[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Noc wkoło nich niosła niepokojące wibracje.Gdzieś głęboko w lesie jakieśzwierzę, któremu uciekła zdobycz, głos no dało wyraz swojej złości.Syknęłasowa, warknął wilk.Raven mocno złapała dłonie Monique i z ulgą poczuła, żemoże poruszać nogami.- Chodz.Musimy schować się w środku.Siedz cicho i staraj się nie rzucaćw oczy.Kiedy wróci, będzie kompletnie zaćpany i nieprzewidywalny.Monique pomogła Raven podnieść się na nogi, obejmując ją wpół.- Co zrobiłaś Alexandrowi, kiedy próbował cię skrzywdzić?Niechętnie ruszyła z powrotem w stronę kamiennego domu.- Nic mu nie zrobiłam. Dotknęła sińców na szyi.Alexander wszystkokomplikował.Andre na pewno zauważy te znaki.- Czujesz rzeczy, o których my nie mamy pojęcia  stwierdziła Monique zniepokojem.- To nie jest przyjemny dar.On dziś zabił.Kobietę i dziecko.Wysłałam gotam i wymieniłam wasze życie na ich śmierć.- Nie! Nie masz nic wspólnego z jego decyzjami, tak samo jak mój mąż nieodpowiada za to, co ten potwór zrobił mnie.Alexander wierzy, że znalazłsposób, żeby mnie ochronić.Nie wybaczy sam sobie.Nie bądz taka jak on,Raven.Raven przystanęła na kamiennych stopniach i spojrzała na skąpaną wświetle księżyca okolicę.Zrywał się wiatr, a srebrna poświata księżyca ponuropociemniała.Monique wstrzymała oddech i chwyciła rękę Raven, usiłującwciągnąć ją do domu.Jakaś czerwona plama zaczęła rosnąć, zakryła zupełnieksiężyc.Wiatr przyniósł cichy jęk, który wzmagał się, przeszedł w głośny ryk.Wilk uniósł pysk do splamionego krwią księżyca i ostrzegawczo zawył.Dołączył się drugi.Cała góra złowieszczo zadygotałaMonique odwróciła się na pięcie i podbiegła do męża.- Módl się ze mną, módl się razem ze mną.Raven zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami.- Monique.nie panikuj.Mamy szansę, jeśli uda nam się zyskać na czasie.Alexander popatrzył na nią gniewnie, ramionami opiekuńczo obejmującżonę.Jego dłoń już spuchła i posiniała. - Monique, nie słuchaj jej.Omal mnie nie udusiła, rzuciła mnie na ścianę zniewiarygodną siłą.Ona jest nieczysta.Raven przewróciła oczami z irytacją.- Zaczynam żałować, że nie dysponuję całą tą mocą, którą mi przypisujesz.Znalazłabym jakiś sposób, żebyś nie mógł tyle gadać.- On się boi o nas  odezwała się Monique pojednawczo. Nie można byzdjąć mu tych kajdan?- Spróbowałby zaatakować Andre, gdy tylko się tu pojawi. Ravenwykrzywiła się do Alexandra; traciła już cierpliwość.- W ten sposób tylkoszybciej by zginął.- Zadrżała, kierując przerażony wzrok na Monique. Onnadchodzi.Siedzcie bardzo cicho, nieważne, co się będzie działo.Nieprzyciągajcie jego uwagi.Wiatr za domem wył, dziwnym, smutnym dzwiękiem, który potem ucichł izapanowała nienaturalna cisza.Raven słyszała w tej ciszy bicie swojego serca.Cofnęła się o krok, kiedy z drzwi posypały się drzazgi.Ktoś je wbił do środka.Płomienie świec zamigotały, rzuciły cienie na ściany, groteskowe imakabryczne, a potem światło zgasło.- Chodz, Raven.Musimy stąd iść. Andre strzelił palcami, wyciągając doniej rękę.Twarz wampira poróżowiała od świeżo wypitej krwi.W jego oczachpołyskiwało zło, usta wykrzywiało okrucieństwo.Zmierzyła Andre oskarżycielskim spojrzeniem.- Dlaczego przychodzisz do mnie w takim stanie? Wyjaśnij mi, co tu siędzieje.Rzucił się w jej stronę z niewiarygodną szybkością i Raven w ostatniejchwili uświadomiła sobie, że i ona przecież jest zdolna do takich sztuczek.Poczuła jego gorący, cuchnący oddech, roztaczał odór śmierci.Jego ostre jakbrzytwa szpony rozorały jej ramię, kiedy mu się wywinęła.Wcisnęła się w kątpomieszczenia.- Nie próbuj wymuszać na mnie posłuszeństwa, kiedy wystarczyłobyzwyczajne wyjaśnienie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum