[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Po raz pierwszy od dawna czuliśmy się jak normalni podróżnicy, a nie jakgnani strachem banici.Poza tym posiadanie jucznych zwierząt całkowicie wyklu-czało podróże poza przestrzenią.Próby czynione przez kastę Wędrowców wykaza-ły, że duże domowe zwierzęta absolutnie nie nadają się do tego rodzaju wypraw.Konie nagminnie łamały nogi, uderzając o ziemię usztywnionymi kończynami, po-dobnie jak bydło.Drobniejsze posturą owce i kozy rzadziej doznawały obrażeń,za to przestawały jeść i padały w wyniku trwałego urazu.Znacznie lepiej znosiłyskok psy i koty, a już najmniejsze wrażenie robił on na wiewiórkach.Ale komu i poco opłacałby się szybki transport kotów albo wiewiórek?Ja w każdym razie przymierzałem się do skorzystania z usług Myszki lub Wę-żownika, gdy tylko bardziej zbliżymy się do ujścia Mławki  dopływu Enite, któryw górnym biegu przecinał %7łmijowe Pagórki.Dystans, który miałby wtedy do po-konania Wędrowiec, nie wart byłby nawet splunięcia.Tym łatwiej da się namówićktóregoś z nich do odwiedzin w Pagórkach.Na razie pieściłem w myśli ten projekti dziesiątki razy wyobrażałem sobie spotkanie z Płowym.Na pewno go zaskoczę przecież już nie spodziewa się ujrzeć mnie żywego.A poza tym? Ucieszy się czyraczej rozgniewa, że nie dawałem do tej pory znaku życia? Zastanawiałem się też,nad czym teraz pracuje; czy przechowuje jeszcze jakieś moje rzeczy na pamiątkę;a nade wszystko: jak wygląda tajemnicza Wierzba i jej synek Jesion, który za-jął moje lóżko w domu Obserwatora? Nigdy ich nie widziałem, gdyż Płowy nająłWierzbę do prowadzenia gospodarstwa już po moim odejściu do Zamku.* * *Sitowe różniło się od Podzamcza nie tylko wielkością.Widać było po nimhistorię nagłego rozkwitu miasta w ciągu zaledwie dwóch pokoleń.Wszystkiemurowane budynki wyglądały na względnie nowe, ulic było niewiele i krzyżo-wały się pod kątem prostym, tworząc mało skomplikowany układ kraty.Domy,choć zadbane, wyróżniały się krzykliwymi fasadami, pokrytymi jeśli nie kolo-135 rowymi malowidłami, to przesadną liczbą stiuków.Promieniowi te budowle ko-jarzyły się z tęgimi kobietami o zdecydowanie złym guście, obleczonymi w ja-skrawe suknie pokryte straszliwą ilością koronek.Właściciele owych kamienic kupcy i mistrzowie gildii rzemieślniczych  byli zwykle wiernymi odbiciamiswych siedzib.Promień zastanawiał się, jaka też moda w tej chwili panuje w sa-mej stolicy, skoro tutaj usiłowano naśladować ją tak nieudolnie.Podczas ostatniejbytności Zwycięskiego Promienia Zwitu na dworze władcy Lengorchii noszonoatłas w jednolitym kolorze.Modne były rozcięcia rękawów ukazujące jedwabpodszewki.Koronka  wyłącznie przy szyi i mankietach.Zarzucono szarfy narzecz bogato zdobionych pasków z brokatu, a trzewiki zyskiwały coraz dłuższenosy.Damy natomiast sznurowały się gorsetami niemal do połamania żeber i no-siły coraz wyższe nakrycia głowy, chcąc uzyskać figurę kojarzącą się z wiotkim,delikatnym pędem. Ach, ci nowobogaccy!  pomyślał Promień, przyglądając się figurom god-nie rozpartym pod parasolami w otwartych lektykach.Siłą musiał powstrzymy-wać się od pogardliwego wykrzywiania ust  jeszcze któremuś z tych fircykównie spodobałaby się jego mina i nasłałby na niego pachołka z kijem.Najbogatszawarstwa Sitowego nosiła się ze strojnością żaby w zalotach.Najwyrazniej w mo-dzie były watowane ramiona, więc każdy mężczyzna wyglądał jak mniej lub bar-dziej żałosna karykatura krótkoszyjego atlety.Fałdzista materia wierzchniej tuni-ki spływała prosto w dół z kwadratowych barków, bez śladu podkreślenia talii, comoże maskowało wydatne brzuchy, ale jednocześnie rozpaczliwie skracało nogi,bo owa kotara kończyła się tuż nad kostką.Całość przykryta była z góry ma-łym, płaskim kapeluszem, a od dołu zakończona trzewikami o szerokich krótkichnosach i wielkich ozdobnych klamrach [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum