[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.yle się czuła w tej sytuacji, a jednocześnie niemogła opanować fali czułości, która ogarniała ją, ilekroć spojrzała na Raya.Współczuła mu z powodu tego, co wycierpiał podczas zamachu i pózniej.163 Rozumiała jego chęć zemsty za śmierć kobiety, którą kochał.Był bardzo zraniony ibardzo samotny w swoim bólu, a jednocześnie zbyt dumny, żeby przyjąć pomoc odinnej ludzkiej istoty.Jane bardzo chciała mu pomóc.Musiała mu pomóc, także zewzględu na siebie.Nie odrzucaj innych, Ray, myślała.Nie odrzucaj mnie.Przecieżspała z nim.Krew napływała jej do twarzy, ilekroć przypomniała sobie tę chwilę,kiedy obudziła się poprzedniego dnia i nie zastała go obok.Spała z nim, dotykałacałego jego ciała, otworzyła dla niego swoje ciało i duszę.Zaufała mu.Nawet zAlanem nigdy nie dała tak się ponieść, nawet przy Alanie nie czuła się takswobodnie.Nie znała dotąd takiego zapomnienia.Dlaczego właśnie Ray? Dlaczegowłaśnie teraz? Zapomnijmy o tym, co się stało, powiedziała mu.Akurat.Miałabyzapomnieć o jednej z najistotniejszych rzeczy, jakie zdarzyły się w jej życiu?Spojrzała spod oka na profil Raya: ciemne zmarszczone brwi, zapadnięte policzki.Czy widziała kiedyś uśmiech na jego twarzy? Czy on się kiedykolwiek uśmiecha?Wybrała fotel przy oknie, Ray usiadł od strony przejścia.Dzieliło ich więc jednopuste miejsce.Jane patrzyła przez okno na surową ziemię w dole.Lecieli napomocny wschód od granicy dzielącej Kalifornię od Nevady i krajobraz stawał sięcoraz bardziej skalisty, pusty, martwy, prawdziwie księżycowy.Tylko zbocza górbyły lekko przysypane śniegiem.Oparła brodę na dłoni i zaczęła się przyglądać odbiciu głowy Raya w szybie.Wporządku, przespała się z nim, pozwoliła sobie na małą przygodę.Jak to o niejświadczy? Trzydzieści sześć godzin temu przysięgłaby, że ciągle kocha Alana.Może zresztą go kocha.Może przespała się z Rayem, żeby odpłacić Alanowipięknym za nadobne? Ale nie wierzyła w to.Ray może uważać, że zemsta tosposób na poradzenie sobie z bólem, ale ona jest innego zdania.Dlaczego więcposzła z nim do łóżka? Bo czuła się samotna? Bo potrzebowała chwili zapomnieniapo wielu dniach życia w napięciu? Tak, to wydawało się bliższe prawdy.Westchnęła i zobaczyła, że spojrzał na nią przelotnie, po czym wrócił do lekturyczytanego właśnie dokumentu.164 A może otworzyła się przed nim, ciałem i duszą, z głębszych powodów?Natychmiast odrzuciła tę myśl.Są ludzie, którzy wierzą w miłość od pierwszegowejrzenia, ale ona do nich nie należy.Znowu westchnęła.Tym razem nie oderwał się od lektury.Równie dobrzemogłoby jej tu nie być.Na lotnisku w Salt Lake City powitał ich urzędnik biura szeryfa, który przyjechał,żeby zawiezć ich do kwatery, gdzie mogli pożyczyć samochód.Nazywał sięFairchild Smith, był jasnowłosy i bardzo młody.Jechał tak ostrożnie, jakbypierwszy raz prowadził samochód.Dzień był słoneczny i bardzo mrozny.Salt Lake City leży na równinie u stópWasatch National Forest.W dali lśniła tafla Great Salt Lake, a na wzgórzu wznosiłsię biały Mormon Tabernacle, główny punkt miasta, przypominający Janedekorację na torcie weselnym - piękny i trochę nierealny.- Dziękuję, panie Smith - powiedziała, kiedy zatrzymali się przed kwaterą.- Proszę bardzo, panno Russo - odparł młodzieniec, czerwieniąc się po same uszy.Szeryf czekał na nich w biurze.Był to wysoki starszy mężczyzna, tuż przedemeryturą.On także nazywał się Smith.Donald Smith.Jane przypomniała sobie, żewielu mormonów nosi to nazwisko.Założycielem Kościoła Zwiętych Dni Ostatnichbył Joseph Smith.Szeryf był uprzejmy, ale starał się chronić prawa Lisy Turchelli.Jane musiałaużyć całej swojej siły perswazji, żeby pozwolił im jeszcze raz przesłuchaćdziewczynę.Przypomniała mu nawet o sprawie niesławnego Teda Bundy, którygwałcił i mordował w Utah i Colorado, i prawie się wymknął wymiarowisprawiedliwości.Ale jednej z dziewcząt udało się ujść z życiem.Mieszkała w Utah.- Mam nadzieję, że Lisa wie coś, co stanie się przełomem w tej sprawie -tłumaczyła Jane.- Gdyby Jennifer Weissman żyła.Nie musiała mu przypominać, że Jennifer Weissman również pochodziła z Utah.- Cóż - powiedział w końcu szeryf.- Możecie jeszcze raz spróbować z Lisa.Ale165 nie męczcie jej.Jane kiwnęła głową.Szeryf pożyczył im nieoznakowany samochód.Ray usiadł za kierownicą, a Janerozłożyła na kolanach mapę.Ray jechał zgodnie z jej wskazówkami, ale cały czas milczał.- U szeryfa nie odezwałeś się ani słowem.- Hm, czasem od razu wyczuwasz lokalną atmosferę, jak tylko wejdziesz dopolicyjnego biura.- Więc pozwoliłeś mnie się tym zająć?- Tak.Kobieca ręka i te rzeczy.- Męski szowinizm.- Oczywiście.Jane nie mogła się powstrzymać od ukradkowego zerkania na jego dłonie,spoczywające teraz na kierownicy.Dłonie, które rozchyliły jej uda, dotykały jejbioder, głaskały jej włosy, pieściły piersi, szyję, brzuch.Na szyi i piersiach ciąglemiała ślady jego pocałunków.Czy on też ciągle czuje na sobie jej dotyk? A możebyła dla niego tylko chwilową odskocznią, niczym więcej poza anonimowymciałem?Wstydziła się swojej słabości.Dlaczego pociągali ją mężczyzni pokroju Raya?Czyżby była masochistką?A fakt, że zgodziła się pomóc w sprawie Northwest Bombera, tylko pogorszyłsytuację.Dlaczego w ogóle wtrąca się w nie swoje sprawy?Wyjechali z miasta w Little Cottonwood Canyon i dalej, na dwupasmową szosę,która prowadziła między stromymi górami do położonego na wysokości dwu i półtysięcy metrów Snowbird.Na zboczach pośniętych rzadkim sosnowym lasem leżałśnieg.Przy drodze stały znaki ostrzegające przed niebezpieczeństwem lawin.- Będziemy mieć szczęście, jeśli nie zacznie padać - powiedziała Jane.- Kiedyryzyko zejścia lawin wzrasta, tę drogę często zamykają.166 - Jeżeli zamykają drogę, to jak ludzie dostają się na górę, żeby jezdzić na nartach?- Po prostu nie jeżdżą wtedy na nartach.Cały kurort jest wtedy zamknięty.Minęli kilka parkingów pełnych samochodów i turystów.Dolina rozszerzyła się, apo obu stronach drogi pojawiły się pierwsze zabudowania.Ośnieżone zbocza byłypełne narciarzy.- Jak się nazywa to osiedle? - spytał Ray, kiedy podjechali pod tablicę ze spisemdzielnic.- Lupine - odparła.- Wydaje mi się, że jest trochę dalej.- I chcesz tak po prostu zapukać do jej drzwi? A jeśli nie ma ich w domu? Jeśli sąna nartach?- Wiedzą, że przyjadę.- Ale nie wiedzą, że chcesz rozmawiać z Lisa.- Wszystko będzie dobrze, Ray.Zaufaj mi.Zaufaj mi, powiedziała.Ale on nigdy jęknie zaufa.Choć ona mu zaufała.Zapragnęła nagle obecności Alana.Potrzebowała jego spokoju, mądrości,zrozumienia, kiedy coś jej się nie udało albo obudziła się z koszmarnego snu, albonie potrafiła przelać na papier twarzy człowieka, który ją zgwałcił.Boże, takbardzo za nim tęskniła [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum