[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Mo\e gdybyśmy nieco więcej o nim wiedzieli, dałoby się w liście do odpowiednichosób zmieścić parę słów, które na pewno by młodemu człowiekowi nie zaszkodziły.Korsarz uśmiechał się miło i przybrał ton \yczliwości, który w znacznej mierze napra-wił złe wra\enie wywołane na początku rozmowy. Ba! Gdyby mi wolno było ujawnić, jakiej podjął się misji! Stary kapitan zupełnie sięudobruchał.Był człowiekiem porywczym i równie łatwo mo\na go było sobie zrazić, jakzjednać. W ka\dym razie   dodał  mo\e pan z czystym sumieniem napisać, \e podjąłsię zadania zaszczytnego, niebezpiecznego i dla dobra poddanych miłościwie nam panującegomonarchy.A wie pan, \e zaledwie godzinę temu ju\ myślałem, \e Ark dopiął celu.Czy panczęsto stawia górne \agle, podczas gdy cię\sze płachty są zwinięte? Dla mnie okręt wyglądawtedy jak mę\czyzna, który wło\ył surdut, a zapomniał wciągnąć spodni. Mówi pan o chwili, kiedy pan spostrzegł mój okręt prawda? Rozwinęliśmy wtedygórne \agle. Ano właśnie.Przez lunetę dojrzeliśmy pańskie maszty.Potem zniknął nam pan zoczu, a\ nasz obserwator zobaczył pańskie górne \agle.Nie mogę więcej powiedzieć, ale byłto przedziwny zbieg okoliczności.Mogło dojść do bardzo przykrego wypadku. Ach, często robię takie rzeczy, bo lubię zadziwić.Wie pan, po dowcipie poznaje sięinteligencję.Zresztą ja te\ zostałem wysłany na te morza z pewną misją. Z jaką?  bez ogródek zapytał gospodarz.Wyraznie się zaniepokoił, czego nie umiał ukryć.Zmarszczył czoło i wybałuszył oczy. Tropię pewien statek.Gdyby mi dobry los go zesłał, powitanie byłoby nad wyraz go-rące.Była chwila, \e pana uwa\ałem za ptaszka, na którego poluję.Całe szczęście, \e pańskiesygnały w porę wyprowadziły mnie z błędu.Inaczej mogłoby się to bardzo zle skończyć. Za kogó\ to mnie pan wziął? Niech sobie kapitan wyobrazi, \e za tego słynnego zbira, Czerwonego Korsarza. Niesłychane! Kapitanie Howard, czy wyobra\a pan sobie, \e powa\ny marynarzmógłby wziąć taki wspaniały okręt, jakim jest  Jastrząb , za gniazdo pirackiej zgrai? Naobronę pańskiej załogi powiedziałbym, \e poza kapitanem nikomu coś podobnego nie mogłoprzyjść do głowy. Zanim zbli\yliśmy się na tyle, \e pańskie sygnały stały się czytelne, co najmniej po-łowa starych marynarzy na moim okręcie ostrzyła sobie zęby na pana, drogi mój Bignall.Da-ję panu na to słowo oficera królewskiej marynarki wojennej.Doprawdy, tak długo błąka siępan po obcych morzach i tak dawno nie był w kraju, \e pański  Jastrząb pogubił piórka inabrał bardzo podejrzanego wyglądu.Pan tego mo\e nie widzi, ale proszę nie lekcewa\yć tej\yczliwej uwagi.Gospodarz pohamował gniew i kwaśno się uśmiechnął. Mnie pan przypiął łatkę pirata, dziękuję za pamięć.Boję się teraz, \eby pan tegod\entelmena nie wziął za Belzebuba.Rzeczywiście, ktoś wszedł do kajuty tak cicho, \e Korsarz tego nie zauwa\ył.Zerwał sięz krzesła.Na krótką chwilę opuściła go zimna krew, ale szybko się opanował i Bignall niezdą\ył spostrzec jego zmieszania. W drzwiach stał staruszek, łagodny, uśmiechnięty, pokorny. Gdy Korsarz spojrzał naniego, staruszek nisko się ukłonił.Korsarz odkłonił się z wielkim szacunkiem.Trzeba przy-znać, \e kłaniać się umiał, jakby całe \ycie spędził w królewskich przedpokojach. Sądząc z duchownej sukienki, jest to pański kapelan  powiedział. Nie omylił się pan, kapitanie  przyznał Bignall. Kapelan i mój serdeczny przy-jaciel.Po trzydziestoletniej rozłące znów jesteśmy razem.Admirał był tak dobry i przydzieliłmi go na tę wyprawę.Choć mój okręt jest skromny, mam nadzieję, \e czcigodny kapelan nieczuje się gorzej ni\ na okręcie admirała.Pozwolę sobie przedstawić ci szlachetnie urodzonegokapitana Howarda, dowódcę królewskiego statku  Antylopa.Nie powiem nic więcej, bokapitański stopień w tak młodym wieku wydaje mi się najlepszą rekomendacją.Kapelan z niemałym zdziwieniem spojrzał w twarz szlachetnie urodzonego.Jeszcze razsię skłonił i powiedział parę zdawkowych słów na powitanie.Korsarz z niezmąconym spoko-jem wrócił do rozmowy z dowódcą  Jastrzębia. Panie kapitanie  mówił z wyszukaną uprzejmością. Wrócę teraz na mój okręt.Zaczynam podejrzewać, \e obaj przybyliśmy na te morza w tym samym celu.Wydaje mi siępo\ądane, byśmy uzgodnili nasze poczynania, a wtedy, pod pańskim światłym przewodem,wspólnymi siłami, da Bóg, z honorem spełnimy wyznaczone nam zadanie.Rozpromieniony Bignall zaprosił go na bankiet [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum