[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Podczas sekcji zwłok nie znaleziono jednak aniwody, ani jakiegokolwiek uszkodzenia mózgu.Kilka dni pózniej Anneliese siedziała na swoim krześle obok łóżka.Zmierzchało.Przedmioty w wielkiej sali sypialnej znikały, jakby ociągając się, wciemnościach.Zawsze chwilę to trwało, zanim siostry włączały światło.Anneliese zaczęła odmawiad różaniec.Pora zmierzchu to dobry czas!Dziewczęta szły do świetlicy albo włóczyły się jeszcze trochę po korytarzach doczasu kolacji i nikt Anneliese nie przeszkadzał, kiedy chciała zagłębid się wswoich myślach.W domu o tej porze wszyscy razem odmawiali w kuchniróżaniec.Nawet tata był z nimi.Czuło się wtedy bardzo bezpiecznie.Przesuwałapaciorki pomiędzy palcami i próbowała wejśd w ten szczególny nastrój: Zdrowaś Maryjo, łaskiś pełna.owoc żywota Twojego..Nastrój pogłębiał się,jakby zbliżał się na palcach:  Zdrowaś..Nastrój nasilał się, był potężniejszy niżwtedy, w domu.Zaczęło jej pulsowad w policzkach, a usta zaczęły nieco drżed. Zdrowaś Maryjo.Zdrowaś Maryjo..Modlitwa dobiegła kooca.Położyła ręcena kolana, nie wypuszczając różaoca.Wszystko było tak inne dzisiejszegowieczoru.Słodycz, tak, to było jedyne odpowiednie słowo, nieznana do tej porysłodycz nakazała jej śpiewad w duszy. Jestem dzwonem - przyszło jej na myśl;rozbrzmiewam na chwałę Matki Bożej.dzwon.dzwon..Popatrzyła przez okno, jak gdyby chciała sprawdzid, czy ta nadziemskasłodycz nie przeniknęła czasem z zewnątrz.Góry? Jakie osobliwe! Do tej porynie zauważyła, że góry były tak urzekająco piękne.Wierzchołki błyszczały wzłocie i różu, a srebrne wstęgi fruwały w błękitnej głębi wieczoru. Co się z nią dzieje? - usłyszała nagle.W ogóle nie zauważyła, żedziewczęta wróciły, i że włączono światło. Co robiłaś? Głosy były bardzogłośne, dużo głośniejsze niż zazwyczaj. Ot, modliłam się. Tak, to widad.Ale co się dzieje z twoimi rękami?50  Z moimi rękami? Tak, z twoimi rękami.Przyglądałyśmy się tobie.Tak, jakbyś miała jakiśskurcz lub coś podobnego.Jakby kot wyciągał swoje pazury.Anneliese spojrzała na swoje ręce leżące na kolanach.Trzymały nadalróżaniec i także on prześwietlony był nadzwyczajnym pięknem.Na swoichrękach nie zobaczyła nic szczególnego. Tak, jakbyś miała łapy! Gadacie bzdury, same o tym wiecie! Moje ręce wyglądają tak, jakzawsze. A twoje oczy? - powiedziała ta, która stała najbliżej Anneliese. Sądziłam, że masz niebieskie.A są całkiem czarne. Ach, skoocz już wreszcie! - Anneliese śmiała się.Ciągle jeszczeodczuwała tę słodycz, która ją otaczała jak delikatny zapach.Nieważne, żedziewczyny żartują sobie z niej, nie pozwoli sobie tego zepsud.Ale jednakwstała i podeszła do lustra wiszącego nad umywalką.Dziewczyny miały rację.Jej oczy były rzeczywiście dużo ciemniejsze niż zazwyczaj, były tak ciemne,jakby patrzyła w głęboką studnię w wiosce babci Frg.Ale to, co ją jeszczebardziej uderzyło, to była jej twarz.Była zaróżowiona, wyglądała dobrze izdrowo. Szkoda, że lekarz nie może mnie teraz zobaczyd - pomyślała.- Jeszczedzisiaj wieczorem wysłałby mnie do domu.A do dziewcząt powiedziała: Głupie wszystkie jesteście.Dobre samopoczucie pozostało do następnego dnia. To z pewnościąMatka Boża, ona chciała mi pomóc , myślała z wdzięcznością.Modlitwawczorajszego wieczoru była taka szczególna.Jak gdyby Matka Boża samaosobiście była przy niej obecna.Czy przyroda nie pałała od Jej obecności i czywszystko nie było przemienione przez Jej piękno? Jak chętnie porozmawiałaby zkimś o swoim przeżyciu, ale musiała zaczekad, aż zwolnią ją z sanatorium iwróci do szkoły.We wtorek rano, 16 czerwca, kiedy Anneliese akurat myła sobie zęby,przyszła pielęgniarka. Ubierz się panienko, jedziesz dzisiaj do Kempten. Ja? Apo co? [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum