[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ma pan pewnie przy sobie taki drobiazg jak dwa pensy, panie Nickleby, co? dodał pobrzękując w kieszeni pęczkiem kluczy i mamrocząc coś, że to samo srebro. Sądzę.że.mam. odrzekł lichwiarz bardzo powoli i po długich poszukiwaniach wjakiejś starej szufladzie dobył stamtąd jednego pensa, jedną półpensówkę i dwiećwierćpensówki. Bardzo dziękuję  powiedział pedagog wręczając synowi monety. Masz.Idz i kupsobie za to kawałek tortu.Służący pana Nickleby pokaże ci, gdzie go dostaniesz.Pamiętajtylko, żebyś kupił pulchny.Od ciast  dodał zamykając drzwi za małym.Wackfordem cera jego nabiera pięknego połysku, co w oczach rodziców i opiekunów uchodzi za oznakęzdrowia.Pan Squeers uzupełnił to wyjaśnienie.wymownym spojrzeniem znawcy, a potem zacząłprzesuwać swój fotel, ustawił go tuż obok pana Ralfa i usiadł. Uważaj pan  rozpoczął pan Ralf i pochylił się do przodu.Squeers skinął głową. Nie należy chyba podejrzewać  podjął gospodarz  że jest pan głupcem, który wybaczylub łatwo puści w niepamięć napaść na siebie albo związane z nią koszty? Nie, do diabła!  rzucił Squeers szorstko. Albo też pominie sposobność odpłaty z nawiązką, jeśli sposobność taka się nadarzy? ciągnął pan Ralf. Niech no mi pan pokaże taką sposobność, a zobaczymy  odparł pedagog. I w tym celu przyszedł pan do mnie, prawda?  zapytał pan Ralf podnosząc wzrok kutwarzy swego gościa. N-n-iee.Nie myślałem o tym  odpowiedział tamten. Sądziłem tylko, że gdyby panmógł udzielić mi, prócz tej śmiesznej sumki, którą dostałem, jakiegoś innegozadośćuczynienia, to. Ach!  przerwał pan Ralf. Może pan nie mówić nic więcej.Po dłuższej przerwie, w czasie której wydawał się zajęty własnymi myślami, gospodarzodezwał się znowu. Co to za chłopak, ten, którego on zabrał? Squeers wymienił imię zbiega. Mały czy duży, zdrowy czy chorowity, uległy czy krnąbrny? Mów pan, człowieku! dopytywał pan Rałf. Cóż.Nie jest on bardzo mały. odpowiedział gość .to znaczy, rozumie pan.nie jest mały jak na chłopca. To znaczy, przypuszczam, że w ogóle nie jest już chłopcem, co?  przerwał pan Ralf. No. odparł żywo Squeers, jak gdyby domysł ten przyniósł mu ulgę. Może miećjakieś dwadzieścia lat, ale nikt by mu tyle nie dał, bo brak mu trochę tutaj  Squeers dotknąłswego czoła. Widzi pan, jeśli stukać gdzieś zbyt często, to wreszcie nie zastanie się nikogow domu. A pan, jak się spodziewam, stukał bardzo często!  mruknął pan Ralf. Z całą pewnością  przyznał pedagog z uśmiechem. Kiedy pisał pan do mnie, żeby potwierdzić odbiór tego co pan nazywa śmieszną sumką mówił pan Ralf  wspomniał pan, iż krewni dawno już przestali interesować się tymchłopcem i że brak panu wszelkiego śladu i najmniejszej wskazówki, by ustalić, kim on jest.Czy to prawda? Tak jest, niestety  odpowiedział Squeers, który stawał się coraz swobodniejszy i bardziejpoufały, w miarę jak pan Ralf dopytywał z mniejszą rezerwą. Czternaście lat temu,zgodnie z zapiskami w mojej księdze, jakiś nieznajomy mężczyzna przyprowadził go pewnejjesiennej nocy i zostawił u mnie płacąc pięć funtów i pięć szylingów z góry za pierwszykwartał.Mógł on mieć wówczas pięć albo sześć lat. I cóż pan więcej o nim wie? Bardzo mi przykro, ale diablo mało  odparł Squeers. Opłaty za niego wpływały przezsześć czy osiem lat, a pózniej się urwały.Chłopiec podał jakiś adres w Londynie, aleoczywiście, jak przyszło co do czego, nikt tam o nim nic nie wiedział.A więc trzymałemmalca z.z. Może z litości?  podpowiedział gospodarz sucho. Pewnie, że z litości  odparł pedagog pocierając dłońmi kolana. A kiedy smarkaczzaczynał się już na coś przydawać, zjawił się ten młody łajdak Nickleby i uprowadził go zdomu! Najprzykrzejsza i najbardziej drażliwa strona całej sprawy  ciągnął zniżając głos iprzysuwając swój fotel jeszcze bliżej pana Raiła  to fakt, że ostatnio ktoś dopytywał oniego.nie bezpośrednio u mnie, lecz tak.okólną drogą.u sąsiadów w naszej wiosce.Mógłbym więc- zapewne odzyskać wszystkie poniesiona koszty, a może nawet (kto wie, takierzeczy zdarzają się w naszym zawodzie) dostać jeszcze coś więcej za umieszczenie tegochłopaka u jakiegoś farmera albo za wyprawienie go na morze, żeby nigdy nie wrócił i niekompromitował rodziców, bo przypuszczam, że jest naturalnym dzieckiem, podobnie jakwielu naszych uczniów.Mógłbym.niechże to diabli, gdyby ten łotr młody Nickleby nieporwał go w biały dzień i nie dopuścił się czegoś w rodzaju napadu rabunkowego na moją kieszeń. Niebawem obaj wyrównamy z nim rachunki  powiedział lichwiarz kładąc rękę naramieniu pedagoga z Yorkshire. Wyrównamy!  powtórzył jak echo Squeers. Chętnie nawet dołożyłbym mu cośniecoś, niechby sobie zarobił! Chciałbym tylko, żeby pani Squeers dostała go w swoje rączki.Niech ją Pan Bóg kocha! Zatłukłaby go, panie Nickleby, zatłukła prędzej, niżby zdążyła zjeśćobiad! Pomówimy o tym jeszcze  rzekł pan Ralf. Muszę mieć czas na przemyślenie całejsprawy.Zranić jego urojone uczucia.Gdyby można uderzyć go za pośrednictwem tegochłopca. Uderzaj pan, jak ci się podoba  przerwał Squeers  byle mocno; to wystarczy! A terazpowiem panu do widzenia [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum