[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Co będzie, jeżeli Nick nie zdecyduje się ich oskarżyć?Podobnie jak prokurator, który badał przyczynę śmierciRusty’ego? Niepokój T.J.wzrósł jeszcze bardziej.Zarazjednak otrząsnęła się.Pragnęła zaufać Nickowi.- Daj mu tę teczkę, Jackson.Nie mogę się wiecznieukrywać.Jackson bez słowa ruszył w stronę paleniska.Po jednejstronie wygaszonego teraz pieca stał rząd pojemników zdrutem, pociętym na kawałki różnej długości.Pod ścianąleżały fragmenty stalowej blachy, przeznaczone doponownego przetopienia.Jackson wziął gruby stalowy pręt iuniósł kilka warstw metalu, a potem skinął na Nicka, żebywyjął teczkę.- Pomyślałem sobie, że schowam śmieci do śmieci -powiedział, wycierając ręce, a potem zwrócił się do Nicka: -Jak zamierzasz chronić T.J.kiedy te informacje ujrzą światłodzienne?Nick oderwał wzrok od teczki i spojrzał na niego.- Spokojnie - powiedział.- Nie mam zamiaru nikomumówić, że ona mi to dała.- Podszedł do blatu pod ścianą ipołożył na nim teczkę.A potem zaczął zrywać taśmę.- Nie! - krzyknęła T.J.głośniej, niż zamierzała.Nickrzucił jej zdumione spojrzenie.- Nie tutaj - powiedziała z wysiłkiem.Ogarnięta paniką,chciała maksymalnie opóźnić to, co i tak było nieuniknione.- Weź to i rób, co uznasz za stosowne, tylko nie wciągajw to Jacksona.Już i tak źle się stało, że kazałam mu schowaću siebie tę teczkę.Im mniej będzie wiedział, tym lepiej dlaniego.Powód był prawdziwy, ale trochę naciągany.T.J.dobrzewiedziała, że obaj mężczyźni chcieli się dowiedzieć, co jest wteczce, choć każdy z innych powodów.Jackson miał ojcapolicjanta, a poza tym nie ufał Nickowi.Jak by zareagowałgdyby się dowiedział, że Nick zabił jej brata?A tak naprawdę, przyczyną był jej własny strach.Byłatchórzem.Nie chciała widzieć twarzy Nicka, kiedy dowie sięprawdy.Na szczęście Nick ustąpił i schował teczkę pod pachę.Jackson odprowadził ich do drzwi.Kiedy Nick wyszedł nadwór, T.J.zawahała się.Znowu ogarnął ją lęk.- Idziesz? - odezwał się Nick.- Nie - odparła.Obecność Jacksona sprawiła, że niemusiała się tłumaczyć.- Masz, co chciałeś.To mój prezent dlaciebie.Na twarzy Nicka odmalowało się niezdecydowanie.Chciałsprawdzić zawartość teczki, ale chciał także, żeby była przytym.- Zostanę u Jacksona.Znam tych wszystkich ludzi.Idź irób, co masz robić.- Zaufałam ci, pomyślała.Teraz wszystkow twoich rękach.Nick spojrzał na Jacksona.- Masz ją potem odprowadzić do domu.Jackson skinąłgłową.Nick nachylił się i cmoknął T.J.w policzek.- Uważaj na siebie.Sprawdź wszystkie zamki.Wrócęalbo zadzwonię, jak tylko będę mógł.Skinęła głową.Nadal nie chciało jej się wychodzić.Z głębi mieszkaniaktoś zawołał Jacksona.Napięcie prysło.Nick uścisnął jej rękęi zniknął w głębi ciemnego dziedzińca.- Wesołych Świąt - mruknęła w ślad za nim.ROZDZIAŁ 11Przechodząc przez parking przed domem T.J., Nickroztargnionym gestem pomachał do ochroniarza.Głowę miałzajętą układaniem planu akcji.Wbrew temu, co mówił T.J.,był pewny, że zawartość teczki ma pierwszorzędne znaczenie.Jego przypuszczenia potwierdzał fakt, iż T.J.znalazła się wposiadaniu służbowej broni.Od lat poszukiwał dowodów iczekał na chwilę, w której będzie mógł wystąpić zoskarżeniem przeciwko Echolsowi i Nesmithowi.Przeczuciemówiło mu, że wreszcie nadeszła.Idąc przez parking, uważnie przyglądał się wszystkimsamochodom, wypatrując czegoś, co mogłoby zwiastowaćkłopoty.Gdyby jacyś ludzie śledzili T.J., na pewno byłby wstanie ich wytropić.Parking był zatłoczony, nie dostrzegłjednak nic podejrzanego.Dotarł do swojego czarnegotroopera, wyłączył alarm, a potem otworzył tylne i bocznedrzwi.Owinął teczkę kawałkiem folii, położył na podłodze,zatrzasnął drzwi i na koniec wsiadł do samochodu.Z piskiem opon wyjechał z parkingu i skierował się prostodo całodobowej restauracji.Najlepiej ukryć się w miejscupublicznym.Tam otworzy teczkę i przejrzy jej zawartość, ijeżeli okaże się to konieczne, zadzwoni do Wydziału SprawWewnętrznych i popsuje im świąteczne plany.T.J.odczekała piętnaście minut, zanim uznała, że możebezpiecznie opuścić apartament Jacksona.Nicka z pewnościądawno już nie ma.Jackson przyłapał ją na tym, jak otwierała drzwi napodwórze.- Mówiłaś, że w tłumie czujesz się bezpieczniej.- Już się nie boję.Popatrzył na nią z powątpiewaniem, a kiedy z głębi salonudobiegły go głośne wybuchy śmiechu, stanął między T.J.iswoimi gośćmi.- Jesteś tego pewna? Wiesz, że staram się jak mogę, żebyci pomóc, ale to niełatwe zadanie, jeżeli ty sama mi toutrudniasz.T.J.uśmiechnęła się ze smutkiem.Jackson zawsze potrafiłczytać w jej myślach.Nigdy też go nie okłamywała, poza tymjednym przypadkiem.Nie bała się.to znaczy nie bała siępolicji.Policja i tak zrobi, co zechce; ona pozbyła się jużwszystkich dowodów.Teraz jej lęki koncentrowały się naosobie Nicka.Jak pogodzić to, co do niego czuła, z tym, cozamierzała mu zrobić.Nick zaufał jej, mimo iż go okłamała i oszukała.Został znią i poprzez zmysły trafił do jej serca.Chciała oszczędzić mudalszych cierpień - sobie także.Teraz, kiedy porzuciła myśl ozemście, nie było żadnych logicznych powodów, dla którychmiałaby dłużej przebywać z Nickiem.Szkoda tylko, żezgotowała mu tak okrutne pożegnanie.- W niczym ci nie przeszkadzam.Potrzebuję tylko trochęczasu, żeby sobie przemyśleć w samotności parę spraw -powiedziała.- Przez ostatnią dobę miałam na karku tegoDeSalvo.Teraz chcę wrócić do siebie, nastawić jakąśrelaksującą muzykę i położyć się z nogami do góry.Jacksonotworzył szerzej drzwi.- No to chodźmy.Odprowadzę cię.Idąc przezdziedziniec, nagle uświadomiła sobie, że jak tylko Nickprzejrzy zawartość teczki, na pewno do niej zadzwoni.Albozjawi się, tak jak obiecał.I wcale nie będzie mu chodziło o to,żeby z nią pobyć sam na sam [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum