[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Mogę wyje-chać na jezioro za dziesięć minut.- Będę tuż za tobą.53.Serena wbiła znaleziony haczyk w pasek tkaniny, którym byłaprzywiązana do ramy łóżka.Wszedł jak w masło.Kiedy szarpnęłago w dół, materiał rozpruł się aż do końca.Niebieski Pies usłyszałtrzask, zastygł na chwilę, po czym rzucił się w stronę jej ręki.Ale402 jej wystarczyło tylko mocniej szarpnąć i uwolnić się z więzów,nim zwalił się na nią swoim ciężarem.Błyskawicznie sięgnęła dopaska jego spodni na plecach, wymacała rewolwer i zacisnęłapalce na kolbie.Został wetknięty odwrotnie, toteż przez chwilę niemogła się zorientować w jego położeniu, zdołała go jednak obró-cić i trafiła palcem na język spustowy.Była praworęczna, czuła się więc nieswojo, zmuszona wyko-nywać wszystkie czynności lewą dłonią, udało jej się jednak od-ciągnąć kciukiem kurek i od razu nacisnąć spust.Trzymała re-wolwer wymierzony w pośladek swego prześladowcy, lecz nimzdążyła strzelić, on już był w ruchu.Mimo to ryknął z bólu, prze-kręcił się na łóżku i zwalił ciężko na podłogę, po czym gorączko-wo oddalił się od niej na czworakach.Strzeliła drugi raz, ale chy-biła i kula tylko wybiła szybę w jednym z okien w tylnej ścianiebaraku.Posypało się tłuczone szkło.W powietrzu rozszedł sięswąd rozgrzanego metalu i prochowego dymu.Niebieski Pies zaczął robić uniki pod ścianą, przyciskając rękędo zranionego boku.Spod jego palców pociekła mu na biodrocienka strużka krwi.Serena wodziła za nim lufą rewolweru, ale narazie nie strzelała.Zostały jej tylko dwa pociski, a nie była pewnaswojej celności, zmuszona do trzymania broni w lewym ręku.- Dobra jesteś - powiedział.- Jeśli zaraz stąd wyjdziesz, obiecuję, że nie będę strzelała -odparła.- Tylko wynoś się stąd, do jasnej cholery!- Nie licz na to.W głowie jej łomotało.To miejsce, w które dostała cios kolbąrewolweru, piekło, jak przypalane żelazem, aż od czasu do czasuna krótko świat rozmywał jej się przed oczyma.Miała ochotę za-cisnąć powieki, ale nie mogła sobie na to pozwolić.Poczuła naskórze prawego ramienia coś ciepłego i mokrego.Uświadomiła403 sobie, że krwawi z rany zadanej nożem.O ile mogła dostrzec, jejbrzuch pokrywała istna mozaika przecinających się krwistychlinii, a ilekroć się poruszała, całą dolną część tułowia przeszywałostry ból.Od nieustannego wymachiwania rewolwerem w lewo i w pra-wo aż zakręciło jej się w głowie.Nie mogła dłużej trzymać go namuszce i świetnie o tym wiedział.Tylko czekał, aż straci przy-tomność.- Rzuć broń, a obiecuję, że załatwię cię szybko - powiedział.- Pieprz się.Podejdz tylko, a przekonasz się, że wpakuję cikulkę w łeb.- Wykrwawiasz się - przypomniał.- Ty też.Idąc za jego wzrokiem, dostrzegła leżący na półce w połowiedługości baraczku swój pistolet wraz z zapasowym magazynkiem.- A spróbuj po niego sięgnąć - ostrzegła.Nie miała bowiemwątpliwości, że przy półce by go trafiła.Schylił się i podniósł z podłogi butelkę piwa.Jeszcze pełną,zakapslowaną.Trzymając za szyjkę, zaczął nią wywijać młynkajak lassem.Po chwili piana z sykiem zaczęła się sączyć spod kap-sla.Serena zacisnęła mocniej palce na kolbie rewolweru i wymie-rzyła, zdając sobie sprawę, jaki jest cel jego poczynań.NiebieskiPies w paru skokach skierował się w przeciwną stronę, po czymniespodziewanie rzucił butelkę nad tapczan.Szkło trzasnęło do-kładnie kilkadziesiąt centymetrów nad jej głową, odłamki zagrze-chotały o blaszaną ścianę za łóżkiem i posypały się na nią lawinąwraz ze strumieniami spienionego piwa.Odruchowo przekręciłagłowę i zamknęła oczy.Tylko na sekundę.Ale to i tak było zadługo.Usłyszała bowiem, jak on skacze w stronę półki.Nie miała wyjścia.Musiała strzelić.Rewolwer szarpnął jej się404 w dłoni, a płomień z lufy omiótł jej nagie ciało.Nie trafiła Niebie-skiego Psa, ale zmusiła go do wyciągnięcia się plackiem na podło-dze, nim dobiegł do półki.Zdawał sobie sprawę, że nie ma copróbować po raz drugi, toteż odczołgał się szybko poza zasięg jejwzroku.Jak karaluch czmychnął z powrotem w drugi koniec ba-raku.Zmusiła się do tego, żeby trzymać oczy szeroko otwarte,mimo zalewającego je piwa, które ściekało po twarzy.Trochędostało jej się też do ust, toteż z ochotą rozprowadziła je językiempo podniebieniu.Było marki Sam Adams.Dobra rzecz.Zanim on doczołgał się do tylnej ściany baraku, zwróciła uwa-gę, że porusza się już wolniej.Nie mógł cały czas być spięty dogranic możliwości, ale i ona nie mogła go w nieskończoność ob-serwować.Wcześniej czy pózniej któreś z nich musiało się zmę-czyć.- Jeden nabój - oznajmił głośno.- Pozostał ci tylko jeden na-bój.- Więcej mi nie trzeba.Wiedziała jednak, że wszystko przemawia przeciwko niej.Ro-zejrzała się gorączkowo w poszukiwaniu nowej broni i spostrzegłanóż myśliwski, którym ją wcześniej torturował, leżący na podło-dze blisko krawędzi tapczanu.Gdyby tylko udało jej się oswobo-dzić prawą rękę, z pewnością by go dosięgnęła.Pamiętała, gdziepod sobą szukać haczyka od wędki.Aatwo byłoby nim przeciąćtakże drugi pas tkaniny.Jednakże w tym celu musiałaby odłożyćrewolwer.A to nie wchodziło w rachubę.Uśmiechnął się, widząc jej dylemat.- Twój czas się kończy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum