[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Keke zaproponowała, żemoże mnie dzisiaj zastąpić, ale nie chciałam, żeby trener albo reszta drużyny pomyśleli, że nienadaję się do niczego.To by zle wpłynęło na morale, więc osobiście sprawdziłam, czy kranyw łazience są dokręcone, a ciężkie drzwi zamknięte na klucz.Nic dziwnego, że wyszłam jakoostatnia.Tyle tylko, że po całej tej aferze z ludzmi z drużyny narzekającymi na spóznienia Dougai po tym, jak doniosłam na niego wczoraj trenerowi, nie miałam ochoty słuchać żartówo spóznieniach wyskakujących jak okienka podpowiadające skróty klawiaturowe podczaswysyłania e-maila, i to każdym razem, kiedy się pojawiałam.Zoey przyszła = żart ze spóznienia.Nie bawiło mnie to tym bardziej, że wczoraj Doug nawtykał mi podczas meczu, a dzisiaj rano jaodrzuciłam jego zaproszenie na randkę  jedno i drugie nie zdarzało się codziennie.Tego rodzajudowcipy będą przypominać mu po dziesięć razy dziennie, dlaczego jest na mnie wściekły.Jasne,nie spodziewałam się go w tym momencie w busie, ale wiedziałam, że kiedy za kilka dni pojawisię w szkole, powita go chór wytykający żartem spóznienie.Wzdrygnęłam się na samą myślo zimnych zielonych oczach przewiercających mnie na wylot.Wzruszyłam ramionami i zatrzasnęłam za sobą drzwi busa.Chciałam wtopić się w tłum,usiąść na fotelu i grać w elektroniczne sudoku przez całą czterdziestominutową jazdę do PanamaCity.Rozejrzałam się w poszukiwaniu wolnego miejsca  zazwyczaj mieściliśmy się bezproblemu w busie, a ja miałam ze wszystkimi dobre układy.To, że wsiadałam ostatnia, niepowinno mieć większego znaczenia, chyba że wyląduję obok Stephanie Wetzel  której, jaksobie powtarzałam, nie miałam tak naprawdę powodów nie lubić.Mieszkała po sąsiedzku z Brandonem, więc to zupełnie logiczne, że podwoziła go doszkoły. Siedemnastu członków drużyny plus trener wypełniało busa, chociaż w drugim lubtrzecim rzędzie powinno pozostać miejsce specjalnie dla Zoey.Tym razem pierwsze trzy rzędybyły przepełnione, a chichoczące dziewczyny siedziały chłopakom na kolanach, podczas gdy całetylne siedzenie pozostawało puste.Ludzie musieli mieć jakiś brudny i nieciekawy powód, żebygo unikać.Spojrzałam ponad fotelami trzeciego rzędu, żeby zobaczyć, co jest tym powodem.Doug.Spał wyciągnięty w poprzek całego siedzenia, opierając nogę w usztywniaczu na plecaku.Na podłodze obok leżały kule.Skoro pozostali pozwolili mu zająć całe siedzenie, najwidoczniej uznali, że przywleczeniesię do szkoły, żeby jechać na zawody, w których i tak nie startował, kosztowało go mnóstwowysiłku.Albo też całkowicie zaszokowała ich taka demonstracja solidarności z drużyną.Możliwe też, że po prostu się go bali.Lila kwiknęła, kiedy Mike ją połaskotał, ale Dougnawet nie drgnął.Jego twarz była spokojna i zrelaksowana, oczy ukryte pod zamkniętymipowiekami z długimi rzęsami.Czy ktoś w ogóle sprawdził, czy on jeszcze żyje?Doug nie był martwy ani nie przedawkował, bo gdyby naprawdę działo się z nim cośzłego, nie miałby siły ściskać w dłoni buteleczki z tabletkami.Powtarzałam to sobie, żeby moikoledzy nie zauważyli, że serce zaczęło mi walić mocniej, a w myślach wróciłam do sypialnimatki i starałam się wszystko ogarnąć.Zdjęłam plecak, przykucnęłam w przejściu koło Dougai przechyliłam głowę, żeby przeczytać etykietkę na fiolce. Jak ruszysz mój oksykodon, zabiję.Podskoczyłam, słysząc niski pomruk jego głosu.Jego jasne oczy sprawiły, żeznieruchomiałam.W następnej chwili odzyskałam władzę w nogach i wycofałam się pospiesznie na przódbusa, zanim trener zdążył uruchomić silnik.Poranna kłótnia z Dougiem była zbyt żywa w mojejpamięci i nie chciałam jej kontynuować przez całą drogę do Panama City, uwięziona z nim natylnym siedzeniu.Przecisnęłam się koło rozpartego na podłokietniku Gabriela i podeszłam do siedzącego zakółkiem trenera, który wpatrywał się w mapę, zupełnie jakby nie dorastał w tej okolicy i niejezdził z milion razy do Panama City.Miejsce obok zajął Ian, ale miał w uszach słuchawki, więcwiedziałam, że mnie nie usłyszy.Pochyliłam się do ucha trenera.  Douga tu nie powinno być  szepnęłam. Powinien tu być.Nie powinien mieć złamanej nogi.Następnym razem celuj w jelenia.Trener podniósł głowę i jednym palcem odsunął mi grzywkę z czoła.Najwyrazniej mój makijażnie okazał się tak doskonały, jak mi się wydawało, albo też trener był bardziej spostrzegawczy odBrandona. Ciebie też tu nie powinno być. Jasne, że powinnam. Musiałam się dowiedzieć, gdzie byłam wczoraj wieczorem,a poza tym nawet w szczytowej formie przydawałam się najbardziej, kibicując reszcie drużynyi zapisując czasy.Tyle mogłam zrobić nawet ze wstrząsem mózgu.Chyba.Trener wzruszył ramionami. Musimy jechać.Jak chcesz, to wypchnij Foxa na ulicę, ale na własną odpowiedzialność.Ja nie mam ochoty spotkać się z jego tatuśkiem w ciemnej ulicy przy porcie. Cisnął mapąw Iana, który, wyrwany nagle z muzycznego transu, wypluł napój izotoniczny.Trener uruchomił silnik, więc stwierdziłam, że nie mam wyboru.Biorąc pod uwagę to,jak prowadził, wiedziałam, że jeśli nie usiądę, wylecę przez przednią szybę, zaliczając po drodzekolejne lusterko wsteczne. Skoro już tu jestem, to powiem coś reszcie na temat wczorajszej imprezy.Może pan nieruszać, dopóki nie skończę?  Pochyliłam się i spojrzałam trenerowi w oczy, żeby mieć pewność,że mnie usłyszał.Odwzajemnił spojrzenie. Jakiej imprezy? Zdarzyło się coś niedobrego?Sama chciałabym wiedzieć. Niewykluczone. Nie chcę o tym słyszeć. To niech pan zatka uszy. Kiedy trener odważnie zatkał uszy i oparł się wygodniejw swoim fotelu, zwróciłam się do pozostałych w busie. Mogę prosić o chwilę uwagi? Będzie przemooowa!  zawołało kilku chłopców. Jasne  odparłam. Chciałam tylko podziękować wszystkim, którzy się wczorajwybrali ze mną na imprezę.Zaczekałam chwilę, czekając na rzucane półgłosem komentarze chłopaków, którepodpowiedziałyby mi, co się właściwie wydarzyło.Jak na złość jednak w busie zapadła cisza,a wszyscy członkowie drużyny (z wyjątkiem Douga) gapili się na mnie, w skupieniu czekając na ciąg dalszy. To była niezapomniana impreza  zaryzykowałam.Wpatrywali się we mnie, przeżuwając pokarm jak jelenie. Chociaż nie zakończyła się dla mnie najlepiej  dokończyłam. Bus się zaraz rozbije!  krzyknął Connor. Prędko, Doug, ratuj mnie! Doug, bus wybucha! Wynieś mnieeeeee!  rozległy się kolejne głosy.Z ostatniegosiedzenia wyłoniła się ręka Douga, który pokazał wszystkim środkowy palec.Przestali mnie słuchać. No nic, jeszcze raz dzięki za tę imprezę. To tyle, jeśli chodzi o dowiadywanie się, cosię wydarzyło.Oderwałam jedną rękę trenera od jego ucha. Droga wolna [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum