[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ani dnia dłużej.Minister nie omieszkał zauważyć, że kontakty z córką  Bonasery były ogniwem w śledztwie.Pozwolił sobie nawet nawyrażenie uznania za stosowanie niekonwencjonalnych metod.Mann jednakdobrze wiedział, że zaczęli patrzeć mu na ręce, a jego uczciwość została poddanaostatecznej próbie.Nie miał wyjścia, musiał zniszczyć  Bonaserę.Do tegodochodziła sprawa z chirurgiem plastycznym.Na szczęście inspektor Sygierdziałał z zapałem i trzeba było tylko cierpliwie czekać na pierwsze efekty.- Odpowiesz? - Jej spojrzenie mówiło wszystko:  osioł, zwyczajny osioł.- Mało - odpowiedział, łudząc się, że coś od niej wyciągnie.- Ile masz lat?- Sporo.- Jak długo oskarżasz?- Długo.- Masz na koncie pieniądze?- Trochę mam.- spróbował się bronić.- Powiedziałam: pieniądze, nie odpadki.- Dziewczyna wydęła rozkoszniewargi.Najwyrazniej poczuła się rozbawiona.- Czy chcesz przez to powiedzieć, że każdy, kto ma mało pieniędzy na koncie,jest śmieciem? - zadrwił ze ściśniętym gardłem.- Mogę prosić coś do picia? -Nalała mu soku do szklanki i cierpliwie wpatrywała w zaciętą twarz.- Chcę powiedzieć, że tacy ludzie nie żyją.- odpowiedziała bezbarwnymgłosem.Nie udawała, naprawdę była smutna.- Nie rozumiem cię.- Nie masz pieniędzy, nie smakujesz życia, starzejesz się, ganiasz za ludzmi,którym się powiodło.- Za bandytami - uciął ze złością.- A gdzie jesteś ty? Czy możesz spełnić swoje marzenia? Czym imponujesz?Wyglądem? Kasą? Intelektem? Co możesz zrobić, żeby nie czuć się jak w klatce?Wiesz, o czym mówię.O tej gównianej pracy, z której od jakiegoś czasu do mniewybiegasz i chcesz zaciągnąć dołóżka.Nie mam racji? Sprawiedliwość, uczciwość, szlachetność, przepisy, prawo.Chłopcze drogi.Teraz traktowała go z góry i bez litości.Tak przemawiały wielkie pieniądze,władza i pewność, że można zdobyć wszystko.- Dostałeś szansę wydobycia się z niczego.Jedną szansę na milion.Mój ojciecdocenia lojalność i dobrze traktuje przyjaciół.- Jakich przyjaciół? - wzruszył ramionami Mann.- Tych, co zostali utopieni  na psa w Bałtyku?- Prawdziwą lojalność - wyjaśniła spokojnie Beata.Podała mu talerzyk zsałatką i sama zaczęła jeść.Przez moment miał zamiar wyrzucić jedzenie przez okno, ale się pohamował.Wyglądało apetycznie, a on był głodny.Poza tym podobało mu się, że o nimpomyślała.- Chcecie mnie kupić? - zapytał, patrząc jej w oczy.- Tak - odpowiedziała, nie spuszczając powiek.- Chcemy, żebyś dla naspracował.Za duże pieniądze.Przez kilka lat.Potem będziesz mógł przerwaćpracę i do końca życia nie myśleć o państwowej emeryturze.Na twoim koncie wSzwajcarii zostanie odłożona suma, przy której polskie kasy fiskalne dostajączkawki.- Ile? - nie odmówił sobie tego pytania.Chciał wiedzieć, jak go wycenili.- Do negocjacji - zbyła go z ciepłym uśmiechem.Miała na sobie obcisłą bluzkę i dżinsy. Co za życie,taki towar się marnuje, a ja razem z nim - westchnął prokurator.- Sto tysięcy dolarów? Dwieście? - naciskał z przekorą.- Nie rozśmieszaj mnie - zgasiła go zalotnie.Rodzynek pomiędzy jej zębamitańczył niespokojnie.- Taka suma zmieściłaby ci się w gardle. Ona mówi jak jej ojciec - przeraził się Mann.- Ja myślę o przyjazni, panie prokuratorze, o przyjazni.Nazwała go  panem prokuratorem , jakby miała zamiar zamówić napis nanagrobku.Pochyliła się, poprawiając dywan, a jego wzrok podziwiał przez chwilęzgrabne plecy bez stanika.Bluzka była tak cienka i obcisła, że z pewnością nawetnajdelikatniejsze zapięcie byłoby doskonale widoczne.Ochroniarze z przeciwkaobserwowali go i zakładali się o piwo, przewidując, jak długo jeszcze wytrzyma.Mieli ochotę kogoś pobić i marzyli o kolejnym wyskoku prokuratora.- Nie interesuje mnie to - odpowiedział Mann.Nie wierzył w przyjazń gangsterów i ich lojalność.Propozycja Beaty zaledwie dobrze brzmiała.W rzeczywistości osaczała go i nacałe życie pozostawiała w rękach  Bonasery.Nic nie stało na przeszkodzie, żebyza kilka lat gangster kazał mu oddać wszystkie pieniądze, strasząc jakimś innymprokuratorem. Raz umoczysz, zawsze umoczysz - tak zwykł mawiać do Mannapewien znajomy profesor.Propozycja Beaty nie padła na podatny grunt.- Dwa miliony dolarów - powiedziała zachęcająco dziewczyna.Nawet profesortego nie przewidział. - A kto mi zaręczy, że mnie nie sprzątniecie?- Nikt.- Odstawiła talerz i sięgnęła po serwetkę.- Nikt nie ma takichgwarancji.- Jeżeli nie będziesz się wtrącać, to wyjdziesz z tego cało.- zacząłopiekuńczym tonem.- Inaczej skończysz w więzieniu.- Nie boisz się o swoje życie? - nawet  Bonasera nie zadałby lepiej tegopytania.- Jestem przyzwyczajony - odparł i skierował się do drzwi.- Dziękuję zasałatkę.- A ja za uratowanie życia - uśmiechnęła się szeroko i szczerze.- Co byśpowiedział, gdybym za ciebie wyszła za mąż?Nie odezwał się.Atak przyszedł z najmniej oczekiwanej strony.Zacisnął zęby iszybko wyszedł.Ona jednak wiedziała, że zasiała ziarno.Czas dojrzewania jeszczenie nadszedł.W tej chwili prokurator przypominał zaniepokojonego węża,podejrzewał grę, która miała go osaczyć i zniszczyć.Za dzień, tydzień lub miesiącwszystko mogło się zmienić.Beata dobrze rozumiała siłę słów i nie uważała tejpropozycji za straconą [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum