[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Demon uniósł palec i zrobiłdramatyczną pauzę.- Ale nosi szeroki pas.Ogromną rzecz ze złota, którazakrywa mu środkową część tułowia.- Służący kiwnął głową i zatoczyłpalcem koło przed swoim brzuchem.- Niektórzy twierdzą, że ukrywa podnim dawną ranę.Inni mówią, że to tylko wyraz próżności - na przedzie madużą ozdobną twarz, całkiem podobną do jego własnej.Na zewnątrz rozległ się ryk, a Shentob wstał i podszedł szybko donajbliższego wizjera.Po chwili znowu odwrócił się do Treya.- Jeden z zawodników stracił rękę.- Wywrócił oczami i znowu usiadłobok chłopaka. Trey czekał cierpliwie.- Zacząłeś opowiadać o pasie Abaddona?- Och, tak! W pasie są dwie dziury.Mniej więcej tu i tu.- Demon jeszczeraz pokazał na swój brzuch i umiejscowił obie dziury na tej samej wysokościoddalone od siebie o szerokość dłoni.- Dziwne miejsce na dziury, nie sądzisz,Treyu Laporte?Chłopak tylko wzruszył ramionami i nic nie powiedział, ponieważdomyślał się, że każda jego reakcja rozproszyłaby Shentoba.- Abaddon nigdy nie odniósł rany w walce.Niektórzy mówią, że jego poprostu nie da się zranić.- Nie dodajesz mi pewności siebie, Shentobie.Demon zachichotał i pokazał na chłopaka.- Ale Shentob widział Abaddona rannego.O tak, poważnie rannego.Służący zamilkł i spoglądał na chłopaka z iskierką przewrotności w oku.- Przez te dziury? - zapytał Trey.- Widziałeś, jak ktoś zranił Abaddona wtym miejscu?Mały demon podskoczył i klasnął w dłonie uradowany.- Nie ktoś, coś! Ale jak! Czempion mocno ranny.I tylko stary Shentob towidział.- Zgiął palec, przywołując chłopaka do siebie, i wyszeptał: - To byłwypadek.I tam się wydarzył.- Demon pokazał palcem na wizjer.- Był takidemon, który przygotowywał place do walki.Zamiatał je i sprawdzał, czy.ciecz rozlana poprzedniego dnia została zasypana świeżym piaskiem.Robił toz samego rana, nim wstali inni.Któregoś dnia tenże demon, zajęty pracą, niezauważył, że Abaddon nadchodzi z tyłu, i kij jego miotły wpasował się wjedną z tych dziur.- Shentob zakrył usta rękami, by zdusić chichot, jakbyznowu zobaczył tamtą scenę oczyma wyobrazni.- Abaddon zwalił się jakugodzony toporem rzezniczym i ryczał z bólu, trzymając się za brzuch.Hałasbył tak duży, że obudził pozostałych zawodników.Powychodzili ze swoichkwater, by zobaczyć, skąd pochodzi ten zgiełk.Zamiatacz chciał im wyjaśnić,w czym rzecz, lecz Abaddon zerwał się na nogi i po prostu urwał mu głowę,dosłownie.Pozostali zawodnicy za bardzo się bali, aby zadawać jakiekolwiekpytania.Nikt nie rozumiał, co się stało.- Demon zamilkł na moment, apotem dodał szeptem: - Nikt, poza starym Shentobem.- A co jest pod tym pasem?- Abaddon nigdy go nie zdejmuje.- Dlaczego nikomu o tym nie powiedziałeś? Na pewno mógłbyśwykorzystać taką wiedzę na swoją korzyść. - A komu miałby to powiedzieć Shentob? Tej szumowinie, która bije go iopluwa każdego dnia jego podłego życia? Nie.Shentob mówi to tobie, TreyuLaporte.Starego Shentoba obchodzi to, co się stanie z tobą.Demon położył sękatą dłoń na ramieniu chłopaka.Był to nerwowy iniepewny ruch.Trey spojrzał na nieszczęśnika, który wybrał go na swojegoprzyjaciela.Przypomniał sobie, ile razy został zdradzony i oszukany przezistoty cienia.Przypomniał sobie, jak Bubel, ognisty imp, udawałsprzymierzeńca, by potem zaprowadzić go prosto do Moloka.Lecz teraz cośmu mówiło, że Shentob jest szczery.- Dziękuję ci, Shentobie.Dziękuję, że mi pomagasz.30Wreszcie, wyczerpani, musieli przerwać poszukiwania w Naramcasson izaprzestać polowania na Kalibana i Helde.Moriel dała znak pozostałym, by zebrali się na ziemi przy niej i przyLucienie.Wampir rozejrzał się i dostrzegł zmęczenie widoczne na twarzachczłonków grupy poszukiwawczej.Byli potwornie wycieńczeni, do tegoposiniaczeni i poobijani [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum