[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W wyznaczonydzień o wyznaczonej godzinie stawia się i czeka na swą ochoczą partnerkę, która zjawia się, jak można przewidzieć,vdziesięć minut spózniona, a wtedy, po chwili początkowegoskrępowania, przystępują do przyjacielskiej rozmowy i konsumpcjiobsmażonych polędwiczek z tuńczyka (nie zastanawiając się ani razu,czy ta wielka ryba, ściśle rzecz biorąc, posiada część, z której możnazrobić polędwicę).Drugie podejście stosują tak zwani Nadziani wyelegantowani, wyperfumowani, napaleni frajerzy, którzy w swojejbezdennej głupocie niezle się obłowili (giełda, narkotyki, technikainformacyjna, konsulting itd.).Nadziany lubi zawrócić w głowie kolejkąfatalnie przyrządzonych koktajli i szpanerską wizytą w piekielniedrogiej, zdobionej chromową stalą kloace hotelowej restauracji, gdziepo dłuższym zastanowieniu oboje popijają średnio wysmażony stek etfrites strumieniami chateau baron Rothschild (ponieważ nazwa winaponiekąd kojarzy się z bogactwem).Trzecia metoda charakteryzujebiednego, uczciwego, szczodrego aktora, dziennikarza telewizyjnegolub walczącego o uznanie krytyka, niedoszłego reżysera filmówmoralnego niepokoju.W tym przypadku nasz bohater może na miejscespotkania udać się autobusem, by wzmocnić nieuzasadnione poczuciedobrej orientacji w wielkim mieście, które daje mu znajomość tras irozkładów jazdy.Razem ze swoją dziewczyną zajada się rustykalnymipotrawami imitującymi kuchnię libańską, by potem szarpnąć się  onasię cieszy, jego skręca  na domowej roboty lody (które wcale domowejroboty nie są) i umówić się na następną niedzielę do kina na nowyduński film obyczajowy.Wreszcie na szarym końcu (i to całkiemzasłużenie) mamy paskudny tłumek bogatych nierobów z zachodniegoLondynu  blade i niechciane potomstwo ostatniego pokolenianuworyszy.Brawurowo mało inteligentni, ubrani z pozornąniedbałością, epatujący znudzeniem, jakby było ono przypiętym doklapy odznaczeniem za odwagę, ci nieudacznicy zaciągają swojeflejtuchowate sekutnice w okolice Ladbroke Grove na apatyczniezamówione  wszystkokurwajedno o jedynie pozorach etnicznej autentyczności, w otoczeniu równie bezsensownych przyjaciółgotowych przylecieć na każde skinienie palcem, z nie wypowiedzianąobietnicą działki kiepskiej koki gdzieś w toalecie, jeśli wszystko pójdziedobrze.Wszystko to sprawia, że możemy tylko cicho zapłakać ze wstydu irozpaczy, skrywając twarz w dłoniach.Ale nasz przeciętny facet  wjego rozlicznych wcieleniach  lubi chadzać takimi właśnie ścieżkami.Zwiat pełen jest palantów i nic na to nie można poradzić.Idealizm, comogliście zauważyć, umarł śmiercią szybką, lecz tragiczną.Don Kichotszarpał się na darmo, a Karol Marks już dawno popadł w zapomnienie,mamrocząc swą prawdę jak obłąkany włóczęga, który leży na podartymkartonie na chodniku przed stacją King s Cross.%7łyjemy w czasach najniższego wspólnego mianownika.I Boże mój, jest on zaiste niski.U mnie wygląda to tak.O wpół do dwunastej odkładam pióro i dzwonię do Carli do Danilo s. Cześć, Carla  mówię. To ja, Jasper.Udany urlop? Tak.Bardzo.Dziękuję.Widziałam się z dziećmi mojej siostry ibyliśmy na pierwszym meczu Romy, w tym roku chyba wygramy.Nawielkim stadionie jest to coś niesamowitego.No i to słońce, zawsześwieci.Wcale nie chciało mi się wracać do Londynu.PowiedziałamDann/emu: musimy otworzyć nową restaurację tam, a tutaj zwinąćinteres.Ale on na to, że w Italii wszyscy umieją gotować, więc czymmy byśmy się wyróżniali?  Wzdycha. I pieniądze nie takie.A co uciebie? Wszystko dobrze. Nie było mnie, żeby dopilnować sprawy z tą dziewczyną, ale. wjej głosie pobrzmiewa wesołość  ale Roberto mówił, że nie muszę cięjuż zawiadamiać o jej wizytach.Byłeś z nią u nas na kawie.wszyscyjuż wiedzą.Wpadniecie dzisiaj razem na lunch? Nie, dzisiaj nie  wyjaśniam. Ale czy byłabyś tak miła izadzwoniła w moim imieniu do Bruna? Bardzo by mi zależało na stoliku w najbliższy wtorek. Jasne.Dla przyjaciół.czy dla dwojga? Dla dwojga. Załatwione. Znów uśmiech w głosie. %7ładen problem.Widzimysię jutro? Tak.Dziękuję ci, Carla.Następnie Carla dzwoni do Bruna.(I zauważmy mimochodem, jakintuicyjna znajomość życiowych subtelności prowadzi Carlę doodróżnienia kategorii  przyjaciół od kategorii  dziewczyn potencjalnych czy nie.) Wracam do pracy i kończę następnych paręlinijek.O wpół do piątej robię sobie przerwę i dzwonię do  La Casetta bezapelacyjnie najlepszej włoskiej knajpy w mieście.Telefon odbieraBruno. Cześć, Bruno, mówi Jasper, co słychać? Wszystko jak najlepiej. Interes się kręci? Całkiem niezle.Ale te cholery z góry ciągle marudzą, że im zagłośno, więc muszę się z nimi użerać.Dlaczego ja, pytam.Rozmowa toczy się w tym kierunku przez jakieś trzy minuty: Brunoprzypomina mi, jakie trudności ma z sąsiadami i ich skargami, a ja wodpowiednim momencie zmieniam temat. Słuchaj  mówię. Mam do ciebie wielką prośbę, chodzi onajbliższy wtorek. Ach tak, Carla wspominała, że zamierzasz do nas zajrzeć. Dostanę stolik? Oczywiście, ma się rozumieć.Nie martw się, jeśli trzeba będzie,coś tam pozmieniam. Aha, Bruno, będziesz pamiętał o grubasach? Będę, Jasper, będę pamiętał.Po co to wszystko? Bo ja w przeciwieństwie do Carli nie jestem dlaBruna rodziną  są kuzynami i Bruno nigdy nie odmówi Carli, choćby miał wszystko pozajmowane.Ponadto w ten sposób daję Brunowi dozrozumienia, jak ważny jest dla mnie ten wieczór, i tym samympowoduję, że nie tylko wystara się o mój ulubiony stolik, lecz także o to co jest szalenie istotne  kto będzie siedział przy pobliskich stolikach.Innymi słowy: żadnych grubasów.Upolowanie stolika w najlepszej włoskiej restauracji to dopieropołowa sukcesu.%7łeby zadbać o ogólny komfort  mój, innych gości iprzede wszystkim Madeleine  najlepiej jest dokonać segregacji:kobiety interesu, osoby starsze, lesbijki i tak dalej blisko; gapiące sięlubieżne tłusciochy jak najdalej.I nie dajcie się zwieść  im są grubsi,tym bardziej się gapią.Jak to się stało, że mam takie chody w  La Casetta ? Karty dań.karty dań, rzecz jasna.Wszystkie czterdzieści i cztery odręczniewykaligrafowane przepięknym pismem Littera Gothica TextualisRotunda Italiana  ku uciesze zarówno Augusta, hojnego właściciela,jak i tego wielkiego laickiego ludu o obumarłych podniebieniach, czyliautorów felietonów kulinarnych.Było to całkiem przyjemne zlecenie,przekazane za pośrednictwem Carli i wykonane całkowicie gratis zobietnicą dokonywania poprawek dwa razy do roku w zamian zadarmowe stołowanie się od czasu do czasu.Ta cała kaligrafia, jak sięokazuje, to nie takie znowu durne zajęcie.Potem, za piętnaście piąta, dzwonię do Royów.Odbiera Roy junior. W porządku, Roy? Wszystko gra. Słuchaj, ile za wtorek od jedenastej trzydzieści do pierwszej?Ostre wciągnięcie powietrza, a potem:  Noooo.We wtorek jestemw Keele.Mam tam coś nagrane.Sam rozumiesz. Znowu? We wtorek? Zapracowany jestem. Nie możesz podjechać tam pózniej? Przed północą będzie jużpewnie po wszystkim. Nie bardzo, stary.Potrzebują mnie.no, wiesz.żeby wcześnie wszystko załatwić. Cholera [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum