[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- To sprawa honoru - odrzekł ostro i unikając jej spojrzenia, śledził ruchyhrabiego i Edwarda.Cassie patrzyła na walczących mężczyzn przez grubą zasłonę deszczu.Ubrania oblepiały ich ciała, a kroki stały się ostrożniejsze na śliskim gruncie.Nagle Edward potknął się o bryłę błota i desperacko machał rękami, by odzy-skać równowagę.- A niech to, hrabia mógł go mieć - powiedział cicho major Andre.Cassie z przerażeniem wstrzymała oddech.Hrabia nie zaatakował.Co on,u diabła, zamierza? Czy chce dać się zabić?Cassie nagle osunęła się w ramionach Scargilla, jej głowa opadła bez-władnie do przodu.- Na Boga! - usłyszała jego krzyk.- Pomocy, sir, ona zemdlała!SR W chwili kiedy poluzował uchwyt na jej ramieniu, Cassie obróciła się zimpetem i wbiła mu piętę w goleń.Scargill zachłysnął się powietrzem, bardziejz zaskoczenia niż z bólu, i się zachwiał.- Madonna.nie rób tego!Cassie rzuciła się do hrabiego i Edwarda, ściągając po drodze przemo-czoną pelerynę.Postaci walczących były zamazane w strugach deszczu, a od-głosy ulewy tłumiły nawet brzęk stali.Hrabia spostrzegł, że Cassie do nich biegnie i szybko wycofał się ze star-cia z Edwardem.W następnej sekundzie Cassie rzuciła między nich pelerynę iprzywarła ciałem do hrabiego.Edward nie widział, jak biegła - zauważył ją dopiero, gdy znalazła sięprzy hrabi.Jego ostrze natrafiło na spadającą na ziemię grubą pelerynę, ale im-pet pchnięcia poprowadził je dalej.Koniec rapiera przeciął materiał i wbił sięw jej ciało jak w masło.Natychmiast cofnął broń i z przerażeniem spojrzał na jasnoczerwonąkrew pokrywającą ostrze.Cassie poczuła tylko ostre ukłucie w ramię.- Proszę! - krzyknęła, z twarzą wtuloną w mokrą koszulę hrabiego.Za-rzuciła mu ręce na szyję i zaszlochała: - Proszę, jeśli musicie walczyć, to niechto się skupi na mnie.Nie mogę cię stracić.Wolałabym umrzeć, niż cię stracić.Poczuła ciepło jego oddechu na czole.- Nigdy nie przestajesz mnie zaskakiwać, Cassandro - wyszeptał, rozdzie-rając zakrwawioną tkaninę sukni.Odetchnął z ulgą.Ostrze nie weszło głęboko.- Proszę, zabierz mnie do domu, Anthony.- To zależy głównie od Edwarda Lyndhursta, cara.A więc, majorze, czyjest pan usatysfakcjonowany?SR - Cassie, ty jesteś ranna - powiedział Edward udręczonym głosem.- MójBoże, co ja uczyniłem?Cassie obróciła do niego głowę.- To nic takiego, Edwardzie.Liczy się tylko to, że wy jesteście cali.Pro-szę, Edwardzie, powiedz, że już nie chcesz jego krwi.- Psiakrew, Cassie, pomyśl, co on ci zrobił! - krzyknął Edward.- Jak mo-żesz pragnąć takiego człowieka?- Nie wiem, Edwardzie, ale to nie zmienia faktu, że go pragnę.Mówięprawdę.Wiesz, że nie okłamywałabym cię.Edward zamrugał, bo krople deszczu spłynęły mu do oczu.Patrzył bez-namiętnie, jak hrabia bierze Cassie na ręce.- Myślę, Lyndhurst - powiedział cicho hrabia - że wszystko zostało po-wiedziane.Ja na pewno nie mam ochoty nadziać się na twoje ostrze.Edward powoli pokiwał głową.- Twoje ramię, Cass - martwił się, patrząc na rozlewającą się na sukniplamę czerwieni.- Jeśli sobie życzysz, Lyndhurst, możesz udać się ze mną na  Cassandrę".Opatrzę ją na statku.- Ale nie możesz.to ja muszę.- Ona już wybrała.Wystarczy.Chodzmy stąd, zanim wszyscy nabawimysię zapalenia płuc od tego przeklętego deszczu.Cassie uniosła głowę z ramienia hrabiego.- Dziękuję ci, Edwardzie.Nie musisz się już o mnie martwić.Wracam dodomu.* * *- To tylko draśnięcie, cara.Daję ci dwa dni, a potem przełożę cię przezkolano.- Hrabia wyprostował się i podciągnął jej kołdrę na plecy.SR - Czy mam podać laudanum, panie? - zapytał Scargill, wręczając hrabie-mu bandaże.- Nie.Jeśli trochę pocierpi, dobrze jej to zrobi.Twoich dramatycznychnumerów, Cassandro, wystarczy mi na całe życie.- Jest okrutny, Scargill, ale nie martw się.Już ja się postaram, żeby za tozapłacił.Jej uśmiech przeszedł w grymas, kiedy hrabia delikatnie owinął ranęcienkim bandażem.Odsunął wilgotną masę włosów z jej pleców i ciaśniejokrył ją kołdrą.- Damy jej kieliszek wina na śniadanie, Scargill.- Tak, panie, już się robi.- Scargill wlał do wina szczodrą porcję lauda-num.Kiedy hrabia pomagał jej obrócić się na plecy i poprawił jej poduszki podgłową, Cassie spojrzała nieufnie na wino.- Naprawdę nie chcę, panie.- Nonsens.Wprawi cię w lepszy nastrój i mam nadzieję, że stępi trochętwój nieznośny język.Cassie podciągnęła kołdrę pod brodę, po raz pierwszy zdając sobie spra-wę ze swojej nagości [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum