[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Zwintuch z ciebie,  Ryszard  powiedziała  Ruda ze śmiechem, trącając go w ramię.Władek spuścił wzrok. Głupio tak, przyszliśmy na randkę, a nawet nie znamy swoich prawdziwych imion. Tak będzie lepiej. Wiem. Ruda spojrzała na niego z wahaniem. Jestem Wiktoria.Wiktoria Rudnicka, stąd ten pseudonim.Było to czyste szaleństwo, całkowicie pozbawione rozsądku  zupełnie jakby stanęłaprzed nim naga, nie zważając na to, gdzie i kiedy się znajdują.Władkowi odebrało oddech.Terazmógł zrobić tylko jedno. Władek Konarski  powiedział. Ich dłonie splotły się mocno pod stołem.Nie widzieli nic oprócz siebie.Kawiarnianygwar docierał do nich z daleka, z innego świata, w którym trwała niemiecka okupacja i gdzie podżadnym pozorem nie wolno było wyjawiać sobie nawzajem swoich prawdziwych nazwisk.Kawiarnia nazywała się Zerwikaptur, a urządzenie podsłuchowe pod stolikiem, przyktórym posadził ich Wozniak rejestrowało każdy ich oddech.Nie podobał jej się ten Halbe.Oczywiście, żadnego niemieckiego oficera nie darzyłasympatią, ale młody major, u którego miała pracować z polecenia Jelonków, zrobił na niejszczególnie odpychające wrażenie.Od początku traktował ją tak, jakby była więzniarką w jegoprywatnym obozie.Nawet na nią nie patrzył, kiedy wyliczał jej obowiązki w śmiesznejpolszczyznie i zwracał się do niej bezosobowo, jak do przedmiotu. Podłogi mają się błyszczeć.Tak samo okna, klamki, krany.Kurz trzeba wycierać nietylko tam gdzie widać, ale wszędzie.Zrozumiała?Helena skinęła głową. Odpowiadać tak albo nie. Tak, zrozumiałam.Halbe mówił dalej, przechadzając się po pokoju.Na czole miał opatrunek.Pewnie dalimu gdzieś po łbie, pomyślała z satysfakcją Helena.Dobrze ci tak, chamie. Prasować potrafi? Potrafię. Dobrze.Będzie prać i prasować mój mundur.I bieliznę też, oczywiście.Wszystkorozumie?Tego jeszcze jej brakowało  prania szwabskich gaci! Nie mogła jednak odrzucić tejroboty.Na razie Jelonkowie mieli ją w garści.W każdej chwili mogli wyrzucić ją i Wandęna bruk.Najważniejsze, że żyły.W dodatku Wanda miała już świetną posadę w kawiarni.Niebyło tak zle.Helena zacisnęła zęby. Rozumiem, panie majorze.Będzie pan usatysfakcjonowany.Halbe spojrzał na nią pierwszy raz, zadowolony, że w końcu zrozumiała, jakie będą ichwzajemne stosunki. No  skwitował. Teraz wychodzę.Jak wrócę, mieszkanie ma błyszczeć.Wyszedł.Kiedy tylko drzwi zamknęły się za nim, Helena wyciągnęła w jego stronęzłamane ramię i rzuciła tak soczystą wiązankę, że aż sama się zawstydziła.Dopiero teraz zdała sobie sprawę, ile wulgarnych przekleństw nauczyła się podczas tej wojny.Kiedyś była delikatnąkobietą, a teraz? Zupełnie jakby stała się innym człowiekiem.Zabrała się do pracy. Hamulec  jak nazwała w myślach Halbego, żeby unikaćpospolitego określenia  cham  mógł niedługo wrócić.Postanowiła, że zacznie od jegogabinetu.Najpierw ogólne porządki, potem okna i podłogi.Sięgnęła do kosza na śmieci, który stał przy biurku.Był prawie pusty, tylko na dnie leżałydwa papierki.Właściwie była to jedna kartka, przedarta na pół.Helena złożyła razem obiepołowy.Na odwrocie ktoś nabazgrał nazwisko jakiegoś Anatola Jabłońskiego i adres na SaskiejKępie.Obok było dopisane innym atramentem i charakterem pisma niemieckie słowo erschiessen[44].Helena zadrżała.Podczas pracy strażniczki na Pawiaku poznała to słowoaż za dobrze.Trzymała w rękach wyrok śmierci.Rainer spokojnie odłożył słuchawkę.Nie brał poważnie wrzasków gubernatora Fischera.Spodziewał się jego telefonu.Siedząc z nogami założonymi na biurko, rzeczowo wyjaśnił mu,że granat w kasynie z całą pewnością nie był żadną akcją Armii Krajowej, ale samowolnymzamachem jakiejś niewielkiej grupki.Osobiście podejrzewał komunistów.Takie bezsensowneakcje z narażeniem życia cywilów były w ich stylu.Przypomniał gubernatorowi podobnewydarzenie z poprzedniego roku, kiedy to komuniści wrzucili wiązkę granatów do Caf Club[45]. Co pan mi tu za brednie opowiada!  wrzasnął Fischer tak głośno, że Rainer musiałodsunąć słuchawkę od ucha. %7łądam natychmiastowej reakcji sił bezpieczeństwa na tenbandycki zamach! Tak jest!  rzucił Rainer i nawet trzasnął obcasami butów spoczywających na biurku,żeby zademonstrować, że stoi przy telefonie na baczność.Wybuch w kasynie zupełnie go nie interesował.Oczywiście, zlecił śledztwo w tej sprawieodpowiedniemu referatowi, ale z góry znał jego wynik.Jako policjant wiedział, że większośćsprawców rzadko zmienia metody działania  bez względu na to czy chodzi o gwałciciela, czyo zamachowca.Bojowcy z Gwardii Ludowej nie wydawali mu się godni uwagi.W ogóle samookreślenie  polski komunista brzmiało już jak wewnętrzna sprzeczność.Był przekonany,że wysiłki Moskwy, żeby zarazić Polaków wirusem komunizmu, są z góry skazane na porażkę.Komunizm niósł ze sobą pogardę dla tradycji, a Rainer znał niewiele narodów bardziejprzywiązanych do tradycji, ojczyzny, religii i tym podobnych bzdur niż właśnie Polacy.Z tegopowodu za prawdziwych przeciwników uważał tylko Armię Krajową i Narodowe Siły Zbrojne[46].Reszta go nie interesowała.Był przekonany, że wszelkiej maści lewacy nigdy nieznajdą w katolickiej Polsce prawdziwego oparcia.Jedynym ciekawym aspektem  zamachu w kasynie było to, że omal nie zginął w nimHalbe.Przybiegł do gabinetu Rainera z opatrunkiem na czole, przekonany, że to właśnie on byłcelem ataku. Uspokój się, Martin  przerwał mu Rainer, śmiejąc się w duchu. Dlaczego taksądzisz? Przecież nie byłeś tam jedynym gościem. A tamta dziewczyna z aparatem? Zapomniałeś już, że mnie obserwowali? Musieliustalić, że co środę chodzę do kasyna.Przecież to dla nich idealna okazja.W dodatku nie sposóbodkryć, kto naprawdę był celem, a to daje jeszcze lepszy kamuflaż.Jestem pewien, że chodziłoim o mnie.Halbe chodził po gabinecie i załamującym się z nerwów głosem snuł swoją spiskowąteorię.%7ładne argumenty do niego nie przemawiały.Rainer pozwolił mu się wygadać i dopierowtedy powiedział z lekkim przekąsem: Przyznasz jednak, że to nie mogli być zawodowcy, skoro udało im się nabić ci tylkoguza. Nie żartuj sobie!  oburzył się Halbe. Gdyby nie ten kupiec z Paragwaju, możliwe,że nie stałbym tu teraz przed tobą. Skąd? Z Paragwaju.Ale to Niemiec.Piękną żonę miał.To znaczy ma.Chociaż nie wiadomo,czy przeżyła.Strasznie w niej zakochany.On mnie zasłonił, rozumiesz? Stoimy razem wszyscytroje, a tu nagle wpadają te granaty.Heinemann od razu pociągnął mnie na podłogę, ma gośćrefleks, trzeba mu przyznać. Chwileczkę  przerwał mu Rainer.Coś mu się w tej historii nie zgadzało. Dlaczegorzucił się, żeby osłaniać ciebie, a nie swoją żonę?Halbe wzruszył ramionami. Nie wiem, możesz go sam zapytać [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum