[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Czy potrafię? - wychrypiał.- Nawet zbyt dobrze - odkaszlnął.- To znak firmowypewnego mordercy.- Psychopata? Patologiczny zabójca? - zainteresował się natychmiast aspirant.- Amo\e chodzi o jakąś większą serię?- Tak.To psychopata, któremu torturowanie i mordowanie sprawia niewysłowionąprzyjemność. - W takim razie powinno być na ten temat coś w rejestrach i archiwach.Niczegopodobnego nie zdołałem znalezć.- I nic dziwnego.Bo jeszcze nie tak dawno ten człowiek.człowiek.- Michał zaśmiałsię gorzko.- Nazwałbym go zwierzęciem, ale to by była obra\ona dla świata przyrody.Tentyp jeszcze nie tak dawno zabijał w majestacie prawa.A ziarenko pieprzu to znak dla tych,których jego akcje miały przerazić, uświadomić, \e właśnie mają do czynienia z.niewa\ne.To była zarazem informacja i forma zastraszenia -  wiemy o was dość du\o, aby uderzyć wczuły punkt.Z czasem zostawianie pieprzu weszło mu w nawyk, jak dla człowiekareligijnego obowiązek modlitwy.Zostawiał je ju\ potem zawsze.Poza tym stał sięniesłychanie brutalny, więc odsunięto go od działań bezpośrednich i przeniesiono na innestanowisko.Machała słuchał z uwagą.Jednak to, co powiedział porucznik, wydało mu się zbytmętne, zawierało za mało istotnych wiadomości.- A dokładniej - o czym pan mówi?- Chciałem go dopaść - Wroński nie zwrócił uwagi na pytanie.- Ale popełniłem błąd,zabierając się w pierwszej kolejności za jego pomagiera, za tego, który.Liczyłem, \eAazarza dorwą inni, \e dosięgnie go sprawiedliwość.Nagle spojrzał bystro na policjanta.- Cholera, za du\o gadam.Sebastian pokręcił głową.- Za du\o? Proszę nie \artować.Prawie nic z tego nie rozumiem.Jedyne, co do mniedotarło, to fakt, \e gość, którego nazwał pan Aazarzem, pracował dla agendy rządowej.Wywiad, kontrwywiad czy inna cholera.Ale reszta.nie uwa\a pan, \e coś mi się nale\y?Jakieś bardziej wią\ące informacje?- Odgadł pan, \e morderca był agentem.Działał jeszcze za starego re\imu, zostałpozytywnie zweryfikowany.Komuś zale\ało, \eby przeszedł przez sito komisji, choćpowinien odpaść na samym początku.- Wie pan komu?- Oczywiście.To znaczy, domyślam się, ale te moje przypuszczenia ju\ dawnoprzerodziły się w niezłomną pewność.Umocowanie Aazarza w nowych strukturach było narękę Rosjanom.KGB, przechrzczona pózniej na FSB, zadbała, \eby tacy ludzie dostali się dozreformowanych słu\b.Ale koniec końców nasz przyjaciel tak\e ich, jak by to delikatnieująć.wyruchał.Tak właśnie.Delikatne określenie w tym przypadku byłoby jednak nie namiejscu.- Mam rozumieć, \e przestępcę ścigają nie tylko nasze słu\by, ale tak\e rosyjskie? - Oraz niemieckie, brytyjskie i amerykańskie.Widocznie za granicą zrobiło mu się zagorąco, postanowił więc wrócić do kraju.Pod latarnią najciemniej, a poza tym mo\e tutajliczyć na starych znajomych.Przez dłu\szą chwilę milczeli.- Pan oczywiście zdaje sobie sprawę - Michał przerwał wreszcie ciszę - \eopowiedziałem o rzeczach, o których nie powinien się pan nigdy dowiedzieć.- Oczywiście - odparł aspirant.- Właśnie się zastanawiam, dlaczego pan to zrobił.Przecie\ obowiązek nakazywałby zawiadomić odpowiednie struktury kontrwywiadu, a mniezbyć byle wytłumaczeniem, które nie musiałoby być nawet zbyt wiarygodne.- Sęk w tym, \e nie wiem, komu w tych odpowiednich strukturach mogę zaufać, panieaspirancie.Nie mam pojęcia, kto gra ręka w rękę z Migułą.Tak się nazywa ten człowiek.Przydomek  Aazarz przylgnął do niego w latach siedemdziesiątych, kiedy w ramachczwartego departamentu rozpracowywał hierarchów kościelnych.- Ma a\ tak rozległe kontakty, \e pan nie mo\e nikomu ufać?- Widzi pan, nie chodzi nawet o to, czy ci ludzie są jego współpracownikami.Rzecz wtym, \e skurwiel mo\e mieć haki na ka\dego, kto choć parę lat dłu\ej pracuje w resorcie.Tolepsze ni\ zmowa, bo człowiek, który mi nie zechce zaszkodzić dzisiaj, jutro zostanie do tegonakłoniony taką siłą perswazji, \e nawet mu ręka nie zadr\y.- A mnie się pan nie obawia? - uśmiechnął się policjant.Michał nie odpowiedział nauśmiech.Był śmiertelnie powa\ny.- Liczę, \e jest pan na tyle młody, aby nie ubabrać się jeszcze w tym całym gównie.- Dziękuję za sformułowanie  jeszcze - mruknął aspirant.Michał wzruszyłramionami.- Mo\e nigdy nie wejdzie pan w brudne układy, a mo\e kiedyś skuszą pana łatwaforsa i wpływy.- A nie obawia się pan, \e ju\ mogę być skorumpowany? Tym razem Wrońskipozwolił sobie na uśmiech.- Muszę komuś zaufać, zaryzykować.Na tym, między innymi, polega ta praca.- A to znaczy, \e czegoś pan ode mnie oczekuje.- Czy to nie oczywiste? Pan chce zakończyć swoje śledztwo, a ja wyprowadzić naprostą swoje sprawy.Współpraca mo\e nam tylko wyjść na dobre.- Na dobre? - spytał z powątpiewaniem Sebastian.- Wchodząc w to, ryzykuję karierę.O ile się orientuję, pan jest w tym wszystkim osobą prywatną. Wroński spojrzał rozmówcy głęboko w oczy.Odsunął raporty medyczne,wyprostował się.- Jeśli pan nie ma na to ochoty, zrozumiem.Aspirant zacisnął wargi.- Nie mam ochoty.Michał podniósł się, skierował do drzwi.- Ale to nie znaczy, \e zrezygnuję.- Zatrzymały go słowa policjanta.Odwrócił się powoli, znów usiadł na krześle.- Na początek musimy dokładnie ustalić, kim jest zało\yciel i pierwszy po Bogu w tejsekcie.Wszystko, co tylko mo\na zebrać, łącznie z numerem buta i kołnierzyka.To nie jestprzypadkowy człowiek, jeśli zało\ymy, \e ma coś wspólnego z Aazarzem.Nale\y te\ zebraćjak najbardziej szczegółowe informacje o samej organizacji.9Ewelina zawijała w folię kawałki dziwnego, cię\kiego materiału w dotykuprzypominającego metal.Była wdzięczna bratu Wojciechowi za skierowanie do tej pracy.Duchowy przewodnik zgromadzenia wybronił ją przed zemstą okrutnego brata Roberta [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum