[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dopiero wtedy nad skrzywioną twarzą Davidazauważyłam czyjś cień.Chrząkał tak energicznie, że przezchwilę przypominał kaszlący silnik.No nie.Błagam, tylko nieona.- modliłam się w duchu, ale odwróciwszy się,zobaczyłam tuż za swoimi plecami Vivian, spienionegopitbulla gotowego do boju.- Już straciłam nadzieję, że zadzwonisz do mnie przedobiadem! - wybuchła, stając na palcach, żeby zmniejszyćodległość między naszymi twarzami.Wiedziałam, żedoprowadza ją to do szewskiej pasji: przy wzroście metrpięćdziesiąt pięć Vivian była ponad piętnaście centymetrówniższa ode mnie, dlatego musiała wyciągać szyję, kiedyrozmawiałyśmy, stojąc blisko siebie.Dodatkowe wyzwanie stanowiły szpilki, które nosiłam dzień w dzień, nawet jeślibolały mnie nogi albo miałam bezlitosnego kaca.Spojrzałam na zegar za biurkiem Davida - 9.03 - po czymskuliłam się, gotowa na grad mocnych ciosów z jej strony.- Musimy porozmawiać - warknęła Vivian.- Musiszprzygotować cztery ekspresowe książki.Każda matrzytygodniowy cykl produkcyjny, a autorzy dostają, licząc odtej chwili, trzy tygodnie na złożenie ostatecznej wersji.Daszradę?Wolałabym naprawdę cios fizyczny.A nawet kilkastrzałek z bambusa pod paznokcie.Cztery ekspresowe książki, przygotowywane w tymsamym obłąkańczym tempie, jeszcze nienapisane, oznaczały,że przez dobre półtora miesiąca będę siedziała w biurze conajmniej dwadzieścia cztery godziny na dobę, a i tak niewiadomo, czy dotrzymam terminów.Niestety, już przedtemmusiałam dokonać tej karkołomnej sztuki - w listopadzieprzyniosłam nawet do pracy śpiwór, żeby czasem sięprzespać.Phil robił to samo, a Graham niemal połowę nocyspędzał w pracy.Mimo zapewnień Randalla bankierzyinwestycyjni w niczym nam nie dorównywali, pominąwszyjedno zero różnicy w wynagrodzeniu.Cztery ekspresowe książki naraz.Kurczę pieczone!Wiedziałam z doświadczenia, że czekają mnie bezsenne noce iniewdzięczna praca, bo na pewno przynajmniej jedna książkasię rypnie, będę więc jeszcze musiała znosić nieokiełznanygniew Vivian.W gruncie rzeczy pytała, czy piszę się na totalnemęczeństwo.- Sporo - wybąkałam.- Mogę spróbować.ale czynaprawdę wszystkie muszą być na jeden termin? Będzietrudno.- Boże, ale się jąkałam.Gdzie mój kręgosłup? Dlaczego nie umiem się postawić? - Spróbuję.David, poprośTeda o warunki negocjacyjne, przygotujemy umowy.Vivian prychnęła.- Warunki negocjacyjne? Nikt ci dotąd nie powiedział, żenegocjacja warunków należy do redaktora? Czy ty sądzisz, żeja mam czas wdawać się w takie szczegóły? Użerać się zdebilnymi agentami? Dam ci swoje propozycje ofert, a tymasz zadbać, żeby znalazły odzwierciedlenie w umowach.- Oczywiście - odpowiedziałam.%7łe też w ogóle miałam wątpliwości.Słowem, będęmusiała przekonać agenta, żeby przyjął warunki Vivian (awszyscy agenci, którzy w przeszłości mieli do czynienia zVivian, ze zrozumiałych względów bali się rzucać swoichklientów na pożarcie wilkom), wyjaśnić koncepcję autorowi,przekonać jego albo ją, że napisze czterysta stron maszynopisuw - bagatela! - dziesięć dni, bo jeśli nie, to muszę szukaćinnego murzyna (zazwyczaj tylko chałturnicy przyjmują takieniewyobrażalne terminy) i w końcu sfinalizować transakcję kuzadowoleniu wszystkich (czytaj: Vivian).To wszystkopomnożyć przez cztery.Dopiero wtedy zaczynała się jazda.Po dwóch tygodniachtrzeba było wyrwać autorowi z gardła niedopracowany (siłąrzeczy) manuskrypt, a w dwa następne tygodnie -przeredagować całe rozdziały, nękać biednego, udręczonegopisarza o kolejne partie, po czym skierować tę jeszczeparującą kupę gówna do produkcji.To wszystko pomnożyćprzez cztery.- Ale wiesz, Vivian, ile to roboty - powtórzyłam zezdumieniem.- Może ktoś przejąłby chociaż jeden tytuł.Niechcę obiecywać czegoś, czemu nie podołam, a, szczerzemówiąc, wydaje mi się, że jedna osoba tego nie udzwignie.Uff, powiedziałam. Zamiast oczekiwanego wybuchu zobaczyłam u Vivianzadowoloną minę.Na jej twarzy malował się triumf.- Masz rację, Claire.Chyba to dla ciebie za dużo -zgodziła się.- Phil jest w pełni obciążony, ale Lulu na pewnobardzo chętnie przejmie dwie z tych książek.Już ma wopracowaniu dwie ekspresowe, ale przecież ona lubidodatkowe wyzwania.Szkoda, że nie mogę jej sklonować!Wrrr! Zwięta Lulu.Wiedziałam, że to manipulacja, alemoją niechęć budziła myśl, że piedestał Lulu jeszcze siępodwyższył [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum