[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Szybyte mogą dochodzić do głębokości kilkuset metrów i czasami mają szerokość półmili.Niektóre są bardzo zasobne, niektóre nie.Najlepsze pozwalają na rocznewydobycie diamentów wartości milionów funtów.Ewa uśmiechnęła się. Około osiemdziesięciu mil na północny wschód od Hanoi, dziesięć mil odgranicy z Chinami, w pobliżu miasteczka zwanego Langson, McAdam odkryłmiejsce, które może okazać się ogromnym szybem diamentowym. W jaki sposób je znalazł?  spytał Richardson, pochylając się nieco. Gdy się wie, czego szukać, łatwiej jest znalezć.Granger szukał pewnychminerałów.Ich obecność na powierzchni może wskazywać na występowaniediamentów pod ziemią.McAdam odkrył te minerały w okolicy Langson.Czerwonegranaty kimberlityczne i zielone kryształki diopsydu chromu.Amerykanin zwróciłsię do rządu wietnamskiego, ubił z nim interes i pozyskał ten teren.Następniewykorzystał wszystkie swojepieniądze na niezależne badania, wykonane w laboratorium w Australii.Wynikibyły obiecujące  w skałach występowało znaczne stężenie minerałów, które wskazuje na duże prawdopodobieństwo obecności diamentów.Grangerowipotrzeba było znacznie więcej pieniędzy na pobranie zasadniczych próbek.Aby jeuzyskać, należy wykonać nawierty pod kątem czterdziestu pięciu stopni,wgłębiające się na setki stóp pod powierzchnię ziemi.Amerykanin otworzył więcfirmę, wprowadził ją na giełdę w Vancouver i sprzedał część akcji.Zdobył kilkamilionów dolarów kanadyjskich, zbudował prostą stację wiertniczą i przeprowadziłczęść testów zasadniczych.One również dały pozytywne wyniki.Na tym etapiewszystko się zatrzymało.Następnym posunięciem powinno być pobranie dużychpróbek, żeby określić, czy występują w nich diamenty w ilości i jakościwystarczającej dla ekonomicznego uzasadnienia budowy kopalni.Musimy uzyskaćpieniądze, żeby wydobyć jedną może dwie próbki ziemi i skał o wadze pięciutysięcy ton każda, i dowiedzieć się, ile jest w nich diamentów.Ewa przerwała.W miarę jak wczuwała się w swoją opowieść, jej wzrok stawał sięcoraz bardziej nieobecny.Wciąż jednak dostrzegała najdrobniejsze zmiany wwyrazie twarzy Cassie i Richardsona.Zaczęli od uprzejmego, formalnego,bankierskiego zainteresowania, nieco większego niż zazwyczaj, ponieważ mieli doczynienia z kobietą i to w jakiś sposób z nimi związaną.Teraz nie kryli swojegozafascynowania.Ewa ciągnęła dalej. Miało to miejsce miesiąc temu.Granger był już gotowy, żeby wrócić doVancouver i zdobyć pieniądze potrzebne na pobranie zasadniczych próbek.Miałammu pomóc. Ewa wzruszyła ramionami. W McAdamie było coś szczególnego zapał, niezłomna wiara.Może oni wszyscy tacy są ci poszukiwacze diamentów.Nie wiem.Ale uwierzyłam mu.I zaintrygowała mnie jego opowieść.W diamentachtkwi jakaś romantyczna siła; zwykłe nie oszlifowane kamyki, a wyglądają tak niesa-mowicie pięknie.I ich mistyczna historia  to, że były używane jako talizmanyprzynoszące dobro lub sprowadzające zło, że są wykorzystywane jako najtwardszymateriał znany człowiekowi, że mają kilkaset milionów lat, że są produktemeksplozji  to wszystko mnie po prostu zafascynowało.Więc następnego wieczoruumówiłam się z Grangerem na spotkanie, żeby omówić sprawę naszego wspólnegowyjazdu do Vancouver.Ale się nie zjawił.Ewa przerwała.Cassie i Richardson wyczuli jej nagły niepokój. Pojechałam go poszukać w  Metropole'u".Ktoś powiedział mi, że zostałzaaresztowany.Mc Adama zamknięto w więzieniu.Pojechałam się z nim zobaczyć.Był bardzo dotkliwie pobity.Siedział w brudnej celi.Miał wypadek samochodowy,prowadził po pijanemu.Potrącił Wietnamczyka, zabił go.Wpakował się w niezłebagno, groziło mu dwadzieścia lat odsiadki.Wietnamczycy zasądzają wysokiewyroki, szczególnie w przypadku obcokrajowców, o ile oczywiście nie odpokutuje się w inny sposób finansowy.Grangerowi było potrzebne pięćdziesiąt tysięcy dolarów.Nie miał nicprócz dwudziestu pięciu procent udziałów w przyszłej kopalni diamentów.Zgodziłam się dać mu te pieniądze za dziesięć procent akcji. Niezła okazja  stwierdził Richardson. Okazja? Tego nie jestem pewna.Testy wypadły dobrze, ale nie możemy byćpewni, czy są tam diamenty w ilości uzasadniającej uruchomienie kopalni, dopókinie pobierzemy zasadniczych próbek.Następnie trzeba będzie tę kopalnięwybudować.To może potrwać lata.Niewykluczone, że okaże się, iż była to okazja,ale nie dlatego się zdecydowałam na ten krok.Pięćdziesiąt tysięcy to były całe mojeoszczędności.Kierowało mną kompletne szaleństwo.I nieco współczucia.Nie wiem, czy widzieliście kiedyś wnętrze więzienia, jakiegokolwiek więzienia, niemówiąc już o wietnamskim. Ewa przerwała na chwilę, przywołującwspomnienia, które nie miały nic wspólnego z Grangerem McAdamem. Dośćciężko jest być więzniem w Wietnamie, szczególnie jeśli się jest obcokrajowcem.Granger się całkowicie załamał.Myślałam, że popełni samobójstwo.Nie byłrozhisteryzowany, lecz po prostu przerażony.Wydawało się, że uszło z niego całeżycie i nadzieja.Wypłaciłam więc pięćdziesiąt tysięcy dolarów rodzinie ofiary orazpolicji i wypuścili Grangera. Ton Ewy stał się bardziej rzeczowy. Terazmusimy zdobyć fundusze.Możemy przeprowadzić emisje praw poboru wVancouver albo znalezć kogoś przyjaznie nastawionego, kto zgłosi gotowośćnabycia całej firmy i wprowadzi do niej nieco kapitału.Richardson odezwał się pierwszy. W swoim życiu otrzymałem chyba tysiąc propozycji zrobienia interesu, aleczegoś takiego jeszcze nie słyszałem.Ewa uśmiechnęła się. Wiem, że to dziwne.Nie miałam pojęcia, co zrobić.To wszystko brzmi jakbajka.I zdaję sobie sprawę, że nie należy mieszać interesów w sentymentami.Wtym wypadku te dwie rzeczy dokładnie się przeplatają.Muszę przyznać, że mójstosunek do tego przedsięwzięcia nie wynika jedynie z chęci zrobienia interesu.Niczego bardziej nie pragnę, jak wrócić do Wietnamu, mieszkać tam, zrealizowaćmój plan i patrzeć, jak przybywa diamentów. Ewa znów się zamyśliła. Tamjest tak pięknie  nie macie pojęcia.Bujne dżungle, góry, czerwona ziemia, morze,ptaki, węże, rzeki, rybacy, i kilka wiosek rozproszonych wokół.Woły, wozy,dziwne skutery.%7ładnych gazet, żadnego kontaktu ze światem.Człowiek czuje, żeżyje pełnią życia.Jedyne, co można robić, to liczyć mijające dni, cieszyć się nimi isamym sobą, ponieważ oprócz przyrody i garstki ludzi nie ma tam rozrywek, nie mateatrów, sklepów czy książek.Przynajmniej nie na wsi.W Sajgonie i w Hanoi tak,ale gdy się jest na wsi, te dwa miasta wydają się odległe o miliony mil.Trudno sobienawet wyobrazić, że naprawdę istnieją.Więc tak, bardzo jestem zainteresowanasfinalizowaniem tego przedsięwzięcia, zdobyciem funduszy, przez wzgląd na samąsiebie i na Grangera  to marzenie jego życia  ponieważ szalenie mnie toekscytuje.Mam wrażenie, że to się uda.Poza tym powinnam się do czegoś zabrać,do czegoś konkretnego. Przerwała. Wiem, że nie przedstawiam sprawy zbytprofesjonalne.Przepraszam.Ale nie mam pojęcia, jak inaczej to zrobić, i chybalepiej, że nie próbuję udawać. Wszystko w porządku.To, co pani powiedziała, jest dla nas zrozumiałe.Niezwykła historia  stwierdził Richardson. Ale muszę zadać kilka nudnychpytań [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum