[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Laurie nie była zadowolo-na, ale przynajmniej odfajkował kolejne zadanie.Przez chwilę359 dumał nad tym, że nic w jego życiu nie układa się zwyczajniei bezproblemowo.Wsunął komórkę do kieszeni i wysiadł z samochodu.Podczas gdy rozmawiał z Laurie, prace biegły dalej.Gallaudetusiadł z powrotem w kabinie i włączył silnik.Ayżka z naprężonymi linami wisiała nad otwartym grobem.Wysięgnikpróbował unieść pokrywę sarkofagu.Jack podszedł do krawędzi grobu, dołączając do Langleya.Zerknął w dół.Liny przeprowadzono przez uchwyty pokrywy.- Co się dzieje? - zapytał, przekrzykując hałas silnika.- Staramy się oderwać pokrywę - odkrzyknął Langley.-Nie jest to łatwe.Do uszczelnienia sarkofagu używa się wodoodpornego tworzywa przypominającego asfalt.Koparka stęknęła, nieznacznie dzwignęła się na podporach,opadła i ponowiła próbę.- Co zrobimy, jak pokrywa nie puści? - spytał Jack.- Będziemy musieli przyjechać kiedy indziej z ludzmi odsarkofagów.Jack zaklął pod nosem.Nagle rozległo się basowe cmoknięcie i krótki świst zasysanego powietrza.- No i proszę! - powiedział Langley, dając znaki Gallau-detowi, by delikatniej pracował wysięgnikiem.Pokrywa się uniosła.Gdy znalazła się na wysokości murawy, Enrique i Cesar ją złapali, a Gallaudet skierował pozagrób.Ostrożnie złożył pokrywę na trawie.Wyszedł z kabiny.Langley zajrzał do sarkofagu.Był wyłożony nierdzewną,wypolerowaną do połysku stalą.Ukazała się metalowa trumnabarwy białego złota.Między nią i sarkofagiem był półmetrowyodstęp.- Prawdziwa ślicznotka, nie? - spytał retorycznie Langleyz niemal religijną czcią.- Wieczny Odpoczynek z HuntingtonIndustries.Nie sprzedaję wielu egzemplarzy tego modelu.Takiwidok cieszy oko.Jack był bardziej ucieszony tym, że wnętrze sarkofagu jestzupełnie suche.- Jak wyjmiemy trumnę? - spytał.360J Ledwo zadał pytanie, a Enrique i Cesar weszli do sarkofagui przeciągnęli pod nią szerokie parciane pasy, przepuszczającje przez cztery uchwyty.Gallaudet przesunął łyżkę nad gróbi grabarze zaczepili na niej pasy.Langley otworzył tylne drzwikarawanu.Dwadzieścia minut potem trumna była w pojezdzie, a Langley zatrzasnął drzwi.- Czy zaraz jedzie pan do firmy? - spytał Jacka.- Jak najbardziej.Chcę natychmiast przystąpić do sekcji.Będzie mi towarzyszył miejscowy lekarz sądowy.Pani doktorLatasha Wylie.- Znakomicie - powiedział Langley.Wsiadł do szoferkikarawanu, wycofał pojazd na drogę i ruszył w dół wzgórza.Jack załatwił sprawy z Gallaudetem, wręczając mu lwiączęść dwudziestodolarówek.Zanim wsiadł do samochodu i ruszył w dół, dał jeszcze kilka banknotów Enrique i Cesarowi.Podczas jazdy pozwolił sobie na chwilę radości.Po wszystkichwcześniejszych przeszkodach był zdziwiony, że sama ekshumacja poszła jak po maśle.A co najprzyjemniejsze, nie pojawił sięFasano, Antonio, a przede wszystkim Franco, by zepsuć muzabawę.Teraz pozostało mu tylko jedno - sekcja zwłok. Rozdział 19Brighton, stan Massachusettsczwartek, 8 lipca 2006 roku18.45Ku zadowoleniu Jacka sprawy nadal toczyły się gładko.Odcinek od cmentarza do domu pogrzebowego pokonał bezproblemów, podobnie jak Langley z trumną.Kiedy Jack przyjechał na miejsce, Latasha już tam czekała.Dotarła przedzaledwie pięcioma minutami, tak więc niemal doskonale zgralisię w czasie.Natychmiast po przyjezdzie Langley polecił dwójce umięśnionych pracowników przesunąć Wieczny Odpoczynek z karawanu na wózek transportowy.Ten wtoczono do balsamiarni,gdzie oczekiwał dalszego rozwoju wydarzeń.- Oto plan - rzekł Langley.Stał przy trumnie, wsparłszyrękę na lśniącej metalicznej powierzchni.W ostrym niebiesko-białym świetle jarzeniówek utracił żywą barwę i wyglądał tak,jakby sam powinien zająć miejsce w Wiecznym Odpoczynku.Jack i Latasha stali kilka stóp od stołu balsamiarskiego,który musiał zastąpić stół sekcyjny.Oboje włożyli kombinezonyochronne z tyveku, które zapobiegliwa Latasha przywiozłaz inspektoratu wraz z rękawiczkami, kapturami z plastikowymi osłonami twarzy i całą kolekcją narzędzi do sekcji.Pozatym w pomieszczeniu był Bill Barton, miły starszy pan, którego Langley przedstawił jako swojego najbardziej zaufanegopracownika, i Tyrone Vich, potężny Murzyn posturą dwa razyprzerastający Bartona.Obaj byli tak uprzejmi, że zgodzili sięzostać i służyć wszelką pomocą Jackowi i Latashy.- Teraz otworzymy trumnę - ciągnął dalej Langley.- Po-362J twierdzę, że faktycznie zawiera szczątki świętej pamięci Patience Stanhope.Bill i Tyrone zdejmą odzież ze zmarłej i przełożą ciało na stół, do sekcji.Gdy tylko pan skończy, Bill i Tyronezajmą się ciałem, odzieją je i z powrotem przeniosą do trumny,tak aby jutro można było je złożyć w ziemi.- Czy pozostanie pan na terenie zakładu? - spytał Jack.- Nie wydaje mi się to konieczne - odparł Langley.- Alemieszkam w pobliżu, więc Bill i Tyrone mogą do mnie zadzwonić, gdyby były jakieś pytania.- Ten plan wygląda mi na znakomity - powiedział Jack,z zapałem zacierając ręce w gumowych rękawiczkach [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum