[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Gdy wszakże odwróciła się do niego, okazało się, że nie obserwujewschodu słońca.Obserwował ją.- Wszystkie kolory - odezwał się.Całkiem jakby wiedział, o czym właśnie myślała!- Masz także ładne oczy - dodał.Pod wpływem jego słów znowu, podobnie jak wczoraj, mimo wolizrobiło się jej przyjemnie.Podekscytowana, próbowała udawać, żeprzywykła do takich komplementów.- Dworzanie.to znaczy, kilka osób mówiło mi, że mam oczy babki.- A masz? - Jego ciemne oko w tym świetle zdawało się błyszczećzainteresowaniem i inteligencją.- Nie.- Zwinęła koce.- Oczy babki są tak zimne, że przeszywajączłowieka niczym lodowaty wicher.Roześmiał się.- Ta twoja babka wydaje się przerażającą osobą.148RS - Szczenięta i dzieci przed nią uciekają.- Sorcha jedynie na połyżartowała.- Masz jakąś rodzinę poza nią? - Arnou wyprowadził konie z ichnocnego schronienia, wytarł je, a potem spętał na trawie.- Dwie siostry, Klarysę i Amy.Jadę teraz na spotkanie z nimi.- Ach tak? Odetchnęła głęboko.- Taką żywię nadzieję - wyjaśniła.- Amy liczyła sobie zaledwiedwanaście lat, kiedy widziałam ją po raz ostatni.Klarysa była piękna, ateraz na pewno okaże się jeszcze piękniejsza.Tęsknię za nimi.- Sorchauzmysłowiła sobie, że głód ją osłabił, ponieważ w nagłym przypływiepoczucia osamotnienia łzy napłynęły jej do oczu.- Miałam listy od nich,były moimi najlepszymi towarzyszami - podjęła, kiedy odzyskała nad sobąkontrolę.- Spłonęły w tym pożarze.w pożarze w klasztorze, a ja czuję siętak, jakbym spłonęła wraz z nimi.Opuścił wzrok.Poprawił przepaskę na oku.- Odnoszę wrażenie - pociągnęła nosem - jakbym zamiast serca miałamaleńki, rozżarzony węgielek.Nie zacznę znów naprawdę żyć, dopóki niezobaczę moich sióstr, dopóki nie przekonam się, że mają się dobrze.Głupie, prawda?- Ani trochę.Twoje przywiązanie do sióstr napawa optymizmem, bowcale nie jest często spotykane.- Mówił miło i zaskakująco rozsądnie.-Siostry nie zawsze darzą się taką miłością.- Rozdzielone, nie możemy się spierać.- Otarła oczy.- Kiedy zasnęłaś minionej nocy, wybrałem się na zwiad - zmieniłtemat, jakby czuł się niezręcznie, rozmawiając o jej siostrach.Czego149RS jednak po nim oczekiwała? Taktu? - Niedaleko stąd znajduje się wioska.Okrążymy ją, a potem wrócę tam kupić zapasy.Na to hasło natychmiast zaburczało jej w brzuchu.- Jedzenie? - spytała z entuzjazmem.- Jak najbardziej.- Obdarzył ją ciepłym uśmiechem, zupełnieniepodobnym do jego zwykłego głupkowatego szczerzenia zębów.- Jesteśprawdziwym wiarusem, Sorcho.Choćbyś była nie wiem jak głodna iprzemoczona, nie narzekasz.- Co by mi przyszło z narzekania? - zdziwiła się.- Jesteś tak samogłodny, zmarznięty i przemoczony jak ja i również nic na to nie poradzisz.Nadal się uśmiechał, jakby powiedziała coś wyjątkowego.Znówzalało ją owo mrowiące ciepło, tak że spuściła wzrok w nagłymprzypływie skromności.Nie rzekł nic więcej, kiedy zaś nań zerknęła, z konsternacjąmarszczył brwi.Dawny Arnou powrócił - choć zarazem nie całkiem tensam.Ten Arnou wydawał się nie tyle głupkiem, co.kim? Mężczyznąautentycznie zakłopotanym?- Dalej, wykorzystajmy jak najlepiej tę pogodę.Pomógł jej dosiąśćkonia.Ruszyli, porzucając trakt, żeby łukiem ominąć wioskę.Kiedyprzeszkoda została za nimi, Arnou zatrzymał wierzchowca.- Wrócę kupić jedzenie.Za tym wzniesieniem równolegle do drogiciągnie się długa dolina.Pojedz tam, nie możesz się zgubić.Dołączę dociebie w ciągu dwóch godzin.Miej się na baczności - ciągnął surowo.-Jeśli kogoś zobaczysz, nieważne: farmera, jego żonę, psa, nie zatrzymuj150RS się, żeby z nimi pogawędzić.Jeśli ujrzysz jezdzca, nie zakładaj, że maprzyjacielskie zamiary.Równie dobrze może się okazać kolejnym zabójcą.- W porządku - odparła urażona.- Nie musisz być złośliwy.- Złośliwy? - Cofnął się, jakby go obraziła.- Kobieto, posilałaś się wdomu publicznym, a nim skończyłaś jeść, znałaś imiona wszystkichprostytutek.- Oczywiście [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum