[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ozna-czało to dla mnie możliwość powrotu do domu.Tęskniłem do niego rozpaczliwie,choć nie czekało mnie tam nic, prócz nudnego prowincjonalnego życia.Nie zale-żało mi tak naprawdę na %7łmijowych Pagórkach, a na Płowym.To do niego wy-rywało się moje serce i to z jego powodu miałem wyrzuty sumienia.Nie był jużnajmłodszy.Potrzebował mojej pomocy i towarzystwa.Zwłaszcza podczas po-ry deszczowej, gdy szare godziny wlokły się, jakby ktoś je specjalnie rozciągał,a dach prowadził ze swym właścicielem spokojną wojnę, przeciekając co rusz.Każdego roku w innym miejscu.Z drugiej strony okropnie nie chciało mi się opuszczać Jaszczura, który stał siędla mnie drugim domem.Lubiłem tu wszystkich i czułem, że jestem lubiany, a to,wierzcie mi, niemało.Idealnie byłoby, gdyby to Płowy przeniósł się na SmoczyArchipelag.Spodziewane przybycie kuriera dawało też do myślenia Słonemu.Wydawałomi się, że nie bardzo się z tego cieszy.Okazało się ze mam rację.Pewnego razu,gdy byliśmy sami, zaproponował mi coś niesamowitego.Miał zamiar oszukaćKrąg.Wstrząsnęło to mną do głębi.Mówca Słony był odstępcą i na Jaszczurze zna-lazł się nie tylko z powodów rodzinnych.Nie darzył starszyzny Kręgu szczególnieciepłymi uczuciami, a tamci odpłacali mu tym samym. Popatrz na to wszystko  Słony zrobił zamaszysty gest, wskazując na stosyksiążek Strażnika Słów.  Jeśli Krąg położy na tym rękę, nigdy nie dowiem się,co zawierają.Całe to bogactwo zniknie w czeluściach biblioteki Zamku, a dostępdo niego będą miały jedynie gryzipiórki spod znaku żółwia. Nie wierzę.Mylisz się, Słony.To przecież jest wspólne.Dziedzictwo.Napewno każdy będzie mógł to przejrzeć, jeśli tylko zechce.Słony skrzywił się w uśmiechu na poły smutnym, na poły pogardliwym. Naiwny dzieciak z ciebie.Pewnie wierzysz jeszcze, że Krąg Magów to sto-170 warzyszenie samych szlachetnych, bezinteresownych i wybitnych osobistości.Jateż kiedyś tak myślałem.Rozczarowanie boli tym bardziej, im mocniej się wie-rzyło.Niestety.Miałem ochotę spytać, czym zraził Słonego do siebie Krąg.Nie było to jednakmoją sprawą.A Słony nie dał mi dotąd powodów, bym mu nie miał ufać.Wahałem się.Zachować dla siebie tajemnicę? Ukryć istnienie jaskiń? Co w ta-kim razie stanie się z ocalonym skarbem Strażnika Słów? To, że będzie z niegokorzystać tylko jeden człowiek, miało być uczciwsze od wydania go biblioteka-rzom Kręgu? To odkrycie oznacza dla mnie wejście między mistrzów  zaoponowałemnieśmiało.Słony wzruszył ramionami. Oczywiście, błękit mistrza.To bardzo ważne.Bycie dbłękitnymt to władza,bogactwo, piękne kobiety.Co tylko sobie zamarzysz.Zastanów się, bardzo cięproszę, czy na pewno to jest to, czego chcesz.Dlaczego nie miałbym pragnąć bogactwa? Z pewnością brak zmartwień o co-dzienny kawałek chleba był czymś pożądanym.Władza? Lepiej rządzić, niż byćrządzonym, to oczywiste. Nie masz prawa, Słony, decydować o czymś, czego sam nie odkryłeś stwierdziłem stanowczo, marszcząc brwi.Wycelował we mnie palec jak grot włóczni. Rzeczywiście.I ciekawe, co na to powie Pożeracz Chmur.Jest przecieżwspółodkrywcą, prawda?Tego nie przewidziałem.Pożeraczowi Chmur nie starczało cierpliwości, by razem z nami ślęczeć nadodkrywaniem treści zawartej między skórzanymi okładkami i w sztywnych rol-kach zwojów.Wolał wraz z Jagodą, drugim niespokojnym duchem, penetrowaćwnętrze góry.Razem odkrywali kolejne pomieszczenia, mierzyli korytarze, spo-rządzając pobieżne plany przejść.Odnajdywali naruszone zębem czasu malowi-dła na ścianach, które Pożeracz Chmur przerysowywał starannie, z przyjemnościąoddając się ulubionemu zajęciu.Rysunki te uzupełniały naszą wiedzę, jaką za-czerpnęliśmy z ksiąg, a jednocześnie sprawiały, że przychodziły nam do głównowe pytania.Wyszarzały fresk przedstawiający grupę biesiadników obsługiwa-nych przez piękności o wężowych ogonach zamiast stóp, a także gadziego stworatrzymającego dzidę i niewielką tarczę, wiele wyjaśniał, jeśli chodzi o lamie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum