[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Ewangelia została wyjęta z sejfu.- W porządku, drogi bracie.Wiadomość odebraliśmy.Odłożywszy słuchaw-kę, Lienart przyciął hawańskie cygaro srebrnym obcinaczem, a potem wezwałsekretarza.- Chyba czeka cię misja, drogi bracie Mahoney.- Co mam zrobić?- Zostaniesz moim nowym aniołem zwiastującym nowinę  rzekł Lienart,uśmiechając się przelotnym, zimnym uśmiechem.- Za dwa dni udasz się kolejnodo siedmiu miejsc na ziemi, aby wręczyć zapieczętowany list siedmiu braciom,którzy następnie stawią się na spotkanie z tobą w kościele Santa Maria delia Sa-lute w Wenecji, w dniu i o godzinie przeze mnie osobiście wyznaczonych.Dotego czasu mają zaczekać w Wenecji i przygotować się do działania.- Tak, eminencjo.- Trzeba zadbać, żeby wszystko przebiegło jak trzeba i żeby bracia dostaliwygodne lokum.- Oczywiście, eminencjo, zajmę się tym - zapewnił sekretarz.Ojciec EmeryMahoney miał nieco ponad czterdzieści lat i irlandzkie korzenie.Wiele osób wkurii twierdziło, że bez koloratki przypominałby raczej maklera z Wall Street niżcoraz bardziej wpływowego kardynalskiego sekretarza, którym był.LRT Przybył do Watykanu z Nowego Jorku, gdzie z dużym powodzeniem praco-wał w szkołach Harlemu wśród dzieci z najuboższych rodzin.W ramach nagrodyzostał przydzielony do katedry Zwiętego Patryka.Od tej pory swój czas, zamiastz dziećmi z Harlemu, spędzał na wizytach w bogatych domach przy ParkAvenue, Piątej Alei czy generalnie w okolicach Central Parku.Lekcje ustąpiłypodwieczorkom i przyjęciom, na które zapraszali go przedstawiciele nowojor-skiej elity.Zresztą, rzeczywiście bardziej nadawał się do zdobywania funduszyniż do głoszenia słowa bożego w trudnych dzielnicach.I tak to trwało, aż zainte-resował się nim kardynał Lienart, kierujący wtedy Zwiętym Przymierzem, potęż-nym tajnym wywiadem Stolicy Apostolskiej, określanym w kurii mianem Jed-nostki.Z czasem Mahoney wszedł w skład Kręgu Octogonus - sekretnej organizacjizłożonej z ośmiu księży, byłych agentów Jednostki, gotowych  w imię Boga namęki" i działających pod bezpośrednim kierownictwem samego Lienarta.Kiedy poprzedni papież zwolnił kardynała z funkcji szefa Jednostki, ośmiuczłonków Kręgu zdecydowało się służyć pod komendą Lienarta.Mahoney zostałwówczas jego sekretarzem, po tym jak jego poprzednik, monsignore WacławPrzydatek popełnił samobójstwo, rzucając się ze schodów Bramantego, zanimzdążył złożyć żandarmerii watykańskiej planowane zeznania na temat ciemnychsprawek, w które miał być podobno zamieszany.- Skoro to już wszystko, pozwoli eminencja, że się oddalę.- Oczywiście.Dobranoc, bracie Mahoney  odpowiedział Lienart.Gdy sekretarz wyszedł, kardynał zażądał połączenia z redakcją L'Osse-rvatore Romano", oficjalnego dziennika Stolicy Apostolskiej.- Już się robi - rzekł asystent, do którego Lienart zwrócił się z tą prośbą.Czekając na połączenie, kardynał dalej palił cygaro i obserwował powoli pu-stoszejący plac w dole.O tej wieczornej godzinie szczególnie lubił podziwiaćwidok ze swego okna.Z kontemplacji wyrwał go dzwonek telefonu.- Eminencjo, łączę z panem Giorgiem Foscatim z  LOsservatore Romano".- Pan Foscati? - spytał Lienart.LRT - Tak, eminencjo,.Giorgio Foscati, do usług.- W najbliższych dniach, a pewnie i w ciągu najbliższych miesięcy będę panaprosił o drukowanie od czasu do czasu małej notki we włoskim wydaniu pańskiejgazety.- Oczywiście, eminencjo! Zaszczytem jest praca dla eminencji, SekretariatuStanu, Stolicy Apostolskiej i Ojca Zwiętego.- Proszę wziąć papier i ołówek i zanotować: Animus hominis est inmortalis,corpus mortale*5.Niech to da pojutrze na czwartej stronie.- Załatwione.- Dobranoc, panie Foscati.Jednakże dziennikarz nie żegnał się jeszcze.- Eminencjo, moja szesnastoletnia córka, Daniela, ma za kilka miesięcy przy-stąpić do bierzmowania i pomyślałem, że zaszczytem byłoby, gdyby przyjęła tensakrament z rąk eminencji.- Podjąłbym się tego z wielką przyjemnością, ale nie wiem, czy mi na to po-zwoli napięty grafik Sekretariatu Stanu.Jesteśmy bardzo zajęci organizacją ofi-cjalnych wizyt i naprawdę nie wiem, czy.- Dużo czasu to przecież eminencji nie zajmie, a dla mnie i mojej żony tengest znaczyłby tak wiele.Daniela jest wszystkim, co mamy.I bardzo się przej-muje.- nalegał dziennikarz.- W takim razie spróbuję przynajmniej zapewnić jej szczególne błogosławień-stwo Ojca Zwiętego na ten wyjątkowy dzień.Proszę się nie martwić, drogi Gior-gio, i, oczywiście, proszę pamiętać o mojej prośbie.Ukłony dla małżonki.- Dobranoc, eminencjo.Zakończywszy w ten sposób dzień pracy, kardynał Lienart stał jeszcze długoprzed wielkim oknem, głęboko zaciągając się cygarem.5* Animus hominis est inmortalis, corpus mortale (łac.) - Duch ludzki jest nieśmiertelny, ciało śmiertelne.LRT ***WenecjaPrawie o tej samej porze w mieście kanałów Crescentia Brooks umierała nazawał serca w swoim domu Ca' d'Oro.Na podłodze sypialni znalazła ją Rosa.Wkrótce potem lekarz rodziny, doktor Fabiani, wydał świadectwo zgonu.- Muszę zadzwonić do Afdery, powiedzieć jej, co się stało - szlochała Assal wramionach próbującego ją pocieszać Sampsona.- Może ja to zrobię?- Nie.Jestem jej siostrą i to ja powinnam ją zawiadomić - odparła, wycierająctwarz chusteczką.- Ale za to mógłbyś się zająć przygotowaniami do pogrzebu,poinformować, kogo trzeba.Chwilowo nie mam siły układać zawiadomień ani podpisywać żadnych do-kumentów.Dlatego wolałabym, żebyś ty to wszystko załatwił.- Dobrze.Tym się nie martw.Pogrzeb i przyjmowanie kondolencji biorę nasiebie.Pożegnawszy adwokata, Assal zadzwoniła do Afdery.- Tumblin Inn, słucham - powiedział jakiś głos.- Chciałabym rozmawiać z Afderą Brooks.- Chwileczką, łączę.Po dwóch sygnałach Assal usłyszała głos siostry.- Afdera, tu Assal.- Co się dzieje? - spytała zaniepokojona Afdera.- Chodzi o babcię.Kilka godzin temu umarła na zawał.Musisz wracać.- Zrobię wszystko, co się da, żeby być jak najszybciej i nie zostawiać cię sa-mej z przygotowaniami do pogrzebu  zapewniła Afdera.LRT - Z papierami pomaga mi Sampson, obiecał też, że powiadomi różne osoby,ale tak czy owak, bardzo cię tu potrzebuję.Obok siebie.- Wrócę błyskawicznie, zobaczysz.Nic się nie martw.To na razie.- Na razie.Teraz zostałyśmy tylko we dwie.Rozłączywszy się, Afdera wybuchnęła płaczem, wspominając niezliczone dobrechwile spędzone z babką.Była sama w pustym pokoju, za jedyne towarzystwomając księgę Judasza, rozsypującą się w plastikowym pudełku pod łóżkiem.LRT IIIWenecjaPogrzeb Crescentii Brooks rozpoczął się mszą w kościele SanStae.DoAfdery i Assal co rusz podchodzili z kondolencjami żałobnicy, który zjechali sięz całego świata.%7ładna z sióstr nigdy nie widziała tych poważnych teraz ludzi;każdy próbował je pocieszyć, wygłaszając zwyczajową formułę.Nad przyciszo-nymi rozmowami górowała uwertura  Egmont" Beethovena.- Chciałbym złożyć paniom najszczersze kondolencje - powiedział jakiś męż-czyzna w eleganckim czarnym garniturze i również czarnym krawacie.Assal po-dała mu dłoń [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum