[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Początkowonic nie zauważyła.Pokój był pusty; stały w nim jedynie rodzinne pamiątki, bezpieczne podsielankowymi freskami na suficie.Tkaniny ufarbowane na rozmaite kolory przydawałyścianom miękkości.Nagle między dwoma sąsiadującymi gobelinami powstała szpara, z którejwyłonił się jakiś mężczyzna.Znajdował się ledwie o kilka kroków od Corinn.Jego bliskość,namacalność jego obecności była tak szokująca, że oddech uwiązł jej w gardle. Nie bój się  powiedział mężczyzna. Proszę cię, królewno, nie krzycz.Jestem tupo to, by ci pomóc.Służę twojemu bratu i tobie.Rozpoznała go po pierwszych słowach.Kanclerz Thaddeus.Najbliższy przyjacielojca.Jego zdrajca.Na Dawcę, ależ on jest stary! Twarz miał pobrużdżoną, policzkizapadnięte, garbił się.Wyglądał na bardzo zmęczonego, miał worki pod oczyma i lekkochwiał się na nogach, a do piersi przyciskał jakąś książkę.Jakoś udało się jej przemóczaskoczenie i zapytała o pierwszą rzecz, jaka jej przyszła do głowy: Jak się tu dostałeś? Thaddeus zapytał, czy może usiąść.Mówił cicho, słabym głosem. Z radością wszystko ci opowiem, królewno Cor. Jesteś w moim pokoju!  W miarę, jak docierało do niej nieprawdopodobieństwosytuacji, Corinn traktowała ją z coraz większym niedowierzaniem. Jakim sposobemznalazłeś się w moim pokoju? Proszę cię, mogę usiąść? Jeśli tego nie zrobię, upadnę.I.proszę, mogłabyś zadbaćo to, by nikt nam nie przeszkadzał? Moja obecność nie może zostać odkryta.Wyjaśnię,dlaczego.Corinn wpatrywała się w niego.Wiedziała, że musi szybko myśleć.Takie odwiedzinymiały znaczenie, które należy właściwie wykorzystać.Nie mogła zrobić fałszywego kroku,ponieważ po prostu nie mogła zignorować ani zaprzepaścić tego, co sprowadziło staregokanclerza do jej pokoju.Z pewnością nie stwarzał dla niej fizycznego zagrożenia.Bezwzględu na to, jak tu dotarł, co go sprowadziło i jak ona na to zareaguje, powinna gowysłuchać i to w cztery oczy. Zaczekaj tu  wyszeptała.Wyszła na korytarz i poinformowała służących, że pod żadnym pozorem nie wolno jejprzeszkadzać.Kazała postawić strażników przy zewnętrznych drzwiach jej komnat iprzeprowadziła Thaddeusa do osłoniętej wnęki na balkonie.Tam posadziła go na krześle zwysokim oparciem, a sama przechadzała się przed nim.Opowiedział jej o wszystkim  jak siędostał do pałacu i jak krążył tajnymi przejściami wewnątrz jego murów.Dotarcie do jejpokoju zajęło mu wiele godzin, lecz w końcu znalazł nisko sklepiony tunel, który kończy sięw kącie za jej łóżkiem.Na pewno zdziwi się, że był tam cały czas, ukryty dzięki prostejsztuczce architektonicznej.Ale zacznie od początku.Powiedział, że wysłał go Aliver, a potem rozpoczął pochlebny opis mężczyzny, najakiego wyrósł jej brat.Opowiadał, jak dojrzał do tego, by spełnić, a nawet przekroczyćwszystko, co wyobrażał sobie Leodan! Ma wielką wizję i dar poruszania mas.Płonie zniecierpliwości, by dopiąć celu.Thaddeus mówił też o Menie i Darielu, o dzierżącej szablękapłance i odważnym morskim zbójcy.Razem biorą udział w bitwie, której nie mogąprzegrać.Aliver rozpalił w ludziach wiarę, że ich los jest teraz w ich rękach.Kiedy zwycięży,nie będzie rządził nimi, będzie rządził dla nich  za ich pozwoleniem i tylko w ich interesie.Zetrze całą niegodziwość, która napędzała Znany Zwiat, i znajdzie nowe drogi prowadzące dodobrobytu.Zbuduje zaufanie między narodami, wyniesie uciskanych, złamie kręgosłup ligi,zlikwiduje Kontyngent, zakaże pracy przymusowej.Stary kanclerz mówił i mówił.Corinn słuchała, zdając sobie sprawę, że powinno ją przepełniać poczucie ulgi, radości, wyczekiwania.Starała się to wszystko poczuć.Im dłużejjednak Thaddeus mówił, tym bardziej sprawiało to na niej wrażenie jakiejś szalonej perory.Opowiastki dla dzieci.Czystej fantazji, w której nie widziała miejsca dla siebie.Jak on możewierzyć, że cokolwiek z tego się ziści? Trochę już o tym słyszała od Rhrenny i Rialusa.Jeszcze więcej dowiedziała się z podsłuchanych rozmów.Lecz teraz, kiedy mówił o tymstarzejący się kanclerz, wszystko to wydawało się jeszcze mniej wiarygodne.Mówił jak nowonawrócony uczeń, czczący proroka.czego? Równości? Wyzwolenia? To brzmiało tak, jakbyAliver planował zbudować imperium w niebie, jakieś idylliczne królestwo unoszące się wchmurach.Chciała powiedzieć, że coś takiego zniknie jak mgła, zdmuchnięte pierwszymsilnym podmuchem wiatru.Poczuła przypływ zdumiewającej goryczy, lecz jej nie okazała.Na balkonie pojawiła się złocista małpka.Zmiało zeskoczyła z góry i zaskoczył jąwidok ludzi w zacienionej wnęce.Zaćwierkała wysokim głosem jak ptak.Na tle błękitnegonieba sprawiała wrażenie jaskrawo ubarwionej.Corinn odwróciła się do niej plecami. Hanish wraca jutro.Sprowadza Tunishnevre.Chce, żebym pomogła muprzeprowadzić ceremonię, kładącą kres klątwie.Mówi, że kiedy tego dokona, zostaniezasypana przepaść między Meinami i Akacjanami.Mówi, że przejdzie to do historii.Co otym sądzisz? Sprowadza Tunishnevre tutaj?  zapytał Thaddeus.Przez chwilę siedział wmilczeniu z otwartymi ustami i szklistym wzrokiem. Powinienem był to przewidzieć.Tooczywiste.Miał czas przygotować tu komorę.Wysłał swego brata do walki z Aliverem niedlatego, że nie traktował poważnie zagrożenia z jego strony, ale dlatego, że miał wspanialszezadanie dla siebie.Cały czas miał tu ciebie.tak, powinienem był to przewidzieć.Szukamysprzymierzeńców w naszych własnych mitach; dlaczego Hanish nie miałby robić tegosamego?Podniósł wzrok na Corinn. Zapytałaś mnie, co o tym sądzę.Sądzę, że Hanish kłamie.Wedle przekazów istniejądwa sposoby zdjęcia klątwy z Tunishnevre.Mógłby uwolnić ich dzięki darowi twojej krwi,ofierze przebaczenia.Lecz on zamierza coś innego.Jeśli odbierze ci życie wbrew twojej wolii zabije cię na ołtarzu, to obudzi swoich przodków, ożywi ich, a nie uwolni, by odeszli wśmierć [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum