[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Poczuł, że Skyler ulżyło.Oglądała klucz i tuliła go do twarzy, jakby podarował jej cośogromnie cennego.Gabriel wstał.- Twój pokój jest już gotowy, Francs ca przeszła sa- mą siebie.- Zapisał adres naskrawku papieru i wcisnął go w rękę Skyler.Delikatny uśmiech wypłynął na jej usta.- Wiedziałam, że będzie wariowała.- Uśmiech znikł z bladej twarzyczki dziewczynki.-Wierzysz w to, co po- wiedziałam o doktorze? - W głosie Skyler zabrzmiała nuta niepokoju.Gabriel popatrzył na nią ponuro i z powagą.- Wierzę, Skyler.Ja też czuję to samo w obecności doktora Brice'a.Nie martw sięjednak o Francescę.Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby nic złego jej nie spotkało.Skyler przez dłuższą chwilę wpatrywała się w jego twarz, po czym jej rzęsy opadły idziewczynka ułożyła się wygodniej, jakby uspokojona zapewnieniami.Gabriel, który gdy tylko nie spał, zawsze automatycznie skanował otoczenie, wyczuł, żew szpitalu pojawił się Brice.Odszedł od łóżka, kierując się do drzwi.Zatrzymał go jed- nakcichy okrzyk zdumienia.- Co się stało? - spytał ciepło.Skyler wpatrywała się w niego, jakby był duchem.Zaraz jednak się roześmiała, choćzabrzmiało to nieco sztucznie.- Właśnie zdałam sobie sprawę, że przypominasz mi.- Zamilkła.Gabriel szeroko się uśmiechnął.Chłopięco, łobuzersko.- Jakąś gwiazdę rocka? - spytał z nadzieją.Jednak Sky- ler była o wiele bardziejspostrzegawcza, niż się spodziewał.Znów roześmiała się nerwowo.- Niezupełnie, Gabrielu.Przypominasz mi wilka.Du-żego, złego wilka.- Podniosła pluszową zabawkę.- Takiego jak ten.On również się roześmiał, ale wychodząc i machając Skyler na pożegnanie, starał sięwyglądać jak zwykły śmiertelnik.137 ROZDZIAA 14Gospodyni z mężem przyjeżdżają dzisiaj, Gabrielu - oznajmiła Francesca.Siedziałaprzy swoim biurku, zszy- wając kawałki tkanin.Dla Gabriela były to właśnie tylko kawałkimateriału, jednak widział, że Francesca, mimo iż niezbyt skoncentrowana na tym co robi, zlubością przesu- wa palcami po każdym szwie.Gabriel przemierzył pokój i stanął przy niej, pragnąc po- czuć bliskość smukłego ciałaFranceski.- Wiem o tym, ale odnoszę wrażenie, że o czymś mi nie mówisz - rzucił z lekkimrozbawieniem.Był życiowym partnerem Franceski i wystarczyłoby zajrzeć jej do umysłu, bysię dowiedzieć, co ją dręczy.Francesca głęboko nabrała powietrza.Nieświadomie zaczęła gładzić palcami skrawekmateriału.- Aidan poprosił, żebyśmy nie pili ich krwi.Zapadła krótka, lecz bardzo wymowna cisza.Powietrze wypełniła dezaprobata Gabriela.Francesca doskonale go rozumiała.Bardzo niewielu śmiertelników wiedziało o ist- nieniuKarpatian.Gabriel był starożytną istotą, myśliwym niemającym sobie równych, nie liczącjego brata.Zachował życie, ponieważ bardzo starannie ukrywał miejsce swojego spoczynkuoraz dzięki temu, że potrafił się wtopić w ludz- ką społeczność.Karpatianie z łatwością moglikontrolować tych śmiertelników, których krwi skosztowali, jednak Aidan prosił, by w tymwypadku tak się nie stało.Gdyby jakiś śmiertelnik dowiedział się o ich pochodzeniu izamieszkał w ich domu, miałby nad nimi ogromną władzę.Dla Gabriela oznaczało tonarażanie rodziny na ryzyko, ufanie ludziom, których nie znał.- I co sądzisz o tej dziwnej prośbie? Serce Franceski zadrżało.- Gabrielu.- Wypowiedziała jego imię prawie szeptem, rozkoszując się jegobrzmieniem.Od tak dawna była panią siebie, samodzielnie podejmowała decyzje, podobniejak Gabriel, a jednak on uznał za stosowne zapytać ją o zdanie jak prawdziwego partnera.Gabriel uśmiechnął się lekko.Francesca była jego partnerką, jego drugą połową.Jejzdanie liczyło się ponad wszystko.Był ogromnie dumny z jej osiągnięć.Wydawało sięjednak, ze ona nie ma pojęcia, jak wiele dla niego zna- czy.To go zdumiewało.Chciał, żebyspojrzała na siebie je- go oczyma.Jego zdaniem na świecie nie było kobiety, która mogłabysię z nią równać.- Oczywiście, że cenię sobie twoją opinię.Wprawdzie od dawna nie masz kontaktu znaszymi ludzmi, ale jesteś na bieżąco z tym, co się z nimi działo.Udało ci się ukryć własnątożsamość przed tymi, którzy posiadają władzę, oraz przed nieumarłymi nieustannieposzukującymi kobiet naszej rasy.Uważam, że masz większe prawo do oceny tej dziwacznejprośby niż ja.Bo ja przecież przez prawie przez dwa wieki spoczywałem w grobie.- Słyszałam pogłoski, że Aidan nie kontroluje tej rodzi- ny, że nigdy nie wykorzystywałjej do pożywiania się, że da- rzy jej członków ogromnym szacunkiem.Ci ludzie pomagali wpotrzebie również innym osobom naszego gatunku.Nie wszyscy znają nasze sekrety, ale ci,którzy je znają, nigdy nas nie zdradzili.Skoro Aidan zarekomendował dwie osoby z tejludzkiej rodziny, znaczy to, że ufa im bezgranicznie.Mówił, że to syn jego gospodyni.Tenczłowiek zna naszych ludzi już od dłuższego czasu.Co do żony, to dowiedziała się o nas dośćniedawno, ale okazała się lojalna.Jej mąż zapew- niał Aidana, że można jej zaufać.- Nie podoba mi się pomysł, że nie będziemy mieli nad nią kontroli ~ wyznał szczerzeGabriel.- Ten mężczyzna wie o nas od dawna i niejeden raz wykazał się lojalnością, alekobieta w trudnej sytuacji może się okazać wielkim za- grożeniem.Może nas zdradzić.Francesca skinęła głową.- To, co mówisz, to szczera prawda zwłaszcza obecnie, gdy w Paryżu jest Lucian i na138 nas poluje, ale wydaje się, że możemy zachować kontrolę nad sytuacją, monitorując myśli tejkobiety.Jeśli uznamy, że istnieje jakieś ryzyko, bę- dziemy mieli czas, by skontaktować się zAidanem.Słysząc to, Gabriel wysoko uniósł brwi.Francesca od- wróciła twarz, żeby ukryćrozbawienie, jakie ją nagle ogar- nęło.Gabrielowi nie podobał się pomysł, że miałaby konsul-tować się z Aidanem Savage'em w jakiejkolwiek sprawie, a już z pewnością nie w sprawiekogoś z domowników.Gabriel leniwym ruchem wyciągnął rękę i chwycił ją za ramię.- Czy ty się ze mnie śmiejesz? - spytał ciepło, choć w jego głosie słychać też było nutkęirytacji.- Jakżebym śmiała.- Jej ciemne, niemal czarne oczy błyszczały wesoło.Gabriel porwał ją w objęcia.- Owszem, śmiałabyś - szepnął, pochylając swą ciemną głowę do jej kuszącej szyi.Jegousta przesunęły się delikat- nie po gładkiej miękkiej skórze.- A poza tym, czy aż tak bardzojesteś zajęta sprawami tych ludzi, że nie masz czasu zająć się moimi dolegliwościami?Potrzebuję twoich uzdro- wicielskich czarów.Wysunęła ręce do tyłu i otoczyła nimi jego szyję, wtu- lając się w Gabriela tak mocno,że wszyskimi mięśniami przylegał do jej smukłego ciała.Odszukała ustami jego war- gi.Ziemia pod jej stopami zastygła w bezruchu.Na jedną chwilę straciła dech.Ich serca biły wzgodnym rytmie, umy- sły zlały się ze sobą, a dusze połączyły.Francesca stapiała się zGabrielem, jej ciało było miękkie i uległe [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum