zdobył - parsknął Miller.- On jest cukiernikiem, na miłość boską! A właściwie był.Nawet to mu nie wyszło.Ten chłopak boi się własnego cienia.Cukiernik - ojciec Jamesa wypowiedział te słowa z wyraźną pogardą, jakby nie mógł sobie wyobrazić mniej odpowiedniego zajęcia dla dorosłego mężczyzny.A jego synowi nawet to nie wyszło.Przez całe popołudnie nasz zespół stopniowo dostarczał nam kolejne informacje o życiu Jamesa Millera.Zatrzymany był przeciętnym uczniem; cichym, apatycznym.Rzucił szkołę przy pierwszej możliwej okazji.Niewielu nauczycieli go sobie przypominało.Nie miał żadnych prawdziwych przyjaciół.Ci, którzy go pamiętali, mówili, że sprawiał wrażenie nieśmiałego, wręcz niewidzialnego - cień dziecka [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum