[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.On to pierwszy osłaniał armię aż do Wiazmy; stawał uwylotu każdego jaru, każdego wąwozu i czekał, póki nieprzejdą wszyscy, równając szeregi, zwalczając usta-wicznie nieład i dezorganizację.Za jego to namowążołnierze lżyli i ograbiali z łupów tych kamratów, którzydla rabunku nie wahali się rzucać broń i amunicję niezawodny sposób powstrzymywania jednych, a karaniadrugich.Mimo wszystkich jednak zasług, mimo całąsystematyczność Davouta i niezaprzeczoną wartość jegotalentów militarnych, znalezli się oszczercy, którzy za-rzucali mu pózniej jeśli nie tchórzostwo, to pewną opie-szałość i lękliwość.Na próżno usiłował cesarz przeciwdziałać apatii i znie-chęceniu.Sam wprawdzie rozwodził się z żalem nad niedolą żołnierzy, lecz wobec drugich zawsze uchodzićchciał za niewzruszonego.Kazał więc obwieścić: "%7łewszyscy bez wyjątku powrócić mają do szeregów; że' wprzeciwnym razie oficerowie zostaną zdegradowani ażołnierze postawieni przed sąd wojenny!".Ale grozba ta nie wywarła żadnego wrażenia na lu-dziach znieczulonych nadmiarem niedoli, na desperatach,którzy uchodzili nie przed niebezpieczeństwy, lecz przedcierpieniem, którzy mniej obawiali się śmierci ukazy-wanej im jako najsroższa kara aniżeli życia w tychwarunkach, w jakich wiedli je od kilku miesięcy.Wraz z niebezpieczeństwem wzrastała wszelako w du-szy Napoleona ufność we własne siły.Dla niego ta garst-ka wynędzniałych żołnierzy wlokąca się wśród śniegu ibłota była zawsze niezwyciężoną Wielką Armią, on samzaś  pogromcą i panem wszystkich ludów Europy! Itak wielką była moc tego niespożytego ducha, że bezwahania, bez śladu jakiegokolwiek przygnębienia lubżalu podczas pobytu w Orszy spalił własnoręcznie towszystko, co służyło do osobistego jego użytku, a co wrazie śmierci lub całkowitej klęski dostać się mogło wręce Rosjan jako zwycięskie trofea.Tam również spalone zostały wszystkie dokumenty,zbierane przez cesarza jako materiał do autobiografii.Opuszczając bowiem Paryż, zdecydowany był jako groz-ny zwycięzca zatrzymać się jesienią nad brzegami Dzwi-ny i Dniepru, dokąd powracał teraz pobity i bezbronny, aponieważ ów przymusowy wypoczynek wydawał mu sięwtedy czymś niezmiernie przykrym i dokuczliwym,postanowił więc, jak drugi Cezar, urozmaicać sobie dłu-gie miesiące zimowe pracą historyka i pamiętnikarza!Tymczasem zmieniło się wszystko: dwie armie nie-przyjacielskie zagradzały mu drogę.Należało tedy roz-ważyć, którędy przedzierać się, w którą podążyć stronę.A ponieważ nie znane mu były lasy i puszcze litewskie,kazał więc przywołać tych oficerów swoich i generałów,którzy przybyli do Orszy tym właśnie leśnym szlakiem.W rozmowie z nimi cesarz przyznał,  że nadmiar zwy-cięstw sprowadza zbyt często nadmiar niedoli, lecz żewszelkie żale byłyby niewczesne".Poruszył potem spra-wę upadku Mińska, a podkreśliwszy zręczność i wytrwa-łość manewrów Kutuzowa na prawym flanku, oświad-czył:  Iż porzucić zamierza linię operacyjną Mińska,połączyć się z korpusami księcia Belluno i księciaReggio, znieść wspólnymi siłami Wittgensteina i dotrzeć do Wil-na, obchodząc zródła Berezyny".Powołując się na obronną pozycję Wittgensteina, ukry-tego w głębi długich wąwozów, powstał przeciw temuprojektowi generał Jomini, Szwajcar rodem.Bez względuna to, jaki byłby opór Rosjan, każdy dzień zwłoki groziłnam całkowitą zagładą.Wobec ogólnego rozprzężenia,głodu i zimna, wobec błotnistego terenu puszcz i lasóworaz złego stanu bocznych dróg zmiana marszrutypociągnęłaby za sobą fatalne następstwa.Na gościńcujedynie armia mogła zachować jaką taką karność ispoistość.Skoro nieprzyjaciel nie zajął jeszcze Bory-sowa i mostu na Berezynie, w tym, a nie innym kierunkunależało zwrócić się co rychlej.Generał upewnił cesarza, iż na prawo od Borysowaistnieje droga wiodąca poprzez litewskie bagna i trzę-sawiska, gdzie są groble i drewniane mosty.Tą drogąarmia dotrzeć mogła do Wilna przez Ziembin i Moło-deczno, pozostawiając za sobą, nieco na lewo, Mińsk idłuższy o całodzienny marsz gościniec miński orazwszystkie zburzone przez nieprzyjaciela mosty i korpusCzyczagowa.Przechodziło się tym sposobem między jed-ną armią nieprzyjacielską a drugą, omijając równocześnieobie.Argumenty Jominiego silne wywarły wrażenie.Ponie-waż jednak duma cesarza burzyła się na myśl cofnięciasię przed bitwą, ponieważ opuścić chciał Rosję nie jakozwyciężony, lecz jako zwycięzca, przywołać rozkazał ge-nerała inżynierii Dode, a widząc, iż znaną mu jestdokładnie cała ta część Litwy, z daleka już zawołał:  iżcelem narady jest odwrót na Ziembin lub też na Smolanyi rozprawa z Wittgensteinem", i pytać jął o szczegółypozycji rosyjskiego generała.Dode odparł, że w pośrodku błotnistej równiny Witt-genstein zajmuje wzgórza, górujące nad całą okolicą; żechcąc dotrzeć tam, trzeba by maszerować wzdłuż jednej,wąskiej i krętej drogi, w promieniu strzałów nieprzy-jacielskich, wystawiając na morderczy ogień najpierwlewy, pózniej prawy nasz flank; że z tej strony pozycjajest istotnie nie do zdobycia; że chcąc obejść ją, trzeba bycofnąć się aż do Witebska i nadłożyć olbrzymi kęs drogi.Napoleon porzucił wówczas ostatnie rojenia o sławie izdecydował się na Borysów.Prowadzony przez Jomi- niego, generał Ebl wyruszyć miał niezwłocznie wraz zośmiu kompaniami saperów i pontonierów i przygotowaćmosty na Berezynie.Rozwiały się tedy wszystkie złudzenia cesarza.W Smo-leńsku, dokąd doszedł pierwszy i skąd pierwszy wyru-szył, dowiadywał się raczej o pogromie, aniżeli oglądałgo na własne oczy.W Krasnem, gdzie ujawniały mu siępo kolei szczegóły klęski, niebezpieczeństwo stanowiłoniejaką rozrywkę; lecz w Orszy dopiero ogarnąć mógłdowolnie całokształt nędzy naszej i niedoli!W Smoleńsku trzydziestotysięczna armia, rozporządza-jąca stu pięćdziesięciu działami i nienaruszonym skar-bem, mogła łudzić się jeszcze, że poza Berezyną czeka jąlepsza, jaśniejsza przyszłość [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum