[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Odwrócił głowę i cofnął się ku ścianie, jakby chciał wcisnąć się w nią, ażeby zejść im zoczu.Jill przyłożyła rękę do bąbli i znowu zaczęła płakać. Chwileczkę, Rozamundo  odezwał się Will.Spojrzała na niego, opierając trzymaną w ręku szczotkę o poręcz łóżka. To ja muszę ciebie prosić, żebyś się ze mną czasem przespał, a Miła Jillprzyjeżdża na jedną noc i zaraz ją bierzesz! Przecież nie jest ładniejsza ode mnie.Nie przychodziło mu nic do głowy.Nie mógł wynalezć ani słowa odpowiedzi.Onajednak patrzała na niego uporczywie i wiedział, że musi coś powiedzieć, zanimRozamunda uczyni następny ruch. Przecież jeden raz nie szkodzi, no prawda, Rozamundo? Jeden raz! Zawsze to samo.Jak cię zapytam, dlaczego coś zrobiłeś, mówisz, żeto tylko raz.Miałeś po razie każdą dziewczynę w mieście.To jest to samo co sto razy.Nigdy nie pomyślisz, co ja czuję, kiedy się szwendasz z jakąś dziewuchą, z którą w ogólenie powinieneś się zadawać, a ja tu siedzę w domu i głowę sobie łamię, gdzie jesteś i corobisz?Odwrócił głowę na tyle, by kątem oka zerknąć na Jill. Może to dlatego, że ona jest z Georgii, Rozamundo.Tak, chyba dlatego. To żadne wytłumaczenie.Nawet nie potrafisz czegoś wymyślić.Ja też jestem zGeorgii, a przynajmniej byłam, póki nie wyszłam za ciebie i nie przeniosłam się tu, doKaroliny.Will zerknął na Pluta, ale ten najwyrazniej nie miał żadnego godnego uwagipomysłu.Wpatrywał się tępo w Willa.43  Kochanie  rzekł potulnie Will. Takem ją tylko pomacał i trochę pocałował,a potem anim się połapał, jak już musiałem.Ale nie chciałem zrobić nic złego.No, itak to się stało. Gdybym tu miała kij od baseballu, tobym ci pokazała  odrzekła Rozamunda.Will zaczynał odzyskiwać nieco ufności w swoją zdolność przekonywaniaRozamundy.Już się nie bał i wiedział, że potrafi odebrać jej szczotkę, gdyby znówchciała go zbić. Słuchaj, Rozamundo  powiedział. Taka dziewczyna jak Miła Jill nie możesię gdzieś pokazać, żeby ktoś zaraz nie dobierał się do niej.Już taka jest od samegopoczątku.Rozamunda uczyniła ruch, jak gdyby chciała znowu obić ich szczotką, ale zamiasttego obróciła się i podbiegła do komody stojącej nieopodal kąta, w który wcisnął sięPluto.Szarpnęła szufladę i wyciągnęła z niej mały rewolwer z kolbą okładaną masąperłową.Przyskoczyła do łóżka, trzymając broń w wyciągniętej ręce. Rany boskie, Rozamundo!  ryknął Will. Rozamundo, kochanie moje, nierób tego!Jill podniosła głowę znad poduszki akurat w porę, by spostrzec odwodzony kureki usłyszeć jego szczęknięcie.Will siadł na łóżku, przyciskając do piersi poduszkę. Jeżeli cię pokiereszuję, to ci to zejdzie, ale jak cię zastrzelę, to już zostanie! Kochaneczko  zaczął ją błagać. Połóż to, a już więcej nie zrobię nic złego.Jak Boga jedynego kocham, nie zrobię.Jakby mnie która dziewczyna namawiała, wrzucęją do potoku.Przysięgam ci na Pana Boga, że póki życia, więcej tego nie będzie,Rozamundo, moje kochanie.Rozamunda pociągnęła za cyngiel i pokój wypełnił się białym dymem.Mierzyła wnogi Willa, ale chybiła.Will rzucił się do niej, usiłując wyrwać jej mały rewolwerek.Rozamunda strzeliła po raz drugi.Kula przeleciała między nogami Willa, który zląkł sięśmiertelnie.Zerknął w dół, czy nie jest trafiony, ale bał się przyglądać dłużej.Pognał dookna i wyskoczył na dwór, lądując na ręce i piersi.W sekundę po dotknięciu ziemi byłjuż na nogach i zniknął za węgłem.Kobieta z sąsiedniego żółtego domku fabrycznego podbiegła do okna i wytknęłaprzez nie głowę.Ujrzała Willa, który co sił w nogach pędził nago przez podwórko, apotem ulicą.Kiedy zniknął jej z oczu, obejrzała się na Rozamundę, która stała w oknie,trzymając w drżącej dłoni okładany masą perłową rewolwerek.44  Czy to Will Thompson?  zapytała kobieta.Rozamunda wychyliła się z okna i wyjrzała na ulicę. Gdzie on poleciał?  spytała. A o, tamtędy  odparła kobieta, nie mogąc dłużej powstrzymać się od śmiechu. To coś nowego, żeby Willa Thompsona ktoś wypłoszył z własnego domu, no nie?Muszę opowiedzieć Charliemu, jak wróci.Skona ze śmiechu, kiedy to usłyszy.No i żeWill Thompson był goły jak święty turecki.To ci dopiero heca!Rozamunda cofnęła się do pokoju, schowała rewolwer i zatrzasnęła szufladę.Potem usiadła na krześle i rozpłakała się.Pluto nie miał pojęcia, co począć.Nie wiedział, czy iść za Willem i sprowadzić go zpowrotem do domu, czy zostać i próbować uspokoić Miłą Jill i Rozamundę.Jill jużtrochę ochłonęła i nie płakała tak głośno, natomiast Rozamunda zalewała się łzami.Pluto pochylił się i pogładził ją po dłoni.Rozamunda odtrąciła jego rękę i rozpłakała sięjeszcze histeryczniej.Wobec tego Pluto doszedł do wniosku, że najlepiej będzie chwilowonic nie robić.Usiadł na powrót i czekał.Niebawem Rozamunda wstała i podbiegła do łóżka, na którym leżała siostra.Rzuciła się na posłanie, porwała Jill w ramiona i znowu wybuchnęła płaczem.Leżałyprzy sobie, pocieszając się wzajemnie.Pluto patrzał na to z niedowierzaniem; spodziewałsię, że skoczą sobie do oczu, zaczną wydzierać włosy, drapać się paznokciami i wyzywaćod ostatnich.Tymczasem nie robiły nic podobnego.Obejmowały się wzajemnie i razempłakały.Pluto nie mógł pojąć, dlaczego Rozamunda nie usiłuje zastrzelić Jill, a jużprzynajmniej, dlaczego się na nią nie gniewa.Przypatrując im się w tej chwili, niewyobrażał sobie, jak Rozamunda mogła uczynić to, co zrobiła przed paru minutami.Obie zachowywały się teraz niczym ofiary wspólnego cierpienia.Kiedy Rozamunda już prawie przestała szlochać, usiadła na łóżku i popatrzała nasiostrę.Czerwone placki na pośladkach Jill wciąż pulsowały przenikliwym bólem, toteżdziewczyna nie mogła położyć się na wznak.Rozamunda delikatnie dotknęła pręgczubkami palców, jak gdyby mogła w ten sposób złagodzić nieco ból [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum