[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dostrzegła te\, jak bardzo zmienił się stosunek Parker do Jasona.- Czy to ja przeszłam przeobra\enie, czy Jason stał sięinnym człowiekiem? - zagadnęła kiedyś Ró\ę, przybierając obojętnyz pozoru ton.- Jakby się drugi raz narodził - rzuciła Ró\a i wróciła doswoich zajęć.Pewnego sobotniego ranka Jason nie pojawił się w bibliotece.Amy znalazła go na boisku szkolnym.Grał w koszykówkę zchłopakami, przy których Raphael wyglądał jak uosobienie wszelkichcnót obywatelskich.- Iloma takimi facetami jak ty Jason się opiekuje? - zapytałapózniej Raphaela.- Jest nas trochę - odparł Raphael z uśmiechem.- Naszdawny gang.- Urwał zdanie i wrócił do pracy.- Jak to skończymy,chce mi załatwić podobną robotę.Mówi, \e mam talent - dodał cicho.- Bo masz - przytaknęła Amy, zastanawiając się, czy Jasonzamierza zapełnić freskami wszystkie budynki publiczne w mieścietylko po to, \eby dać pracę tym obwiesiom.Gdy wrócił do biblioteki po meczu, zmierzyła go uwa\nymspojrzeniem.Brudny, spocony, wydał jej się najbardziejpociągającym człowiekiem na świecie.Jason podniósł wzrok, spojrzał jej w oczy, a ona odwróciła sięspeszona.Kątem oka dojrzała jeszcze domyślny uśmiech na jegoustach.- Ej! - krzyknął Raphael, widząc, \e Amy bezwiednie kreślina płaszczu księcia esy-floresy.- Cholera - mruknęła pod nosem, szczęśliwa, \e nie widzi wtej chwili wyrazu twarzy Jasona.Jeszcze kilka dni, pomyślała, i poczuła przenikający całe ciałodreszcz podniecenia.181 21Ostatniego dnia przed uroczystym otwarciem biblioteki całaekipa, z wyjątkiem Doreen i Maxa, pracowała do trzeciej nad ranem.- Powiedzcie, czy ja wyglądam tak samo okropnie jak całareszta? - wychrypiał Jason głosem zdartym po całym dniuwykrzykiwania nerwowych odpowiedzi na równie nerwowe pytania.- Wyglądasz jeszcze gorzej - odpowiedziała Amy bezwahania.- Prawda, Raphaelu? - W ciągu tych sześciu tygodnicodziennych kontaktów dobrze go poznała i teraz sama się dziwiła,\e mogła się kiedyś bać tego utalentowanego chłopaka i świetnegoorganizatora.- Na pewno gorzej ode mnie, ale ze zgredami zawsze tak jest- dodał Raphael.- Ja ci dam zgreda! - obruszył się Jason i wychylił wzamachu.Raphael uskoczył, a napastnik wyło\ył się jak długi nadębowej podłodze.Wszyscy natychmiast przyskoczyli do niego.- Jason! Jason! - Amy ujęła jego głowę w dłonie, ale nieotwierał oczu.Z jego gardła dobył się cichy jęk. Wezwijcie lekarza!W tej samej chwili ręka Jasona wystrzeliła w górę.Chwycił Amyza kark, przyciągnął ją ku sobie i pocałował w usta.Amy uwolniła się po chwili, chocia\ wcale nie miała na toochoty.Ledwie się wyprostowała, Jason skoczył na równe nogi i pokrótkim pościgu powalił drobniejszego Raphaela na ziemię.- Odszczekuję.Nie jesteś zgredem - skapitulował chłopak.Amy stała w cieniu, odwrócona plecami do reszty ekipy.Ciągle jeszcze nie mogła ochłonąć po pocałunku, który dlaJasona najwyrazniej nic nie znaczył.Do domu, jak zwykle, wracali razem.Jason nie chciał nawetmyśleć o tym, jak pusto i smutno zrobi się tam po wyjezdzie Amy iMaxa.- Jeszcze tylko jeden dzień i koniec.Cieszysz się chyba,prawda? - zagadnął.- Bardzo.Zabolała go ta odpowiedz.182 - Max pewnie z radością wróci do swojego pokoju.Ten tutajdobry jest dla niemowlęcia.- O, tak.- A twój.- Lay - podsunęła Amy.- Musiał się okropnie stęsknić za wami.- Okropnie - przytaknęła, starając się, by jej głos zabrzmiałbeztrosko i radośnie.- Amy.- Rany boskie, ale pózno! - zawołała, gdy podjechali poddom.- Doreen pewnie na nas czeka.- Na pewno.Posłuchaj, jeśli chodzi o to, co się stałodzisiaj.- Drobnostka - rzuciła lekko, wiedząc, \e Jason mówi opocałunku.- Nic nie powiem Layowi, jeśli ty te\ będziesz milczał.Po\egnamy się tutaj.Idę do siebie.Dobranoc i do zobaczenia rano.-Amy wbiegła na ganek.Po chwili zajrzała ostro\nie do pokoju Maxa.Synek spał w najlepsze; ani drgnął, kiedy otuliła go kołdrą.- Coś mi się wydaje, \e masz kompletnie zwariowaną babkę- szepnęła.Przyrzekła Mildred, \e poczeka, a\ to Jason uczynipierwszy krok.- Dopóki się nie przyzna, \e nie jest zaręczony z Doreen, anisłowa o Lenim.- Layu - sprostowała Amy.Max obrócił się w łó\eczku, otworzył na moment oczy,uśmiechnął się radośnie na widok matki i zasnął na powrót.- Bóg był dla mnie łaskaw, dając mi ciebie - szepnęła,całując opuszki palców i dotykając nimi warg syna, po czymwyprostowała się i ziewnęła.Pora spać.Jutro odwiedzi Abernathyprezydent Stanów Zjednoczonych.- Są.- Amy sięgnęła po tekst wysuwający się z faksu.Wmiarę czytania na jej twarzy pojawiło się najpierw przera\enie, potemniedowierzanie.- Mów, co piszą! - zawołał Raphael.Amy, ciągle oszołomiona, podała mu faks.Chłopak przebiegł tekst oczami, wybuchnął śmiechem i podał183 list Jasonowi.Cała ekipa pracująca nad freskami skupiła się wokół faksuniczym zamarzający polarnicy wokół ogniska.Tego porankaprezydent odwiedził Abernathy; teraz z niecierpliwością oczekiwalinotatek prasowych relacjonujących wra\enia głowy państwa.Od ichtonu zale\ała przecie\ kariera Amy.- Połączenie sztuki japońskiej, jawajskiego teatru cieni i artdeco [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum