[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nic.%7ładna magia nie wypełniła przestrzeni pomiędzy nami dwojgiem.Kiedy otworzyłam oczy, Ansel pokręcił głową.Oczy miał zamknięte.Pojego policzku spłynęła łza.- Bellator silv.- Przestań - wychrypiał Ansel i poszukał mojego wzrokuzaczerwienionymi oczami.- Dość.Nie wiedziałam, co powiedzieć.Oni naprawdę to zrobili.Ansel-wilkznikł, a ja nie mogłam sprowadzić go z powrotem. W tej chwili nienawidziłam Opiekunów jeszcze bardziej niżkiedykolwiek.- Dam ci krew - zakrztusiłam się przy tych słowach i wtedy do mniedotarło, że ja też płaczę.- Ciągle krwawisz.- Nie.- Ansel ściągnął koszulę i owinął nią ranę od ugryzienia naramieniu.- Nie chcę.- Ansel.- Wyciągnęłam do niego rękę.- Nie chcę! - Furia w jego spojrzeniu mnie sparaliżowała.Położył się nałóżku.Jego twarz pozbawiona była wszelkichuczuć, ale ta obojętna mina przeraziła mnie jeszcze bardziej niżwcześniejszy gniew.- Lepiej już idz - powiedział, wpatrując się w sufit.- Powinnaś się wyspaćprzed jutrem.- Nie zostawię cię.Sięgnął ręką do kieszeni i wyciągnął z niej zwiniętą kartkę.- Ansel, co to jest? - spytałam, zerkając na kartkę.- Daj mi spokój.- Przez moment wpatrywał się w zabrudzony papier, apotem zwinął go w mocno zaciśniętej pięści i przycisnął do piersi.- To odBryn, jasne? Udało mi się to zachować, kiedy Opiekunowie nasrozdzielili.- Och.- Musiała napisać dla niego wiersz.Serce mi się ścisnęło, oczypiekły.Czy ona miała ze sobą coś na pamiątkę po nim? Mój brat i mojanajlepsza przyjaciółka, których miłość chciałam ukryć przedOpiekunami.Może lepiej byłoby, gdyby oboje razem uciekli.Czy to bymogło doprowadzić do czegoś gorszego niż to, co się działo teraz?Ansel przetoczył się na plecy i odwrócił ode mnie wzrok.- Idz już.Siedziałam na skraju łóżka, kolana podciągnęłam pod brodę.Kiedy jegopowolny, regularny oddech upewnił mnie, że wreszcie zasnął,wyciągnęłam się na łóżku ostrożnie, żeby go nie dotykać, i położyłamgłowę na poduszce, nadal patrząc, jak mój brat śpi. Po chwili zaczęły mu się wyrywać jakieś odgłosy, przypominające cicheskomlenie zbolałego młodego zwierzęcia.I tak to trwało, a on drżał iwiercił się obok mnie, ale się nie przebudził.Wreszcie odpłynęłam w sen,wciąż nasłuchując cichych jęków, wywołanych koszmarnym snem, którydręczył umysł Ansela. 18Calla - szepnął Shay, delikatnie potrząsając moim ramieniem.Dzwięk jego głosu wywabił mnie z powrotem ze snów pełnych krzykówrozpaczy i oślizgłych cieni, które groziły, że mnie pochłoną.Przez moment nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie jestem.Słyszałamtylko ciepły głos Shaya i czułam jego delikatny, miły zapach.Przysunęłam się do niego, złakniona jego bliskości.Zrobił dziwną minę, kiedy palcami obrysowałam linię jego szczęki.- Poprosili mnie, żebym cię obudził.Już czas.Słodycz tej chwili znikła, odepchnięta zimną świadomością tego, gdziejestem i co mnie niedługo czeka.Mruganiem powiek odpędziłamsenność, szybko usiadłam, a potem zaraz tego pożałowałam, bo Ansel sięporuszył.Nastrój popsuł mi się jeszcze bardziej, kiedy przypomniałamsobie, że próbowałam mu pomóc, ale nie mogłam.- Chodz - powiedział Shay.- Reszta czeka na dole.Cicho wyszliśmy zpokoju.- Jak on się czuje? - zagadnął, kiedy schodziliśmy po schodach.- Próbowałam go przemienić.- Przytłoczona żalem, musiałam oprzeć sięo poręcz.- Naprawdę? - spytał Shay.- Sądząc po twojej minie, zgaduję, że się nieudało. Pokiwałam głową.Objął mnie ramieniem, muskając ustami moją skroń.- Ale dobrze, że próbowałaś, Cal.Przykro mi.- Mnie też.- Nic mu nie będzie?- Nie wiem - odparłam, zerkając za siebie w głąb korytarza.- Wydaje siępo prostu.załamany.- Tak.- Shay zadrżał.- Dopiero od niedawna potrafię się przemieniać, ajuż tak bardzo to się stało częścią mnie.Nie umiem sobie wyobrazić, żemógłbym to stracić.Pokiwałam głową, obserwując go.Czy to była prawda? Czy Shayrzeczywiście miał tak silną więz ze swoim wewnętrznym wilkiem? Amoże tylko próbował okazać współczucie Anselowi?- Powinienem iść z tobą - powiedział.- Nie - sprzeciwiłam się.- Poszukiwacze mają rację.Nie możemypozwalać ci na takie ryzyko.Przestał mnie obejmować i wcisnął ręce w kieszenie.- Nadal uważasz, że nie umiem walczyć.- Wiem, że umiesz - zapewniłam.- Widziałam cię w walce więcej niż raz [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum