[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.‒ Nie tak bardzo, jeżeli mnie porzuciłaś.‒ Ty wiesz, dlaczego, Mike.Nie mów tak.‒ Dobrze, więcej nie powtórzę.Nie boisz się o mnie? Że tam mnie wykończą?‒ Strasznie się boję, ale nie mogłam tego powiedzieć.‒ Gdyby mnie spotkało coś takiego, Gerald by mnie nie szukał?‒ On jest innym człowiekiem, bardziej trzeźwym.‒ Jednak dobrze jest mieć wśród swoich znajomych jednego mniej trzeźwego.‒ Nie mów tak!‒ Dobrze.Muszę zaraz iść.Nie wychodź stąd, Harriet, załatwię ci pokój.Połóż się natychmiast i śpij.‒ Nie zasnę, Mike.Chciałabym zostać z tobą, w tej jasnej sali, przez całą noc.‒ Znudziłabyś się, Harriet.Już teraz nie mamy sobie, tyle do powiedzenia.Po chwili:‒ Nie jesteś zazdrosny o Geralda? ‒ zapytała Harriet.‒ Zazdrość wymyślono dla takich przyzwoitych szczeniaków, jak Gerald.Nie jestem o niego zazdrosny.To polega na czymś innym.‒ I już mnie nie kochasz?‒ To jest bez znaczenia.‒ Może polecisz jutro? Stąd jest dużo połączeń do Ciudad Trujillo.‒ Nie.‒ A gdybym zgodziła się zostać z tobą przez całą noc?‒ Zanudziłabyś mnie opowiadaniem o Geraldzie.‒ Ciebie nudzi moja miłość do Geralda? Nasza miłość? Mike, jak możesz!‒ To bardzo nudna miłość.Jest tego pełno, gdzie tylko się ruszysz.Już nie mogę patrzeć na taką miłość.‒ Bo powiedziałam ci, że Gerald jest przyzwoitym chłopcem?‒ Może dlatego.‒ Ale ty jesteś także bardzo przyzwoity, może nawet bardziej.‒ Ani trochę, Harriet.‒ Nie wierzysz mi?‒ Chodźmy do recepcji, załatwię ci pokój.Nie mogę się spóźnić na lotnisko.2.Al habla! ‒ zawołał Octavio de la Maza.‒ Kto?‒ Tapurucuara.‒ Gdzie jest Jankes?‒ Siedzi u Moniki Gonzales.Czekają na gitarzystę.Ty wiesz.‒ Dobrze.Ściągnij wóz i dwóch ludzi, czekajcie na najbliższym rogu.Kiedy Jankes wyjdzie od Moniki, ona do nas zaraz zadzwoni, a gitarzysta przyprowadzi Jankesa do waszego wozu.‒ I co dalej?‒ Dalej, jak dalej.To ma być wóz, który zawiezie Jankesa i jeszcze dwóch uciekinierów do granicy haitańskiej.Pojedziesz razem z nimi jako przewodnik i zajmiesz się tym „dalej".Nie chcemy nic więcej wiedzieć o Jankesie, niech ucieka.‒ Tak, jak mówiłeś, kiedy Jankes wyszedł z więzienia? ‒ zapytał Tapurucuara.‒ Tak załatwić?‒ Załatw, jak trzeba załatwić.Pułkownik Abbez przekazuje ci całą historię.Aż do końca, bo jeszcze mogą być pewne komplikacje.Odetchnąłem, jak mi powiedział dzisiaj, że zajmie się tym Tapurucuara.Generał Espaillat kazał to powierzyć tobie.‒ La mierda ‒ zaklął Tapurucuara.‒ Wszystko, co najgorsze, zawsze przypada na najlepszego człowieka.‒ Co masz jeszcze do powiedzenia? Ściągaj natychmiast wóz z uciekinierami.Co mówisz?‒ La mierda ‒ powtórzył Tapurucuara.‒ Nie rozumiesz? Gówno, i to jest wszystko, co mam do powiedzenia.Ty wiesz.‒ Tapurucuara ‒ powiedział Octavio ‒ jesteś stary jak świat i niejedno widziałeś.Jeżeli chcesz zobaczyć jeszcze więcej, rób, co ci każą.‒ Chyba zobaczę więcej niż ty ‒ mruknął Tapurucuara.I odwiesił słuchawkę.Tapurucuara był stary jak świat ‒ tak o nim mówiono.Miał suchą i spaloną słońcem twarz, jakby ukrytą za przylegającą do skóry woalką drobniutkich zmarszczek.Wydawało się, że za tą siateczką skrywają się również jego oczy okrągłe, ciemne, przenikliwe.I tak stare, jak oczy kilkusetletniego karpia.Uważał się za arystokratę La Espańoli, nazywanej również Hispaniolą lub wyspą Haiti.Dominikańczycy nie używali tej ostatniej nazwy, ponieważ przejęło ją sąsiadujące z ich Republiką państwo.Tapurucuara twierdził, że jego ród wywodzi się w prostej linii z wytrzebionego już indiańskiego plemienia Tainos Arawakos, które w 1492 roku witało Krzysztofa Kolumba, przybijającego do poszarpanych brzegów bogatej wyspy.Był to pierwszy skrawek Nowego Świata, na jakim spoczęła stopa odważnego żeglarza i zarazem zwiastuna rzezi, której ofiarą padli później prawie wszyscy tubylcy.Tapurucuara żywił pogardę do tej kolorowej „mieszanki" zaludniającej Dominikanę i Haiti.O Mulatach mówił, że to „bękarty białych najeźdźców, francuskich i hiszpańskich", bękarty spłodzone z przywiezionymi z Afryki czarnymi niewolnicami.‒ A Kreole? To jeszcze starsza historia ‒ mówił Tapurucuara.‒ Kiedy w XVII wieku piraci morscy, flibustierzy grasujący na wodach Morza Karaibskiego, osiedlili się na stałe na La Espańoli, nazywając ją ‒ bezludny już wówczas, pustynny skrawek ziemi ‒ wyspą San Domingo, wtedy rząd francuski uznał wyspę za swoją kolonię.Wraz z dekretem o tym postanowieniu posłał flibustierom ‒ którzy domagali się kobiet ‒ prostytutki chwytane na ulicach Paryża, wyciągane z pokątnych domów publicznych i z więzień.One dały początek rodowi puszących się później Kreolów.Tapurucuara tak dobrze znał historię wyspy, że mógłby ją wykładać z katedr wielkich uczelni.Jego wyobraźnia podsuwała mu tak wyraźne obrazy z jej przeszłości, że czuł się świadkiem wszystkich wielkich wydarzeń w dziejach La Espańoli, rozgrywających się na przestrzeni ostatnich stuleci.Mówił na przykład: pamiętam, jak w osiemnastym wieku Kreole wysłali swoje pirackie fregaty do Afryki, po „czarną kość słoniową", po Murzynów.Wymordowano tam tysiące czarnych, resztę zawleczono na okręty.Połowa tego towaru zdychała w ciemnych ładowniach.Ci, którzy dopłynęli, ginęli na kreolskich hacjendach i plantacjach lub popełniali samobójstwo.Aż do końca XVIII wieku nasze statki przywoziły z Afryki wciąż nowe transporty.W tym czasie południowo-wschodnia część wyspy należała jeszcze do Hiszpanów, tam Murzynom lepiej się żyło.Spali przy ogniskach swoich panów i jedli z nimi przy jednym stole.‒ W 1791 roku zrobiliśmy powstanie ‒ mówił Tapurucuara ‒ rewoltę przeciw niewolnictwu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum