[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Hlne  zaczął cicho  przez te wszystkie lata nie odpowiedziałaś mi na to jednopytanie.Teraz jednak musisz to zrobić.Od tej odpowiedzi wiele zależy.Czy Charles jest moimsynem?Patrzyła na niego niewzruszona. Nie wiem.Potrząsnął głową. Myślę, że wiesz.To tobie zawdzięczam życie w ciągłej niepewności.Być może uznałaśto za zabawne.Być może podobnie zabawiasz się kosztem innych.Ja jednak muszę wiedzieć.Milczała nadal.Usta zacisnęła w wąską linię. Mój Boże  mruknął Harry, odwrócił się i podszedł do okna, by wyjrzeć na zmarniałe,spragnione słońca drzewa. Hlne  ponaglił ją William  Louisa nie ma pojęcia, z kim się zadaje.Uważa, że możepoślubić tego człowieka.Jest w nim zakochana.Miej nad nią litość.Na twarzy Hlne pojawił się błysk gniewu. Litość?  powtórzyła. Dla twojego dziecka? Ma dopiero osiemnaście lat.Hlne zaśmiała się cynicznie. Kochanie, odparła  a kiedy ty okazałeś mi odrobinę litości?  Machnęła ręką, jakbychciała odwrócić od siebie jego pytające, zdezorientowane spojrzenie. Wiem, co o mniemyślisz, to prawda  ciągnęła szorstkim tonem. Och, tak, zawsze mogłam liczyć na twojągościnność.Pozwoliłeś mi bywać w swoim domu, choć nie sądzę, aby zaproszenie było nadalaktualne.I choć kiedy się poznaliśmy, z pewnością uznałeś tę znajomość za niezłą rozrywkę, todopiero kiedy wiele lat temu odkryliśmy, że łączą nas więzy krwi  tak, dopiero wtedy stwierdziłeś, że jestem dla ciebie wystarczająco dobrym towarzystwem, prawda? Skandalistkaz Paryża.Z miasta, do którego przyjeżdżają mężczyzni twojego pokroju, żeby zaznać tego, czegonie dostaną od Angielek.O, tak, wtedy byłam dla ciebie najdroższa, Williamie.I nie możesztemu zaprzeczyć. Nie zaprzeczam  odrzekł William przytłumionym głosem. Bo to prawda  wykrzyknęła.Odczekała chwilę, po czym znowu pochyliła głowę. Alenawet wtedy nie byłam wystarczająco dobra, żeby się ze mną ożenić  dodała gorzko. Nigdy nie chciałaś brać ślubu!Pochyliła się do przodu, opierając ramionami na stole. A ożeniłbyś się ze mną, Williamie?  Nic nie odpowiedział, ale spuścił wzrok.Uśmiechnęła się chłodno. Nie, nie zrobiłbyś tego.Za to ożeniłeś się z tym cichym, zadurzonymw tobie dzieckiem, z dziewczynką, która miała fortunę!Zapadła cisza.Słysząc, jak Hlne nazywa jego matkę, Harry odwrócił się do niej powoli,ona zaś, ignorując jego złowrogie spojrzenie, nadal nie spuszczała wzroku z Williama. To ty zasługujesz na karę  powiedziała w końcu. Za to, że traktujesz mnie z takimlekceważeniem. William uderzył pięścią w stół tak mocno, że Hlne aż się skrzywiła. Z lekceważeniem?  wykrzyknął. Przecież pomagałem ci, wspierałem cię.To ty nierobiłaś nic innego, tylko mnie szantażowałaś.To ty zawsze twierdziłaś, że Charles jest moimdzieckiem.Mów prawdę!Na jej twarzy pojawił się nieznaczny triumfalny uśmieszek. A teraz straciłeś córkę  syknęła. Proszę, jaki traf.Ja właś nie wysłałam syna nawojnę.Być może nigdy go więcej nie zobaczę.A twoje dziecko spotkała hańba.Ich spojrzenia spotkały się i William wyłowił z jej oczu prawdę. Nie jest mój  rzekł. Nie jest  przyznała. Nie jest twój. I przez te wszystkie lata. Nie chciałeś się ze mną ożenić. To ty nie chciałaś wychodzić za mąż! A pytałeś?  wykrzyknęła nagląco. Powiedz sam, pytałeś?Gapił się na nią zupełnie zaskoczony. Zawsze mi mówiłaś. zaczął. Byli inni mężczyzni. Nie pytałeś.Tylko ożeniłeś się z nią.Nieoczekiwanie dla obojga Harry wybuchnął śmiechem.Spojrzeli na niego. Więc to był syn kogoś innego  stwierdził. Ale żaden z kochanków się z panią nieożenił.Zemściła się więc pani na jakimś biedaku z Bergerac, doprowadzając go do śmierci, jakrównież na moim ojcu, wyłudzając od niego pieniądze.Hlne zerwała się na nogi. Co ty możesz o tym wiedzieć!  krzyknęła. Więc mnie nie obrażaj!Harry posłał jej lodowaty uśmiech. Obrazić kobietę pani pokroju to chyba niemożliwe  wycedził.Hlne zaczerpnęła powietrza, ale nie odpowiedziała.Jej twarz nagle straciła swój zaciętywyraz i kobieta bezsilnie osunęła się na krzesło. Mój syn jest wszystkim, co kiedykolwiek miałam  powiedziała ze łzami w oczach.Jedyną stałą wartością w moim życiu.A teraz musiał odejść.Patrzyli, jak szlocha. Hlne  odezwał się po chwili William łagodnym tonem. Czy mówiłaś Charles owi,że jestem jego ojcem?Wyciągnęła z kieszeni szlafroka chusteczkę i otarła twarz. Nie  mruknęła. Powiedziałam mu prawdę.Od dawna wiedział.Jego ojciec zmarł,kiedy Charles był małym dzieckiem.Harry spojrzał na Williama z nagłym głębokim współczuciem.Instynktownie położyłojcu rękę na ramieniu, i natychmiast, w obawie przed obopólnym zażenowaniem, zdjął ją. Był artystą.Zmarł na gruzlicę  wyszeptała Hlne. Był miłością mojego życia, jakąty nigdy nie byłeś i nie mógłbyś być.Poznałam go w miesiąc po tym, kiedy w tysiąc osiemsetdziewięćdziesiątym drugim wyjechałeś z Paryża.Spędziliśmy razem całe lato.Umarł w grudniu,a wkrótce urodził się Charles, o dwa miesiące za wcześnie.Na tyle za wcześnie, żebyś uwierzył,że jest twoim dzieckiem. W co pozwoliłaś mi uwierzyć. Tak.Harry z niesmakiem i niedowierzaniem potrząsał głową. Dla pieniędzy  szepnął. I dla zemsty.Nie odpowiedziała.Oparła głowę na ręku i zapatrzyła się gdzieś poza nich, we wpadające przez okno blade światło poranka. Nie masz pojęcia, co to znaczy być sama, być kobietą, która idzie przez życiew pojedynkę, nie masz więc też prawa mnie potępiać  powiedziała, po czym wyprostowała sięna krześle. Zemsta to tandetna emocja.Ja po prostu byłam pragmatyczna.Robiłam tylko to, comusiałam robić, żeby przeżyć. A Charles?  zapytał William. Wysłałaś go do mnie i do Octavii, żeby nas skłócić. Nie zrobiłam tego  odparła szybko. Powiedział mi, co zrobił, ale nie dostał mojejaprobaty.Nie może mieć wobec ciebie żadnych roszczeń. %7łądał części majatku. Mówiłam mu, że nie ma do tego prawa. A mimo to próbował. Tak.próbował.Harry westchnął z irytacją. Miał się czego od pani nauczyć  rzekł. Oszustwa.Zazdrości. Zazdrości o rodzinę?  zapytała cicho. O to, by być czyimś uznanym synem? Tak, byćmoże.Być może zawsze tego pragnął. I przyszedł do mnie tego szukać, kiedy okazało się, że nie znalazł tego nigdzie indziej? zapytał William.Apatycznie wzruszyła ramionami. Aby należeć do rodziny.mieć coś, czego nigdy nie miał, coś, do czego ja nigdy niezostałam dopuszczona? Możliwe.Takie rzeczy głęboko zapadają w serce. Jej głos brzmiałtragicznie, był pełen współczucia dla samej siebie.William pochylił się nad stołem i dotknął jej ramienia. Hlne  rzekł  on przekonał Louisę, że się z nią ożeni. Chyba wiedział, że nie jestz nią spokrewniony? Wiedział.Ale nawet mi o niej nie wspomniał [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum