[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Konał i skonać nie mógł.Jegomianował wykonawcą testamentu i opiekunem pozostałej rodziny.Andrzej będzie i tym miał wieledo roboty, bo interesy nieboszczyka nie były uporządkowane.To będziesz musiał jezdzić na Wołyń?Nie wiem.Nie.Prawdopodobnie nie.Zresztą zobaczy się.Zamyśliła się.Tę teczkę z walizki położyłam na biurku.Dziękuję ci.Zaraz ją zamknę w kasie.Tam są ważne dokumenty.Pójdziemy na kawę do gabinetu?  zapytał a. Kawy chyba napijesz się ?Skinął głową.Gdy podano kawę i Piotr wyszedł, Marta położyła mężowi rękę na czole.Mniej cię boli?Ręka była zimna i jej dotyk sprawiał mu ulgę.Podniósł na nią oczy.Jaka ona dobra.Kocha mnie.I znowu w sercu odezwał się ten ból.Jakież ma prawo kłamać tej kobiecie?A czy mam prawo nie kłamać?  Refleksje napł ywał y jedna za drugą , jak fale, napł ywały i speł zał y znowu, ustę pują c miejsca nastę pnym.Nie pozostawiał y po sobie nic, opróczjakiejś piany, bezkształ tnej i pustej, co tł umił a ś wiadomoś ć.Może wziąłbym jeszcze jeden proszek.Po chwili przybiegła z opłatkiem.Uważnie wysypała jego zawartość na łyżeczkę.Tak prędzej poskutkuje.Pózniej siedzieli w milczeniu i Marta wciąż trzymała mu rękę na czole.To jedną, to drugą.Wpatrywała się w jego zamknięte powieki, w szare cienie na twarzy, w raz po raz zaciskające sięmięśnie szczęk.Cóż porabiają państwo Rzeccy?  odezwał się.Rodzice wyjechali do Nieszoty.Tatuś zle się czuje, wątroba mu dokucza i będzie musiał odbyćkurację w Marienbadzie.Zgryzł się przy cym, bo wiesz, Staś przysłał straszny list z okropnymisłowami i oznajmił, że pogardza nami, że nie chce pieniędzy ojca, a jedzie do Rosji.Zgubiony człowiek.To było do przewidzenia.Nie ma czym się martwić.No, bądz co bądz, syn.Szkoda chłopca.A Roman jest w Warszawie?Owszem.Jezdził dziś do Ratyńca.Co on tam wyprawia! Aż pan Grzesiak skarży się, że nie możego ściągnąć do centrali, gdzie jest masa roboty.Ból przechodził.Andrzej spojrzał na zegarek.ósma.Chyba już dziś nie wyjdziesz. Muszę.Trzeba pójść do biura.Zatelefonował do Grzesiaka i prosił go, by czekał nań w  Adrolu" i by wytelefonował równieżRomana Rzeckiego.Gdy nakładał futro, spytała:O której wrócisz na kolację?Nie czekaj na mnie.Konferencja przeciągnie się do póznej godziny i kolację zjemy na mieście.Istotnie wrócił bardzo pózno.Marta nie spała i uśmiechnęła się doń czule.On jednak bąknął krótkie dobranoc" i położył się do łóżka.Marta długo tej nocy płakała.Płakała cichutko, by  broń Boż e  on tego nie dosł yszał.Co się stał o? Co się stał o?.Przecie wiedział a, ż e jest zmę czony i wyczerpany.Niczego nie chciał a.Tylko przytulić się na chwilę , na sekundę.Tylko poczuć natwarzy dotyk jego rę ki.Zawsze ją tak gł askał.Teraz nawet nie pocał ował.Jakiż onjest okrutny!.Nie, nie, jakieś nieszczę ś cie go gnę bi.Marta długo tej nocy płakała.A nocy takich miało być wiele.Andrzej zrywał się o świcie, a wracał coraz pózniej.Z rzadka tylko wpadał na obiad do domu ikiedy o czwartej po południu zadzwięczał telefon, Marta z drżeniem podnosiła słuchawkę.Toznowu dzwoni Andrzej, że na obiad nie przyjdzie.Z początku on dzwonił, a pózniej jegosekretarka.Marta nienawidziła tego głosu i w końcu przestała odbierać telefony Tylko Piotr stawał w progubuduaru i powtarzał codzienny meldunek:Jaśnie pan kazał zawiadomić, że na obiedzie dziś nie będzie.Marta kiwała głową, a Piotr wychodził i za drzwiami rozcierał sobie pięścią oczy. y le siępoczyna dziać w tym domu.Wieczorami schodził na długie rozmowy z szoferem, a szofer dziwne rzeczy opowiadał.Opowiadał,że pan zachowuje się niezrozumiałe, że razu pewnego odprawił samochód, a on, szofer, sam widziałna własne oczy, jak pan wsiadł zaraz do taksometru i pojechał w stronę Marszałkowskiej [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum