[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kiedy Pat zwlekał się z łóżka, siedziałem na ogół w kuchni i czytałem gazetę.Słyszałem, jak zakrada się do salonu i natychmiast włącza wideo.Teraz, kiedy jego wyrzucono z przedszkola, a mnie z pracy, nie musieliśmysię nigdzie spieszyć.Mimo to niezbyt chętnie pozwalałem mu robić wszystko, naco miał ochotę, a on miał ochotę oglądać wideo przez cały boży dzień.Szedłemwięc do salonu, wyłączałem telewizor i prowadziłem go do kuchni, gdzie siedziałnad miską Coco Pops, aż zwróciłem mu jego wolność.Kiedy się umyliśmy i ubraliśmy, zabierałem go na rower do parku.Rowerbył marki Bluebell i nadal miał boczne kółka.Pat i ja dyskutowaliśmy czasami,czy nie czas je zdjąć i zacząć jezdzić na dwóch kołach.Wydawało się to jednakkrokiem, na który na razie nie mogliśmy się zdecydować.Wiedza o tym, kiedymożna będzie zdjąć boczne kółka, to było coś, czym mogła poszczycić się Gina.100 Po południu moja matka odbierała zwykle Pata i miałem wtedy okazję zrobićjakieś zakupy, posprzątać dom, pomartwić się chwilę o pieniądze i pochodzić wtę i z powrotem po pokoju, wyobrażając sobie, jak Gina jęczy z rozkoszy w łóżkuinnego mężczyzny.Ale rano chodziliśmy do parku. Rozdział 16Pat lubił jezdzić rowerem wokół otwartego basenu pływackiego na skraju par-ku.Niewielki basen był pusty przez cały rok z wyjątkiem kilku tygodni na począt-ku lata, kiedy to rada miejska niechętnie wypełniała go silnie chlorowaną wodą,po której lokalne dzieciaki pachniały, jakby skąpały się w odpadach przemysło-wych.Na długo przed końcem lata wypompowywano wodę i wyławiano z dna za-błąkane wózki z supermarketu.Choć była dopiero połowa sierpnia, przy małymbasenie nie było nikogo z wyjątkiem Pata jeżdżącego na swoim bluebellu.W widoku prawie stale pustego basenu było coś przygnębiającego.Znajdowałsię w rzadko odwiedzanej części parku, daleko od placu zabaw, gdzie piszczały zradości dzieciaki, i od kafejki, gdzie mamusie i tatusiowie  choć w większościmamusie  sączyli bez końca kolejne filiżanki herbaty.Ale otaczający basen wąski pas asfaltu był jedynym miejscem, gdzie Pat mógłpedałować bez przeszkód na swoim rowerze, nie klucząc między niedojedzonymikebabami, zużytymi kondomami i psimi kupami, którymi usiany był cały park.Iszczerze mówiąc, było mi dobrze z dala od tych wszystkich mamuś.Zgadywałem, co sobie myślały, gdy codziennie rano przychodziliśmy do par-ku.Gdzie jest matka?Dlaczego on nie jest w pracy?Czy to na pewno jego dziecko?Biorąc pod uwagę, że większość dewiantów na tym świecie to dumni posiada-cze penisa, mogłem oczywiście zrozumieć ich troskę.Miałem jednak dosyć po-czucia, iż powinienem przepraszać za to, że zabieram syna do parku.Nie chciałemczuć się jak zboczeniec.Pusty basen pływacki w pełni mnie zadowalał. Tato! Popatrz na mnie!Dysząc ciężko, Pat przystanął po drugiej stronie basenu, obok wąskiej tram-poliny, która wystawała znad skraju pływalni.Uśmiechnąłem się do niego z ławki, na której siedziałem, czytając gazetę.Kiedy tylko Pat ujrzał, że na niego patrzę, ruszył dalej.Oczy mu lśniły, włosy102 fruwały na wietrze, a małe nóżki pedałowały wściekle, kiedy okrążał basen naswoim bluebellu. Nie podjeżdżaj za blisko do skraju! Dobrze! Nie będę!Po raz piąty w ciągu ostatnich pięciu minut zacząłem czytać pierwsze zdanieartykułu na temat upadku japońskiej gospodarki.Ten temat ostatnio bardzo mnie zainteresował.Współczułem Japończykom,ponieważ wyglądało na to, że żyli w ustroju, który się załamał.Czysto ludzkiemuwspółczuciu towarzyszyło jednak coś w rodzaju ulgi.Z zapartym tchem czyta-łem o zamykanych bankach, upokorzonych dyrektorach, którzy kłaniali się niskoi płakali na konferencjach prasowych, o tracących pracę cudzoziemcach, którzyjechali na lotnisko Narita, żeby wrócić najbliższym samolotem do domu.Zwłasz-cza o tym.Niestety nie mogłem się skoncentrować.Przed oczyma widziałem tylko Ginę i Richarda, lecz nie widziałem ich zbytdobrze.Obraz Giny zaczynał się rozmazywać.Nie była już dłużej moją Giną.Nie potrafiłem wyobrazić sobie miejsca, w którym mieszkała, biura, w którympracowała, małego barku, gdzie jadła codziennie lunch.Nie potrafiłem zobaczyćnic z tych rzeczy.I nie chodziło tylko o to, że trudno mi było wyobrazić sobiejej nowe życie.Nie widziałem już prawie jej twarzy.Ale jeśli obraz Giny byłrozmazany, to Richard stanowił jeden wielki znak zapytania [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum