[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Co gorsza, nowy sędzia federalnymiał w sobie więcej współczucia ni\ rozsądku.Gdyby dano wówczas Russellom ponosie, być mo\e zeszliby z przestępczej ście\ki.Skończyło się jednak na ostrze\eniu iopiece kuratora.Kuratorką zaś okazała się bardzo nobliwa dama z doktoratem zuniwersytetu Wisconsin, która całymi miesiącami tłumaczyła braciom, \e je\eli będąnadal kradli cudze mienie, nigdy nie zdołają wykształcić w sobie pozytywnego obrazui szacunku do siebie samych.Powinni więc szukać godności osobistej w zajęciachwartościowych i kształcących.Po ka\dym spotkaniu z kuratorką bracia zastanawialisię głośno, jak to mo\liwe, \e lud Siuksów dał się podbić takim idiotom, a nowe skokiplanowali staranniej ni\ dotąd.Staranność zawiodła ich jednak, jako \e kuratorką nie mogła udostępnić imarkanów przestępczej wiedzy, które zdobyliby w porządnym więzieniu.Rok pózniejznowu ich więc przyłapano na kradzie\y, tym razem poza rezerwatem.Dostali popółtora roku w obostrzonym rygorze, głównie za to, \e włamali się do sklepu z bronią.Więzienie okazało się dla młodych Russellów najstraszniejszym do-świadczeniem w \yciu.Braciom, od dziecka nawykłym do otwartej przestrzeni iwysokiego nieba Zachodu, kazano mieszkać w klatce mniejszej od tej, jaka w myślprzepisów federalnych nale\y się borsukowi w miejskim zoo, otaczali ich zaś ludzie,których zatwardziałość wykraczała poza najśmielsze oczekiwania młodych więzniów.Pierwszej nocy pod celą usłyszeli wrzaski świadczące dobitnie o tym, \e gwałtów niepopełnia się wyłącznie na kobietach.Poniewa\ potrzebowali wsparcia, nic dziwnego,\e bardzo prędko znalezli je wśród innych indiańskich więzniów, członków RuchuIndian Amerykańskich.Dotychczas nie obchodziło ich na dobrą sprawę własne pochodzenie.Podświadomie wyczuwali zapewne, \e zarówno im samym jak i rówieśnikom niedostaje cech Indian oglądanych na ekranie telewizora w rzadkich chwilach, kiedyodbiornik nie był zepsuty.Wstydzili się te\ chyba trochę, \e tak ró\nią się odfilmowych Indian.Oczywiście głośno podśmiewali się z westernów, w którychzresztą rolę  czerwonoskórych grali zwykle ucharakteryzowani biali alboMeksykanie, wygłaszający kwestie świadczące o tym, \e hollywoodzcy scenarzyści oDzikim Zachodzie wiedzą mniej więcej tyle samo, ile o Antarktydzie.Nawet jednakte fałszywe obrazy wyrobiły w Russellach przeświadczenie o własnym gorszympochodzeniu.Teraz jednak, pod wpływem Ruchu, nastąpiła w nich radykalnaodmiana.Wszystko, co złe, było winą Białego Człowieka.Russellowie szybko przyswoili sobie te poglądy, będące mieszanką modnych na wschodnim wybrze\uteorii antropologicznych, myśli Jeana Jacquesa Rousseau, obrazów zaczerpniętychprosto z westernów Johna Forda (gdzie\ zresztą, jeśli nie w nich, mogą Amerykanieszukać zapisu swojej kultury?) i przeinaczonych relacji historycznych.Bracia wysnuliz tego wszystkiego wiedzę, \e ich przodkowie nale\eli do szlachetnej rasy wo-jowników i myśliwych, którzy \yli w harmonii z przyrodą i jej duchami.Nie docierałado nich prawda, \e \ycie Indian było mniej więcej tak samo pokojowe jak dawniej\ycie w Europie, \e słowo  Siuks w dialekcie indiańskim oznacza wę\a i nie jestkomplementem ani wreszcie fakt, \e Indianie zamieszkali na terenie amerykańskichprerii dopiero w ostatniej dekadzie osiemnastego wieku.Nie padło tak\e ani słowo owojnach międzyplemiennych.Dawniej wszystko wyglądało o wiele lepiej.Indianiesami władali swoją ziemią, ścigali bizony, \yli zdrowo i radośnie pod kopułą gwiazd,a czasami staczali między sobą krótkie, bohaterskie pojedynki, podobne do rycerskichturniejów.Nawet torturowanie jeńców dawało się wytłumaczyć ochotą pojmanychwojowników do wykazania się stoicyzmem, którym imponowali swoimsadystycznym, lecz zdjętym podziwem oprawcom.Któ\ nie chciałby odnalezć wsobie szlachetnego ducha? Có\ mógł Marvin Russell poradzić na to, \e pierwsza potemu okazja nadarzyła mu się w wiezieniu.Tam właśnie poznał wraz z bratem naukęo bóstwach ziemi i nieba, o wierzeniach, wytępionych okrutnie i zastąpionychfałszywą białą religią.Bracia usłyszeli tak\e o braterstwie prerii, o tym, jak to bialiwyzuli ich z własności, powybijali bizony, będące dla Indian podstawą egzystencji,podzielili plemiona, stłoczyli je, wymordowali i wreszcie uwięzili, rzucającczerwonoskórych na pastwę alkoholizmu i rozpaczy.Skuteczność kłamstwa bierze sięz odpowiednio du\ej domieszki prawdy.Marvin Russell przywitał pierwszy pomarańczowo gorejący skrawek słońcapieśnią, która zapewne była autentyczna.Nikt nie wiedział dokładnie, jak brzmiałydawne pieśni indiańskie, na pewno ju\ zaś nie Marvin Russell.Więzienie jednak nacoś się przydało.Kiedy Marvin trafił za kraty, czytał gorzej ni\ czwartoklasista,opuścił zaś kryminał z umiejętnościami na poziomie wczesnych klas amerykańskiejszkoły średniej [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum