[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale byłojuż za pózno.Odzyskał ostrość widzenia i zobaczył, że za Laurąstoi Lloyd i Booth.- Nie ostrzegłaś mnie - wyszeptał Jason zduszonym głosem.Uśmiech znikł z jej twarzy, gdy poczuła, że ktoś łapie ją od tyłu.Nie zdążyła krzyknąć ze strachu, gdy podciągnięta do góry sta-nęła twarzą w twarz ze swym bratem.Usiłowała wykręcić się zuchwytu Lloyda i jednocześnie nie spuszczać z oczu Jasona.SR Ten próbował usiąść, ale Booth postawił mu nogę na piersi,przycisnął i zmusił do położenia się na ziemi.Pistolet zatkniętyza pasek spodni wbił mu się w plecy.Jason uśmiechnął się po-nuro do Lloyda.Jesteś na obcym terenie - powiedział.- Nie pogarszaj swojejsytuacji.Nie kręć się - Lloyd spiorunował wzrokiem Laurę i potrząsnąłnią gwałtownie - bo każę skręcić kark twojemu kochasiowi.Gdzie, u licha, jest Paul?Uciął sobie drzemkę - odparł Jason z uśmiechem.Lloyd, natychmiast przestań! - zażądała Laura.-Dzwoniłam doHolcombe'a.Au! - Wzdrygnęła się, uszczypnięta mocno w ra-mię.- Powiedziałam mu; co.Przerwało jej uderzenie w usta, od którego pękła jej warga.Tencios Jason odczuł tak, jakby ktoś go dzgnął rozpalonym żela-zem.Widząc krew na ustach Laury, oszalał z wściekłości.Chwycił Bootha za nogę w kostce i wykręcił, aż wprawione wruch cielsko zwaliło się z okrzykiem bólu.Rzucił się, nim tam-ten zdążył zareagować, i rąbnął go pięścią w szczękę, aż głowauderzyła o skałę, po czym wstał znad obezwładnionego Bootha,celując w Lloyda pistoletem.Laura przez moment patrzyła na ochroniarza padającego jakścięte drzewo, a potem zaczęła okładać pięściami i kopać Lloy-da, który chciał wesprzeć Bootha.Przyłożyła mu w brzuch itrafiła w goleń, ale Lloyd nie cackał się z kobietami.Szarpnął jąza rękę tak mocno, że się przewróciła, a potem pociągnął pokamienistej ziemi.Znalazła się w trudnej i niewygodnej pozycji.Wtem zoriento-wała się, że Lloyd stara się dotrzeć do widocznej w świetleksiężyca strzelby Jasona, a ją koniecznie chceSR zabrać z sobą.Zawołała Jasona, szarpnęła się, chwyciła Lloydaza nogę i ugryzła najmocniej jak potrafiła.Wyczuła, że Lloyd podnosi strzelbę, i opadła zrezygnowana naziemię.Widziała scenę jak ze starego westernu.Dwóch uzbro-jonych mężczyzn stoi naprzeciw siebie, wyczekując na naj-mniejszy ruch tego drugiego.Roześmiałaby się, gdyby to nie-było tak śmiertelnie poważne.- Odłóż pistolet, Jason - zażądał Lloyd.Opierał kolbę strzelby oudo, trzymał palec na spuście i celował w brzuch Jasona.Drugądłonią ściskał rękę Laury. Nie strzelisz, bo nie będziesz ryzy-kował, że ją trafisz.Rany boskie, Daisy May, nie mogę uwie-rzyć, że taki dupekzawrócił ci w głowie.- Lloyd, proszę cię.- Usiłowała uwolnić rękę, ale skrzywiła się zbólu, gdy żelazny, uchwyt się zacieśnił.- Co chcesz zrobić?Zabić go? To szaleństwo i ty jesteś szalony.Odłóż, broń iodejdz.- To błaganie znaczyło tyle, co plucie pod wiatr.Lloydnie miał zamiaru słuchać głosu rozsądku.Połóż broń na ziemi, przed sobą, van der Bollen.A może ty byś zrobił to samo May?  dobiegł z mroku głos,niski i cichy, a zarazem budzący taki respekt, że Lloyd zamarł.Matt wyrósł jak spod ziemi, ciemny i wysoki, i stanął pomiędzydwoma przeciwnikami, celując z rewolweru w Lloyda.-I to już.Lloyd roześmiał się histerycznie.-A to co? Wielki brat przybywa z odsieczą.Wygarnąłbym doJasona szybciej, niż ty mrugniesz okiem.Matt wzruszył ramionami.- Jest tylko moim przyrodnim bra-tem, Lloyd.Nie jesteśmy sobie bliscy.Ale pomyśl o tym, żenim Jason padnie na ziemię, ja mogę ci wpakować kulkę międzyoczy.SR Jason wetknął pistolet za pas.Kompletnie mu odbiło, Matt - przestrzegł Jason i z przeraże-niem patrzył, jak Lloyd kieruje lufę strzelby na Laurę,A mała Daisy May? - spytał Lloyd, chichocząc.-Zdaje się, żeobaj bardzo się nią opiekujecie.Trzask odbezpieczanego rewolweru ściągnął spojrzenia wszyst-kich na Matta.-Nie jest moją krewną -rzekł Matt.Lloyd roześmiał się, ale tym razem ze strachu.-Porąbane dranie - powiedział.Wtem ktoś wyrwał mu dubeltówkę i przydusił ręką gardło.Argus cisnął strzelbę w bok, a Lloyda powalił na ziemię, prze-kręcił i zakuł w kajdanki.Ale z ciebie zaraza, chłopie - rzekł.Ubiegłeś mnie - powiedział Jason, klepiąc Matta po plecach.Uratowałem ci tyłek.Załatwiłem już dwóch i z Lloydem też dałbym sobie radę.Wyglądało raczej na to, że to on daje sobie radę z tobą.Laura ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się z ulgą.Jasonusiadł przy niej, ale nie chciała na niego spojrzeć.-Głupi, popisujący się mężczyzni.Nie znoszę tego.Nie znoszępłakać.Potarła oczy i rozejrzała się gniewnie.Jason objął ją ramieniem iprzytulił.Moja biedna pani profesor.Czy Matt bardzo cię przestraszył?Nie.Tak.Był bardzo przekonujący, prawda?SR - Kiedyś był policjantem, kochanie.Powinien być przekonujący.Laura westchnęła z drżeniem.- I co teraz? - zwróciła się do Matta i Argusa. Co zrobicie zLloydem? Co z jego ludzmi?Argus pomógł wstać milczącemu Lloydowi.- Znalezliśmy pierwszego, którego unieszkodliwił Jason, iprzykuliśmy do drzewa.Zabierzemy go, schodząc na dół.-Rzucił Mattowi drugie kajdanki.- Zajmij się Boothem, dobrze?Lloyd oprzytomniał i zdał sobie sprawę, że wpadł w tarapaty.- To rodzinna sprawa i nic panu do tego - rzekł do szeryfa.Argus zatknął kciuki za paś i pokiwał się na piętach.Wpadłeś jak śliwka w kompot, chłopcze, i najpewniej zagościszna jakiś czas w teksaskim więzieniu.Nie sądzę.Kiedy tylko wydostaniemy się stąd, zadzwonię doadwokata.On wszystkim się zajmie.Laura poczuła, że oddalają się nadzieje na ukaranie Lloyda zato, co zrobił.Mayowie mają dość pieniędzy, żeby go wykupić.Przy pomocy Jasona wstała i pozwoliła, by obejrzał jej rozciętąwargę i siniaki na rękach [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum