[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Tilly spoważniała. Aczy cokolwiek sobie przypomniał?Kate pokręciła głową. Doktor zKing s Lynn uważa, że blokada ustąpi prawdo-podobnie dopiero wtedy, gdy on zobaczy coś znajomego.Narazie nic takiego tutaj nie znalazł, co potwierdza moje podej-rzenie, że nie jest Anglikiem.Wystarczy go trochę posłuchać,żeby to stwierdzić. Wypiła kolejny łyk wody. Myślę też,że zawodowo zajmuje się komputerami.Naprawdę zna się naprogramowaniu izałożę się, że twój też zaraz naprawi. Wes-tchnęła. Niestety taka wskazówka nic policji nie da.Nie sąwstanie ustalić jego tożsamości.Umilkła, aserce załomotało jej wpiersi, bo wtym momen-cie otworzyły się drzwi na zaplecze iBen wrócił do nich dobaru.Miał na sobie T-shirt idżinsy, które kupiła mu wKing sLynn, gdy byli na kontrolnej wizycie wszpitalu.Zubrań, któredał mu Kirkby, co nieco pasowało, ale itak Ben wyglądałwtym jakoś komicznie.Dlatego kupiła mu kilka rzeczy, które,jak uznała, będą do niego pasować.Ichoć najpierw protesto-wał, to wolał to, co ona kupiła, atamtych ubrań używał tylkodo pracy wdomu.Miało to jednak tę wadę, że teraz wydawałsię Kate jeszcze atrakcyjniejszy.84  Gotowe  oznajmił iusiadł na stołku barowym obokKate. Prosta sprawa.Teraz już powinien działać. Och, dziękuję! Jest pan geniuszem!  wykrzyknęła ra-dośnie Tilly iprzed nim także postawiła szklankę zwodą mi-neralną. Chyba że woli pan coś innego? Piwo, amoże wino?Mam butelkę pierwszego rocznika Daringham.Ben zuśmiechem podziękował. Nie, przy takiej pogodzie woda jest najlepsza. To niech pan przynajmniej zje coś na koszt firmy  upie-rała się Tilly. Mogę szybko zrobić kanapkę.Itobie też, Kate. Byłoby miło  zgodziła się Kate, gdy Ben skinieniemgłowy wyraził aprobatę.Tilly zniknęła wkuchni, zostawia-jąc ich przy barze.Kate popatrzyła na Bena istwierdziła, że wygląda na za-dowolonego. Takie potwierdzenie własnych umiejętnościdobrze mu robi , pomyślała, ciesząc się, że poprosiła go, żebyprzyjrzał się komputerowi Tilly, gdy jej bratankowi naprawasię nie udała. Przypuszczam, że gdy rozniesie się wieść, jaki zpana ge-niusz komputerowy, nie będzie się pan mógł opędzić od zle-ceń  powiedziała. Tu wokolicy nie ma nikogo, kto by sięna tym naprawdę znał.Ben uniósł brwi. Myśli pani, że mógłbym się tym zająć, jeśli nie przypo-mnę sobie, kim jestem?  Wjego uśmiechu był jakaś mrocznycień, aKate natychmiast pożałowała swoich słów.Instynk-townie położyła rękę na jego dłoni. Wkrótce pan sobie przypomni.Na pewno  powiedziałaiprzełknęła ślinę, bo sama już nie wiedziała, czy pragnie,żeby tak się stało, czy też się tego boi.Nie potrafiła myśleć,gdy patrzył jej woczy tak jak teraz, ito nie był dobry pomysł,żeby go dotykać, więc szybko cofnęła rękę.Tilly, która wtymmomencie wyszła zkuchni zdwoma talerzami, spostrzegła85 to jednak iwysoko uniosła brwi, aKate znowu zrobiło sięgorąco.Nie, właśnie że bardzo tego pragnie, to oczywiste.On musijak najszybciej wszystko sobie przypomnieć iodejść, zanimona znajdzie się wtakim stanie, że nie będzie mogła odciąćsię od chaotycznych emocji, które wniej wywołuje. Proszę bardzo, kanapki  powiedziała Tilly, stawiająctalerze.Kate była jej wdzięczna, że im przerwała. Ico, moi piękni, zrobicie zresztą dnia?  zapytała Tillyzuśmiechem, który wcale nie wydał się Kate pomocny. Muszę jeszcze zajrzeć do beagle aLayli Barton  oznaj-miła. Znowu ma kłopoty ztrawieniem inajwyrazniej niemogą ztym poczekać do poniedziałku.Przewróciła oczami na myśl orozpieszczonej córce LewisaBartona, która podczas rozmowy telefonicznej niemal wpadławhisterię.Astan jej psa zcałą pewnością wynikał ztego, żejego pańcia  jak zwykle iwbrew rozsądkowi  karmi go nie-odpowiednimi rzeczami [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum