[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Awiesz, że nigdy takiej pewności nie zdobędziesz.Posłuchaj Jumbo masz świadomość, żedoktor MacLean cierpi na demencję, i z powodu choroby mówi o rzeczach, o których mówićnie powinien, nawet o takich, które nie miały miejsca.Wiesz również, że były zamachy najego życie.- Tyle zamachów, że my, biedni reprezentanci narodu, nie nadążamy za nim -powiedział Jumbo.- Ta historia z wczorajszej nocy to dla was porażka, chłopaki, chodzi mi oto, że agent FBI dostał zastrzyk odurzający, nie wspominając o pozostałym gównie.I ratującasytuację pielęgniarka.O co tu chodzi?- Hamuj, Jumbo.Już złożyliśmy oświadczenie.- Ludzie mają prawo wiedzieć, Savich, zawsze to powtarzam.Słyszałem pogłoski ojego chorobie, ale nikt nigdy ich nie potwierdził.Prawdę mówiąc, to dlatego nie miałem nicprzeciwko temu, żeby zostać.Wiem, że on jest poważnie chory, i że to, co on mówi, jestprawdopodobnie nieprawdziwe i nie kontroluje siebie.Porozmawiaj ze mną, powiedz mi, cosię stało.- Nieoficjalnie?- Jeśli się zgodzę, kiedy będę mógł to wykorzystać?- Kiedy wszystko się skończy.No dobra, Jumbo, potrzebuję twojej pomocy.Jumbozagwizdał, założył ręce za głowę i skrzyżował nogi.- Jak to? Ty potrzebujesz mojej pomocy? Zwiat się kończy.W życiu bym nie zgadł, oco w tym chodzi. 50Sherlock znalazła doktora dąsającego się w swoim pokoju.Neurolog, doktorShockley, sprawdzał odruchy MacLeana, mrucząc coś pod nosem.MacLean ignorował go.Zmrużył oczy, kiedy Sherlock weszła do pokoju.Wyglądało na to, że miał zamiar użalać sięnad sobą.Doktor Shockley wyprostował się.- Wszystko w porządku, doktorze MacLean, pomimo emocji - powiedział.Sherlock przedstawiła się, poczekała, aż wyszedł z sali i przeciągle spojrzała naMacLeana.Zanim zdążył ją zaatakować, Sherlock zwróciła się do niego tak, jak do Astro:- Niedobry piesek MacLean, bardzo niedobry piesek.- Niedobry piesek? - powtórzył powoli MacLean.- Niedobry piesek? To nawetzabawne, agentko Sherlock, ale dokładnie o to chodzi.Nie jestem pani cholernym psem.Jeślichcę rozmawiać z dziennikarzami, FBI nie ma nic do gadania.To jest tylko rozmowa, krótkarozmowa z inną czującą istotą ludzką, on jest dziennikarzem, a ja byłem gotów wszystkopowiedzieć.- Hej, to też było całkiem zabawne.Skończyłeś? - Kiedy chciał mówić dalej, Sherlockuciszyła go ruchem dłoni.- Rozumiem cię, Timothy, naprawdę rozumiem.Ale musisz miuwierzyć - to był błąd.Złamałeś tajemnicę lekarską, opowiadając o tym dziennikarzowi.Postaraj się zastanowić nad tym przez chwilę.Właśnie dlatego ktoś próbuje cię zabić.Rozumiesz, że twoja rozmowa z Jumbo była nie na miejscu?MacLean wzruszył ramionami.Wyglądał na rozdrażnionego.Należało więc przyjąćinną taktykę.Sherlock puknęła go w ramię.- Słyszałam, że twoja żona mocno zdenerwowała się tym, co wydarzyło się ostatniejnocy.Nie chciała zostawić cię samego.- Ach, tak.Ta głupia Molly, ciągle się tu kręci, sprawdza mi puls, gałki oczne, oglądamoje cholerne nogi.Mówi, że trzeba mi przyciąć paznokcie u stóp.Nie zasługuję na to, nicnie zrobiłem, no prawie nic, przynajmniej nic istotnego.- Kazał jej pan znalezć kochanka, bo uważa pan, że jest odrażająca.Wzruszyłramionami.- No cóż, faktem jest, że dziwnie pachnie Spadaj na drzewo, pomyślała Sherlock.- Ona cię kocha.Bardzo długo milczał, po czym odparł:- Nie, nie kocha.- Co masz na myśli? MacLean położył głowę na poduszce i zamknął oczy.- Kiedy dowiedziała się, co się dzieje z ludzmi cierpiącymi na tę chorobę, prawie mniezostawiła.Wszyscy uważają, że taka z niej święta, bo sterczy tu nade mną, ale ja znamprawdę.Wiem, że wyprowadziła wszystkie pieniądze z naszych wspólnych kont bankowych.Wiem, że ma kochanka.Problem w tym, że nie bardzo może zostawić mnie w tym podłymstanie, tak? - Zamilkł i wzruszył ramionami.- Za tym nie stoi Pierre ani Dolores.Nie.ToMolly próbuje mnie zabić.- To największa bzdura, jaką kiedykolwiek od ciebie usłyszałam, Tim, i wiesz o tym.IBóg mi świadkiem, że usłyszałam już od ciebie dość kłamstw!Molly MacLean stała w drzwiach z rękami założonymi na biodra.Jej twarz byłapurpurowa ze złości.- Pani MacLean - powiedziała Sherlock, uśmiechając się do niej.- Wyjdzie pani zemną na chwilkę?- Jeśli zostanę w jednym pokoju z tym.osobnikiem, mogę go zabić! - krzyknęłaMolly i pogroziła mężowi pięścią.- Wychodzimy, agentko Sherlock.Proszę mnie stąd zabrać, bo nie ręczę za siebie.Savich znalazł Sherlock i płaczącą Molly w pokoju pielęgniarek.Sherlock spojrzała naniego.- Cześć, Dillon.Myślę, że powinniśmy spojrzeć na sprawy z innej perspektywy.Prawda, pani MacLean? Molly przetarła oczy.- Tak, jeszcze raz zebrałam wszystko do kupy.Tak łatwo można zapomnieć, że on niezdaje sobie sprawy z tego, co mówi, i nie pojmuje, jak jego słowa mogą ranić.A kiedyusłyszałam, w jaki sposób mówi o mnie do pani.przepraszam.O Boże, jest taki chory, takniepodobny do siebie.Czasami nie mogę tego znieść.- Molly zasłoniła twarz dłońmi izaszlochała.Sherlock wstała i przytuliła ją, szepcząc jej do ucha, że to nonsens.To ją uspokoiło.Molly uwolniła się z objęć Sherlock, wytarła nos i oczy.- Przepraszam za moje zachowanie.Zamoczyłam pani bluzkę.Przez tę sytuację jestemnieszczęśliwa, ale wiem i rozumiem, że on nie może nic na to poradzić.- Trzyma się pani nadzwyczaj dobrze, zważywszy na okoliczności, pani MacLean -powiedział Savich i naprawdę tak myślał.- Z jakichś powodów doktor MacLean był dziś zdenerwowany - zauważyła Sherlock [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum