[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Czy lubisz iguany? Pan Smith lubi.Jedna z namimieszka. Mieszka z nami teraz  stwierdziła Myrna.Znadziwiające: była zafascynowanaolbrzymią jaszczurka i wcale się jej nie bała.Nie dało się tego powiedzieć o kucharce igospodyni, które zagroziły rzuceniem posady. Ona lubi Tiny  oznajmił Blake z o\ywieniem. A ty lubisz jaszczurki? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Cyrusa nie mógł oderwać wzroku odBlake'a od momentu kiedy dziecko wkroczyło do pokoju. Przypuszczam \eprzyzwyczaję się do tej jednej. Tiny ma własną klatkę.Zpi w niej w nocy.Aczasami śpi na karniszu do zasłon. Iguany lubią przebywać wysoko, prawda? spytał Cyrus tak czułym tonem,jakiego nigdy nie słyszała u niego Meredith.- Jesteś chory? dopytywał Blake. Miałem wypadek  odrzekł Cyrus. Muszę przez jakiś czas le\eć w łó\ku. Przykro mi.Czy to boli?Cyrus zacisnął szczęki. Tak  powiedział ochryple. To boli.Meredith czuła podświadomie, \e Cyrus nie mówi o bólu fizycznym.Nie wiedziała, copowiedzieć.Kiedy szukała w myśli słów, napotkała spojrzenie ciem nych oczu Cyrusa.Patrzył tak przenikliwie, \e zarumieniła się.- Sprawdzmy, co z twoimi ciasteczkami, Blake, dobrze?  spytała Myrna zuśmiechem i wyciągnęła rękę.Blake chwycił ją bez wahania. - Jeśli chcesz, wrócę tu jeszcze, \eby się z tobązobaczyć.Przykro mi, \e się zle czujesz.- Dzięki  odrzekł z cię\kim sercem Cyrus.Za Myrną i Blakem zamknęły się drzwi, a Meredith spojrzała na Cyrusa z mieszanymiuczuciami.- Pozwoliłaś, abym dał ci dziecko  odezwał się niepewnie.- Nie miałam pojęcia o antykoncepcji. Meredith zachowała rezerwę i zło\yła ręcena piersiach. Bałam się przyznać do tego.Zawsze myślałam, \e mę\czyzni się oto martwią.- Sądziłem, \e bierzesz pigułki.A mo\e nawet nie myślałem o tym  stwierdził po chwili. Nigdy nie brałem pod uwagę cią\y.A z pewnością nie przy pierwszym razie.Tak cię pragnąłem, \e nie pamiętam nawet, jak znalazłaś się na ziemi.Zmartwiła się, poniewa\ sama tego nie wiedziała.Utkwiła wzrok w swoich butach.-Mogłaś przerwać cią\ę  dopytywał.Uśmiechnęła się i potrząsnęła głową.- To nigdy nie wchodziło w rachubę.- Nawet po tym, jak się wobec ciebie zachowałem? - spytał z udręką w oczach.Myślałaś, \e cię znienawidziłem?- Kiedy znalazłam się w Chicago, niemal od razu wpadłam pod koła samochoduHenry'ego, kiedy szłam zamyślona w deszczu. Pod wpływem wspomnień w oczachMeredith pojawił się wyraz rozmarzenia. Henry i pan Smith dosłownie i w przenośnipostawili mnie na nogi.Zanim się spostrzegłam, byłam mę\atką.- Mówiłaś, \e pisałaś do mnie.- Henry nalegał, \ebym napisała.Wiedział doskonale, co czułam wobec ciebie.Odwróciła wzrok na zasłonięte okno. Chciał się upewnić, \e nie istnieje mo\liwość, \edalej mnie pragniesz.Kiedy nie otrzy-małam odpowiedzi na list.no có\, uznałam, \e cała sprawa cię nie interesuje. Nie widziałem listu.Napotkała jego wzrok. A gdybyś zobaczył?Twarz mu stę\ała. Teraz to nie ma znaczenia.Nie chciał do tego wracać.Wyczytała to z jego ciemnych oczu.Có\, właściwie miał rację. Jesteś głodny?  zmieniła temat. Mogę przynieść sałatkę albo kanapkę. Zamierzasz powiedzieć chłopcu o mnie?  spytał.Zawahała się.Nie wiedziała, co odpowiedzieć.Wcią\targały nią sprzeczne emocje.Od śmierci Henry'ego \yła chęcią zemsty.  Nie wiem.Uniósł się na poduszkach.Plecy bolały potwornie.Zdjęto ju\ szwy spajające bliznępooperacyjną.Cyrus przyjmował środki przeciwbólowe, lecz ka\de poruszeniepozostawiało nieprzyjemne uczucie.A co gorsza, nie potrafił jeszcze stanąć o własnychsiłach. Dlaczego nie mogę stać?  spytał, uderzając się bezradnie po muskularnym udzie.Dlaczego te nogi są tak cholernie słabe? Miałeś straszny wypadek  powiedziała łagodnie. Nie mo\esz oczekiwać, \ewyzdrowiejesz w ciągu jednej nocy.Mięśnie zostały paskudnie uszkodzone. Mój kręgosłup te\ został paskudnie uszkodzony  odparł patrząc jej prosto w oczy.Dlatego mnie operowano, ale ty i moja matka spotkałyście się z lekarzem, zanim ja tozrobiłem.A mnie nie powiedział absolutnie nic. Powiedział ci prawdę  stwierdziła stanowczo. Czy będę chodził?  pytał uparcie Cyrus.Nie mogła skłamać.Ciemne oczy zdawały się przewiercać ją na wylot. Tak. Nie wiesz  upierał się. Nie masz najmniejszego pojęcia, czy będę chodził.Poprostu zgadujesz. Nie zgaduję! Czy ty mnie wreszcie posłuchasz?Nie pozwoliliby ci wyjść do domu, gdyby nie byli pewni, \e zaczniesz znów chodzić. Mo\esz sobie mówić. To prawda. A dlaczego tu jesteś? Czy dlatego, \e zale\y ci na mnie, czy dlatego, \e jestem ojcemBlake'a? Z obu powodów.Na jego twarzy nie było widać uspokojenia. Czy matka powiedziała ci, \e jechałem właśnie do ciebie, kiedy zdarzył się wypadek?Czy dlatego czujesz się winna? Nie  zająknęła się. Ona nie wiedziała, dokąd pojechałeś.Powiedziała tylko, \e.wyznała ci prawdę o wydarzeniach sprzed sześciu lat. Jechałem jak szaleniec.Trudno mi było pogodzić się z prawdą. Spojrzał na nią zwyrzutem. Nie chciałem cię słuchać, kiedy próbowałaś przekonać mnie o swejniewinności.I to mnie najbardziej zabolało.Byliśmy sobie tak bliscy, a ja uwierzyłem nietobie, lecz komu innemu. Tak  odrzekła.Usiadła na krześle przy łó\ku i zało\yła nogę na nogę.Miała na sobie d\insy. Kochałam cię. Uśmiechnęła się lekko. Chyba wierzyłam w swojejnaiwności, \e czujesz to samo i \e naprawdę chcesz się ze mną o\enić. Podniosławzrok, lecz nie dostrzegła cienia, który przebiegł po jego twarzy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum