[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Auk jest dziełem sztuki, ale to także most.- Musi być bardzo śliski.- Nie, wcale nie.Nie w tym problem.Ci, którzy narysowali Auk, nie stworzyli balustrady.Lepiejwięc, idąc po nim, trzymać się środka.- Na pewno dochodzi do wypadków.-Tak, to prawda, ale jest ich mniej, niż mogłoby ci się wydawać.Auk ma pięćdziesiąt metrówszerokości, ryzyko jest więc znikome.Camille nie wydawała się do końca przekonana, ale nie odezwała się.Nad brzegiem Pollimage, nieopodal podpory mostu, znajdowało się ładne miasteczko ze starannieutrzymanymi domami.- Cazan, pułapka na głupich! - parsknął Bjorn.- To tak, jakby świadomość wojny tutaj niedotarła.Liczy się tylko interes.Połowa mieszkańców wykonuje tu zawód oberżysty, druga połowasprzedaje pamiątki.Za cenę jednego posiłku mógłbyś zafundować sobie nocleg w pałacu w Al-Jeit. - Nie mów mi tylko, że można tu kupić szklane kulki z miniaturowym Aukiem w środku, na któryspadają płatki śniegu, kiedy się ją odwróci? - zakpił Salim.- Oczywiście, że tak, jak również tuniki z wyhaftowanym napisem w stylu:  Pamiątka z Auku".To takie koszmarne, że na samą myśl robi mi się niedobrze, a w dodatku kosztuje fortunę.Salim wybuchnął śmiechem.- To mnie uspokaja, Bjorn.Na jakimkolwiek żyją świecie, ludzie pozostają ludzmi.- Przebywanie w towarzystwie Camille może i wysubtel-nia twoje myśli, ale nadal masztrudności z wyrażaniem się w jasny sposób - oznajmił Bjorn.- Obawiam się, że nie uchwyciłem sensutwojej wypowiedzi.- W porządku, Bjorn, zapomnij.Nic nie mówiłem.Mimo że było wcześnie, sporo osób przechadzało siępo ukwieconych ulicach Cazanu.Chiam Vite przyglądał się temu ruchowi z ironicznym uśmiechem.Zdawało się, że kpi sobie całkowicie ze zdumionych spojrzeń, którymi obrzucali go przechodnie.Pochwycił jednakże nieme pytanie w oczach Camille i zbliżył się do niej.- Faelsi podróżować po całym Gwendalavirze i większość ludzi już kiedyś spotkać na swejdrodze jednego z nas, ale nie być jeszcze przyzwyczajona.Mnie nie przeszkadzać, że oni patrzeć namnie jak na fenomen.Bardziej zaskoczyć mnie, że twoi towarzysze zaakceptować mnie bez żadnegoproblemu.- Wcale nie wydaje mi się, żebyś bardzo się od nas różnił.- Ty się mylić.Między ludzmi i Faelsami istnieć przepaść.Nasze ciała mieć podobieństwa, alenasze umysły być różne.Zupełnie.My nie rozumować w ten sam sposób.Z bliska Auk był monumentalny.Wznosił się łagodnie ku chmurom, tak szeroki, jak zapowiedział toEdwin, oraz idealnie gładki.Naprawdę wydawał się wykonany z diamentu, i kopyta wchodzących naniego koni zastukały dzwięcznie.W dole Camille widziała błękitną barwę Pollimage, przeświecającąprzez całą grubość mostu.- Mamy szczęście - stwierdził Bjorn.- Czasami jest tutaj taki tłum, że ludzie potrącają się, lądująw wodzie kilkaset metrów niżej i taki tego koniec.A właściwie ich koniec.- Nie słuchajcie go - poradził Maniel. Ten człowiek gotowy jest wymyślić największą bzdurę,żeby wzbudzić zainteresowanie!Kiedy godzinę pózniej dotarli do szczytu Auku, Edwin podniósł rękę i Salim zatrzymał zaprzęg. Chodzcie zobaczyć - zaproponował fechtmistrz.-Warto.Camille i Salim podeszli ostrożnie do krawędzi mostu i stanęli obok mężczyzny, nad brzegiem pustki.Widok był magiczny. Statki żeglujące po Pollimage wyglądały jak łupinki, ale rzeka, nawet gdy patrzyło się na nią z góry,zachowywała całą swą potęgę i majestat.Na tej wysokości wiał silny wiatr i Camille uczepiła sięSalima.- Spokojnie, staruszko.To, że mam ptasi móżdżek, nie znaczy, że umiem fruwać  zażartowałSalim.Uwaga ta wywołała uśmiech na twarzy Camille.Brakowało jej chwil wesołości, które miała wzwyczaju dzielić z Salimem, i obiecała sobie, że postara się je przywrócić.Zejście z Auku odbyło się szybko.Po drugiej stronie mostu leżało miasteczko do złudzeniaprzypominające Cazan.Podróżni przejechali przez nie, nie zwalniając.Dopóki było to możliwe,Camille odwracała się w siodle, żeby popatrzeć na Auk, następnie, kiedy zniknął całkowicie z polawidzenia, skupiła się na drodze, wspominając to, co usłyszała od mistrza Duoma.Merwyn Ril' Avalonoraz rysownicy z Gwen-dalaviru stworzyli Auk, ale także większą część Al-Jeit.Jakie wspaniałości czekały na nich w stolicy?Czy świadomy spoczywającej na nim odpowiedzialności nauczyciel może pozwolić sobie naporównanie pomiędzy Sztuką rysunku, która jest realnie istniejącym zjawiskiem, a magią, która jestwymysłem przeznaczonym dla dzieci? Tak, oczywiście, jeżeli mówi o Merwynie Ril' Avalonie! Elis Mil'Truif, mistrz rysunku Akademii w Al-Jeitinęły jeszcze cztery dni, zanim dotarli do Al-Jeit.Po drodze Camille i Salim po raz pierwszy zobaczyli inne zabudowania poza wiejskimi, gdyżprzejeżdżali teraz przez liczne aglomeracje.Widząc ich zdumione spojrzenia, Edwin zdecydował sięudzielić im kilku informacji: Al-Jeit jest sercem Imperium.Kiedy piętnaście wieków temu ludzie uwolnili się spod jarzmaTs'żerców, przed przystąpieniem do wyzwalania swoich ziem postanowili zbudować stolicę.To tutajskupiło się wszystko, co pozostało z wiedzy człowieka.Jeszcze dzisiaj znaczna część terytoriumImperium jest dzika i mieszkający tam ludzie są pionierami.Sami zresztą na pewno to zauważyliście.To w Al-Jeit kuje się stal, odlewa szkło, studiuje medycynę i gwiazdy.To także W Al-Jeit kształci sięrysowników.W pozostałejczęści Imperium, włącznie z miastami takimi jak Al-Vor, znajdziecie tylko rzemieślników i rolników.Camille słuchała Edwina, rozglądając się równocześnie wokół siebie.Okolica była zaludniona, jednak natura, której prawa uszanowano, zachowała znaczące miejsce.Miasteczka, nawet jeżeli były większe od tych, przez które mieli okazję przejeżdżać do tej pory, nadalbyły na miarę człowieka i nie był rzadkością widok dzikiego zwierzęcia, przebiegającego przez drogęlub wyskakującego z zarośli.Camille westchnęła, myśląc o tym, co ludzie zrobili ze światem, który opuściła [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum