[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Najgorsze, co ją czekało, to zrobienie porządku w kuchni.Pełno w niej było ogrodniczych narzędzi, które z różnychpowodów nie mogły się znalezć w szopie czy foliowychtunelach.Paulina wybrnęła z kłopotu, gromadząc w jednymrogu kuchni wszystko, co nie mogło być przydatne w gotowaniu: napakowała tam tyle różności, ile tylko zdołałaupchać, i całość przykryła spłowiała indyjską narzutą.Naszczęście nie spodziewała się innych gości, oprócz Janey,57 Williama i Kitty, ci zaś dobrze ją znali i choć mieli wielepowodów, by ją kochać, na pewno żaden nie dotyczył jejzdolności kulinarnych.Kitty obiecała przynieść sherry naaperitif i wino.Można się było spodziewać wysokogatunkowych trunków, gdyż Kitty nie podzielała opinii Pauliny, iżdobre wino to tanie wino.Pieczeń jagnięca cudownie pachniała, Paulina naszpikowała ją bowiem gałązkami rozmarynu i ząbkami czosnku.Kiedy potem pokroi jagnięcinę w plastry, będzie wyglądałajak na obrazku w książce kucharskiej i nabierze typowośródziemnomorskiego smaku.Wysprzątała salon, ostrą miotełką oczyściła nieco jużwytarte i spłowiałe dywany przykrywające podłogę.Niepomyślała jednak, że unoszący się z dywanów kurz opadniez powrotem nie tylko na nie, ale i na wszystkie pozostałerzeczy.Nie kupiła odkurzacza, bo była przekonana, że jestpotrzebny jedynie tam, gdzie na podłodze leży na stałeumocowana wykładzina.Dopiero przy tym sprzątaniu uzmysłowiła sobie, że warto by poszukać odkurzacza wśród okazji" sprzedawanych z bagażników samochodowych.Rękawem starła kurz z półki nad kominkiem, po czympobiegła do ogrodu, by narwać póznych astrów i chryzantem.Olbrzymi bukiet pięknie prezentował się w miedzianymdzbanku, który jej zdaniem wyglądał lepiej - a w każdymrazie subtelniej - pokryty śniedzią.Dłuższą chwilę się zastanawiała, jak usadowić czworo ludziwokół małego stołu z trójdzielną płytą, opuszczaną po bokach.Zależało jej na tym, żeby nikt nie siedział z nogą od stołumiędzy kolanami, co na pewno nie było eleganckie.W końcuudało jej się ten problem rozwiązać z takim tylko zastrzeżeniem, że William zgodzi się kolanem przyciskać jedną stołowąnogę.Miała też nadzieję, że chłopiec nie wezmie jej za złe, żew tym gronie będzie jedynym mężczyzną.Nie miała wątpliwości, że on doceni urodę Janey, dziewczyny o wspaniałych włosach, zielonych oczach i szerokichustach.W porównaniu z Kitty - bardzo piękną, lecz przecieżzbliżającą się do dziewięcdziesiątki - i z nią samą - mogącąod biedy ujść, ale starszą od Williama i sprawującą funkcję58 jego szefowej - Janey po prostu błyszczała urodą i młodością.A o to właśnie chodziło.W misce do mycia naczyń, zazwyczaj służącej Paulinie zapojemnik do kiełkowania nasion grochu, teraz znajdował sięabsolutny misz-masz; było tu wszystko, co miała w ogrodziei w tunelach: brokuły, kalafiory, szpinak, boćwina, kardyi lebiodka, a więc to, co mogła znalezć i co przypominałozieloną jarzynę.Kitty często się nad tym zastanawiała i głośno wyrażałaswoje zdziwienie, że Paulina, będąc bardzo utalentowanąogrodniczką, jest jednocześnie zupełnym beztalenciem kulinarnym.Ona sama, w czasach, kiedy jej jeszcze na tym zależało,doskonale gotowała.Uważała, że jeśli człowiek zadał sobie tyletrudu, aby wyhodować warzywa, powinien też zadbać o to, bysię one w jak najlepszej formie pokazały na stole.Paulina w zupełności się z nią zgadzała, ale ponieważ przeważnie jadła potrawy surowe lub naprędce usmażone, przerażała ją myśl, że miałaby ugotować więcej różnych jarzyn i żewszystkie miałyby być gotowe w tym samym czasie.Miałacichą nadzieję, że się Kitty zlituje i zajmie ich przygotowaniem.Na wypadek, gdyby tego nie zrobiła, Paulina zaopatrzyła sięw marchewkę i piekła ją w piekarniku pod mięsem.Na deser zrobiła, wymyśloną kiedyś przez Kitty, oryginalną wersję biszkoptu w winie z kremem.Przygotowanie tejpotrawy zabierało najwyżej dziesięć minut.Deser smakowałwybornie, mimo że był może za bardzo płynny i mocnoalkoholowy.Paulina, ledwo żywa, klapnęła na chwilę na fotel przedkominkiem, w którym żywo buzował ogień, gdy nadeszłaKitty.Przyniosła kosz, a w nim obiecane sherry, wino, świeżo zmieloną kawę i czekoladową bombonierkę.Ucałowawszy podstawiony sobie pomarszczony policzek,Paulina serdecznie uściskała Kitty.Chociaż obie panie bardzo się kochały, rzadko kiedy wymieniały uściski.Nagłyprzypływ miłości Pauliny do przyjaciółki wynikł stąd, żeliczyła na pomoc Kitty i pewnie się spodziewała, że jej nieopuści w tej trudnej sytuacji.Tak to przynajmniej skomentowała starsza pani zaskoczona niezwykłą u Pauliny czułością.59 - Pomożesz mi, prawda? - chciała wiedzieć Paulina.-Bo jeśli odmówisz, po prostu zabiorę to, co przyniosłaś,a ciebie wyrzucę na dwór.- I wzięła od Kitty koszyk.- Aleciężki! Nie powinnaś nosić ciężarów.Gdybyś mi powiedziała, przywiozłabym cię furgonetką.- Moje drogie dziecko! - odparła Kitty, pozwalając Paulinie uwolnić się od starego jak świat futra.- Gdy już niebędę mogła przejść paruset metrów z dwiema butelkamiwina i pudełkiem czekoladek, wtedy, mam nadzieję, daszmnie w humanitarny sposób uśpić.Paulina zignorowała te słowa [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum