[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Napisałam tam jeszczeparę pretensjonalnych bredni o nadziei, że moja powieśćodniesie sukces.Problem w tym, że mniej więcej tydzień powysłaniu tej masturbacyjnej wiadomości straciłam całezainteresowanie książką.Gdyby Richie o tym nie wspomniał,nawet bym nie wiedziała, że rocznik wydrukował mojąpompatyczną informację o sobie.- Och, książka nie została wydana - wyjaśniłam.- To byłobardziej, bardziej.- Coś dla ciebie? - zapytał Richie, starając się dokończyćmoją myśl.- A co z tobą?! - zmieniłam temat z uśmiechem, mającnadzieję, że szparagi wpływają tylko na zapach moczu, a nieoddechu.- Ewidentnie nie umarłeś.Jak jednak doszło do tego,że wydrukowali nekrolog?- Inny Richard Cantor - przyznał zrezygnowany.- Tensam rocznik itd.W nekrologu napisali, że facet pochodził zSouth Bend w Indianie, ale ludzie aż tak dokładnie nie czytali.Moi rodzice dostali ze sto kartek z kondolencjami.-Roześmiał się.- Wiesz, że zamieścili jego fotografię wnastępnym numerze? Moja mama zadzwoniła z płaczem dobiura absolwentów, że nie może pisać następnego listu zwyjaśnieniem, że jej syn nie umarł, więc wydrukowali zdjęciejako sprostowanie.- Ojej, Richie.Jesteś jedyną znaną mi osobą, któranaprawdę może powiedzieć, że pogłoski o jej śmierci byłyznacznie przesadzone.- Wiem. - Zatem nie uległeś rozkładowi.Wobec tego co się z tobądziało?Richie spojrzał na zegarek i powiedział, że za kilka minutmusi być z powrotem w stajni, ale z przyjemnością spędziłbyze mną więcej czasu przy kolacji.Cóż, są kolacje i kolacje.Zawsze byłam daleka od schlebiania sobie, ale miałamwrażenie, że jemu z pewnością chodzi o kolację.No ale nigdynie możesz tego wiedzieć na pewno.Jeśli nawet się niemylisz, ktoś przecież może odparować:  Ojej! Chciałem tylkospędzić trochę czasu przy posiłku ze starą przyjaciółką.Gdybyś tego nie zauważyła, wiedz, że ważysz teraz tylkoodrobinę mniej niż pół tuszy wołowej.Seks z tobą to ostatniarzecz, która by mi przyszła do głowy.Po prostu pomyślałem,że byłoby zabawnie zobaczyć, ile jedzenia możesz w siebieteraz wpakować".- Hm, kolacja? - zapytałam, grając na czas.- Taak, kolacja - odpowiedział, nie dając mi ani trochępoznać, jakie są jego prawdziwe zamiary.- Mój mąż mógłby być zazdrosny - rzuciłam w nadziei, żenadam rozmowie pożądany kierunek.- Zatem mu nie mów - obruszył się Richie.- Ja, to pewnejak diabli, nie powiem swojej żonie - wyznał, mrużąc oko.Noi dobrze, przynajmniej teraz wiem, o co chodzi.Z pewnością okolację.- Och - westchnęłam.Właściwa pora na wszystko tookrutna sprawa.Przez ponad rok mogłam swobodnieangażować się w związek z Richiem.Prawdę mówiąc, byłbyto romans, ale przynajmniej nie oszukiwałabym własnegomęża.Rok temu byłam tak zła na to, jakie miejsce w życiu miprzypadło, że najpewniej bym się na to zdecydowała,usprawiedliwiając się tym, że zasługuję na trochę rozrywki zcudzym mężem.Mogłabym sobie powiedzieć, że przecież jejnie znam, a jeśli nie umie utrzymać przy sobie męża, to jej problem, nie mój.Mogłabym sobie wyobrażać, że przybrałana wadze od czasu małżeństwa z Richiem.Mogłabympowiedzieć, że biedne kochanie stało się nudziarą i straciło zoczu swoje marzenia i cele.Siedzi całymi dniami w domu wbyle jakiej piżamie, wyciągając synkowi gile z nosa.A potemuprzytomniłam sobie, że to obraz mnie samej.Przez całe życieprzyglądałam się żonatym kochankom Anjoli, którzyzmieniali się jak pory roku.Kiedyś nawet zażartowała, żemężczyzni noszący obrączki są nowymi czarnymi.Pamiętam,że przyrzekłam sobie nigdy tak pochopnie nie lekceważyćinnych kobiet i, bez względu na rozmiar pokusy, trzymać się zdaleka od ich mężów.A jednak kilka miesięcy temumogłabym bez trudu pójść na kolację z Richiem Cantorem,ponieważ byłam wyposzczona.To zupełnie tak, jak ci ludzie,którzy musieli przetrwać razem miesiąc w Arktyce iskończyli, wzajemnie się zjadając.Jeśli cofniesz zegar iodwiedzisz ich w ich przytulnych domach, zanim wyruszyli nawyprawę, każdy z nich przysięgnie, że prędzej umrze, niż zjeinną ludzką istotę.A zaledwie miesiąc pózniej wystarczyło, byjeden ze starszych stracił przytomność, a reszta ruszała dowalki o to, kto dostanie żebra.Ale ja już nie byłam za kołempolarnym.Nie byłam również członkinią klubu medyków.Tylko że tu, gdzie byłam, można z łatwością dostać przekąskę,więc nie oszaleję z głodu.Pewnie, znajome ciało RichiegoCantora wygląda świetnie.To prawda, czuć je rajem i ciastemczekoladowym.(Potem uprzytomniłam sobie, że to japachniałam ciastem po lanczu na cześć Rity.) Przyjemnie byłojechać na koniu Richiego, niewinnie flirtować, odtwarzającskrawki wspomnień.Ale wcale nie chciałam wstępować nanastępny poziom.Kolacja nie była prawdziwą pokusą w tejchwili.Właściwa pora jest czasem rzeczą wspaniałą.Możenas uchronić przed nami samymi.- Co mówisz? - zapytał Richie. Zeskoczyłam z konia i przyjacielsko poklepałam po udziemego dawnego chłopaka.Miałam na końcu języka dziesiątkiciętych odpowiedzi, niezbyt dla niego życzliwych.Zabawnymskutkiem bycia córką nagannie prowadzącej się matki jesttrudność w nazbyt surowym ocenianiu innych.Gdybymnazwała Richiego draniem, to samo musiałabym powiedzieć oAnjoli.Nie mam jednak wątpliwości, że mimo sprzecznychuczuć, jakie żywię wobec matki, kocham ją.Sama myśl o tym,że ktoś mógłby zle się o niej wyrażać, odbiera mi mowę,chociaż jestem pewna, że na mapie trzech okolicznych stanówmożna by gęsto zakropkować miejsca, gdzie zdradzanekobiety regularnie się spotykają, by to właśnie robić.- Myślę, że mieliśmy dosyć czasu - powiedziałam.Spojrzał zaskoczony, jakby kobiety nieczęsto odmawiałypójścia z nim na kolację.Zwłaszcza kobiety z nadwagą.- Jesteś pewna? - zapytał.- Byłoby zabawnie.Uśmiechnęłam się, nie dlatego, że pochlebiała mi jegonatarczywość, ale ponieważ uświadomiłam sobie, że jestemtego całkowicie pewna.- Richie, cudownie było cię spotkać - powiedziałam i takteż pomyślałam, chociaż nie w tym sensie, jakiegoprawdopodobnie oczekiwał Richard.- Naprawdę powinnamjuż wracać do domu.Muszę odebrać syna od przyjaciół iprzygotować mężowi kolację.Richie wzruszył ramionami.Nie byłam pierwsza, którązaprosił na kolację, i nie będę ostatnia; moja odmowa była conajwyżej zakłóceniem rozrywki.- Lucy, Lucy! Tutaj jesteś - wołała ciotka Ida, podczasgdy Richie czekał na koniu przed  Zieloną Tawerną".-Niepokoiliśmy się, co się z tobą stało, mamełe.Richie rzucił okiem na moją rodzinę, a potem pomachałmi.- Gdybyś kiedyś zmieniła zdanie, pracuję w centrum w. - Ida! - zawołałam.Czułam się dzisiaj szlachetna i czysta.Niepotrzebna mi była wiadomość, gdzie Richie pracuje.Wprzyszłości mogłoby się to okazać zbyt wielką pokusą.- Ida! -biegłam, żeby ją uściskać [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum