[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.I wła śnie pod tym ką tem za mie rzam opo wie dzieć wam tę sce -nę, dla te go pro szę, by ście mnie nie ob wi nia li za moją pro za tor ską nie zdar ność i roz bieżno ści, któ renie wątpli wie do ce ni cie w mia rę roz wo ju wy da rzeń i ujaw nia nia się ich ko re la cji w cza sie.Na po cząt ku po otwar ciu drzwi, kie dy An drew zro bił kil ka kro ków w głąb po ko ju, nie zro zu miałtego, co zo ba czył, czy może do kład niej: od mó wił za ak cep to wa nia tego, co wi dzi.W tym cza sie, krót -kim i wiecz nym za ra zem, jak już to so bie po wie dzie li śmy, mło dzie niec utrzy mał się przy zdro wychzmy słach, choć w ja kimś za ka mar ku umy słu, któ ry wciąż funk cjo no wał, za czy na ła kieł ko wać pew -ność, że wi zja, jaką ma przed sobą, za bi je go, po nie waż nikt nie zdo łał by sta nąć przed czymś ta kim ipo zo stać ży wym, a przy naj mniej nie w peł ni ży wym.A pa trzył  po wiem to bez ogró dek  na Ma rieKel ly, któ ra jed no cze śnie była sobą i nie była, po nie waż trud no się zgo dzić z tym, że było nią to, cole ża ło na łóż ku wśród licz nych roz bry zgów krwi zna czą cych po dusz kę i po ściel.Tego, co An drew za -stał w po ko ju, nie był w sta nie po rów nać z ni czym, co zda rzy ło mu się wi dzieć do tej pory, jako żepo dob nie jak większość lu dzi ni g dy nie miał do czy nie nia ze skru pu lat nie za szlach to wa nym czło wie -kiem.I kie dy w koń cu jego umysł przy jął do wia do mo ści, że  cho ciaż w swo im przy jem nym ży ciu,wy peł nio nym wiej ski mi przy ję cia mi i dro gi mi ka pe lu sza mi, nie zna la zł by pod po wie dzi, co wła śnieoglą da  stoi oto przed zręcz nie roz pła ta nym tru pem, nie miał na wet cza su, aby po czuć od po wied niąw ta kiej chwi li od ra zę czy mdło ści, po nie waż przyjąw szy do wia do mo ści, co wi dzi, nie mógł unik -nąć łań cu cha okrop nych de duk cji, któ re do pro wa dzi ły go do nie unik nio ne go wnio sku, że to znisz czo -ne przez nóż cia ło musi na le żeć do jego uko cha nej.Rozpru wacz  po nie waż to mo gło być tyl ko jegodzie ło  po ciął jej skó rę na twa rzy, czy niąc ją nie do roz po zna nia, lecz An drew, choć bar dzo go ku si -ło, by ode przeć tę myśl, nie mógł za prze czyć, że są to zwło ki Ma rie Kel ly.Wy pie ra nie tego ze świa -do mo ści by ło by zbyt dzie cin ne, nie mó wiąc już o tym, że nie prak tycz ne: z po wo du wiel ko ści i wy glą -du, a nade wszyst ko z po wo du miej sca, w któ rym się znaj do wał  to cia ło nie mo gło być ni czy jeinne.Prze peł nił go wów czas ból, oczy wi ście ból strasz ny i okrut ny, ale bę dą cy tyl ko bla dym od bi -ciem tego, któ ry miał się po ja wić z cza sem, po nie waż te raz był osła bio ny za mro cze niem, w któ rym wciąż tkwił, i za pew ne to go chro ni ło.Upew niw szy się, że ma przed sobą zwło ki uko cha nej, zmu siłsię, kie ro wa ny swe go ro dza ju lo jal no ścią wo bec zmar łej, by po słać temu kosz ma ro wi czu łe spoj rze -nie, ale prze ko nał się, że nie po tra fi na tę oka le czo ną twarz pa trzeć ina czej niż z od ra zą, zwłasz cza żespo mię dzy strzę pów skó ry wy zie rał prze sa dzo ny, ma ka brycz ny uśmiech czasz ki.Ale czyż ta czaszkanie była osta tecz nym ce lem jego na miętnych po ca łun ków? Jak mógł ją te raz od py chać? To samo do ty -czy ło cia ła, któ re czcił pod czas tylu nocy, a któ re te raz, po nie waż zo sta ło roz pła ta ne z góry na dół ina wpół oskó ro wa ne, bu dzi ło w nim od ra zę.Ta re ak cja zwró ci ła jego uwa gę na fakt, że w ja kiś spo -sób owo cia ło prze sta ło być jego uko cha ną, mimo że było stwo rzo ne z tych sa mych ma te ria łów, po -nie waż Rozpru wacz, pcha ny żą dzą spraw dze nia, jak jest zbu do wa ne od we wnątrz, zre du ko wał je dozwy kłe go mię sne go opa ko wa nia, odzie ra jąc z czło wie czeń stwa.Po tej ostatniej re flek sji mło dzie -niec, mio ta jąc się mię dzy fa scyna cją a prze ra że niem, za czął ana li zo wać kon kret ne szcze gó ły, ta kiejak ciemno brą zo wa bry ła, któ rą miał mię dzy sto pa mi, przy pusz czal nie wą tro ba, czy pierś spo czywa -ją ca na noc nym sto li ku, któ ra za gu bio na da le ko od swe go nor mal ne go miej sca mo gła by spra wiaćwra że nie mięk kie go pącz ka, gdy by nie wień czył jej fio le to wy su tek.Wszyst ko zda wa ło się po ukła da -ne z nie zwy kłą sta ran no ścią zdra dza ją cą prze ra ża ją cy, kosz mar ny spo kój, z ja kim za bój ca kon ty nu -ował swe dzie ło.Co gor sza pa nu ją ce w po ko ju cie pło, któ re An drew wła śnie za uwa żył, su ge ro wa ło,że ten su kin syn po zwo lił so bie na wet do brze na pa lić w pie cu, żeby pra co wać w na grza nym po miesz -cze niu.Mło dzie niec za mknął oczy: dość się już na pa trzył.Nie chciał wie dzieć nic wię cej.Prócztego, że mor der ca po ka zał mu, jak wiel kie okru cień stwo i obo jęt ność wo bec bliz nich może się kryćw czło wie ku, ja kich okro pieństw moż na się do pu ścić, je śli się dys po nu je cza sem, wy obraz nią i po -rząd nym no żem, dał mu rów nież lek cję ana to mii  okrop ną i brutal ną, po nie waż An drew po razpierw szy był oto świa dom, że ży cie, praw dzi we ży cie, nie ma nic wspól ne go ze spo so bem, w jakispę dza my swo je dni, z usta mi, któ re ca łu je my, z me da la mi, któ re nam im po nują, czy z bu ta mi, któ rena pra wia my.%7ły cie, praw dzi we ży cie, pły nie w na szym wnę trzu spo koj nie, ni czym pod ziem na rze ka,jak ukrad kiem do ko nu ją cy się cud, któ re go je dyny mi świad ka mi są chi rur dzy i le ka rze są do wi, a tak -że ten bez li to sny za bój ca, po nie waż tyl ko oni wie dzą, że osta tecz nie kró lo wa Wik to ria i naj nędz niej -szy lon dyń ski że brak są tym sa mym: skom pli ko wa nym me cha ni zmem zło żo nym z ko ści, na rzą dów itka nek, na pę dza nym bo żym tchnie niem.Oto szcze gó ło we roz pa trze nie tego, cze go do świad czył An drew w tych kró ciut kich chwi lach, gdytkwił przed cia łem Ma rie Kel ly, cho ciaż z opi su mo gło by się wy da wać, że na przy glą da niu się jejspę dził go dzi ny, a i tak nie był tego wszyst kie go pe wien.Wresz cie w mgłę bólu i obrzy dze nia, któ rago w koń cu ogar nę ła, wdar ło się po czu cie winy, po nie waż An drew z miej sca wziął na sie bie od po -wie dzial ność za tę śmierć.Mógł prze cież dziew czynę oca lić, lecz przy był za póz no.Taka była cenatchó rzo stwa.Za wył z wście kło ści i bez sil no ści, gdy so bie wy obra ził swo ją uko cha ną pod da ną temuokrutne mu ćwiar to wa niu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum