[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Ivy nakłuła palec brzegiemrozbitego lusterka i rozmazała maleńką kroplę krwi na ziemi, po czym zaczęła przesypywaćziemię.- Pozwólcie mi usłyszeć to, co sami słyszycie.Zobaczyć to, co sami widzicie.Wiedziećto, co sami wiecie.Ivy się podniosła, ramiona miała wzniesione ku niebu.Padał na nią deszcz, po sukni spływałysmugi błota.Mruczała coś w dziwnym języku i nagle.- Tak nie może być.Ona nie wiedziała  wykrzykiwała ku ciemnemu niebu.- Ivy, o co chodzi?Stara kobieta dygotała, obejmując się ramionami i zawodząc:- Tak nie może być, nic może być.Genevieve chwyciła Ivy za ramiona.- Co? Co się stało?- Mówiłam, żeby nie dotykać tej księgi.Mówiłam, że to nieodpowiednia noc na czary, terazjuż, dziecko, za pózno.Nie ma sposobu, żeby to cofnąć. 10 czym ty mówisz?-j Panienka jest teraz przeklęta.Została panienka naznaczona.Przeistoczona.I nie możemynic zrobić, żeby to zmienić.To układ.Nie można niczego otrzymać od Księgi księżyców, niedając czegoś w zamian.-Co oddałam?- Swój los, dziecko.Swój los i los każdego dziecka o nazwisko] Duchannes, zrodzonego potobie.Genevieve nie rozumiała wszystkiego.Ale usłyszała dość, żeby wiedzieć, iż uczyniła coś,czego nie można odwrócić.- Co to oznacza? - W szesnastym księżycu, szesnastego roku księga zabierze to, co zostało obiecane.To, coofiarowałaś w zamian -krew dziecka rodm Duchannes''ów.Dziecko zostanie IstotąCiemności.- Każde dziecko o nazwisku Duchannes?Ivy pochyliła głowę.Genevieve nie była jedyną, która została pokonana tej nocy.- Nie każde.Genevieve spojrzała z nadzieją.- Które? Jak będziemy wiedzieć, które?- Księga sama je naznaczy.W dniu szesnastego księżyca, w urodziny dziecka. Nie udało się! - Zabrzmiał z oddali zduszony głos Leny.Widziałem tylko dym i słyszałemjej głos.Nie byliśmy w bibliotece i nie była to żadna wizja.Znajdowaliśmy się gdzieśpomiędzy, to było naprawdę straszne uczucie.- Leno!Przez chwilę widziałem jej twarz spowitą dymem.Oczy miała ogromne i ciemne.Wiedziałem, że są zielone, ale teraz wyglądały na czarne.Jej głos bardziej przypominał szept.- Dwie sekundy.%7łył dwie sekundy i potem go utraciła.Zamknęła oczy.-Leno! Gdzie jesteś?- Ethanie, medalion.- Usłyszałem z daleka głos Marian.Poczułem twardy przedmiot w dłoni.Wiedziałem, co muszę zrobić.Wypuściłem medalion z ręki.Otworzyłem oczy, dusiłem się, miałem płuca pełne dymu.Pokój wirował, był zamazany.- Co tu, u licha, robicie?Utkwiłem wzrok w medalionie i wreszcie mogłem wyraznie zobaczyć pomieszczenie.Leżałem na podłodze, kompletnie otępiały.Marian wypuściła moją rękę.Macon Ravenwood stał pośrodku krypty, a jego czarny płaszcz wirował wokół niego.Obokstała Amma.Jej wyjściowe palto było krzywo zapięte, w rękach ściskała torebkę.Nie wiem,które z nich było bardziej rozgniewane.- Przepraszam, Maconie.Znasz reguły.Poprosili mnie o pomoc, a ja jestem zobowiązana jejudzielić.- Marian wyglądała na przerażoną.Amma naskoczyła na bibliotekarkę, jakby ta polała nasz dom benzyną.- Według mnie jesteś zobowiązana chronić chłopca Liii i siostrzenicę Mącona.A nie widzę,żebyś zrobiła jedno lub drugie.Czekałem, czy Macon też naskoczy na Marian, ale on milczał.I wtedy zrozumiałem dlaczego.Potrząsał Leną.Upadła na kamienny stół, który znajdował się na środku pomieszczenia.Jejramiona były szeroko rozpostarte, leżała twarzą w dół na chropowatych kamieniach.Wyglądało, jakby straciła przytomność.- Leno! - Przyciągnąłem ją do siebie, ignorując Mącona, który momentalnie znalazł się kołomnie.Jej oczy, ciągle czarne, były we mnie wpatrzone.- %7łyje.Straciła świadomość.Myślę, że mogę ją sprowadzić - stwierdził Macon.Działał spokojnie.Obserwowałem, jak obraca pierścień.Jego oczy miały dziwny blask.- Leno! Wracaj! - Objąłem ramionami jej bezwładne ciało, opierając ją o siebie.Macon coś mamrotał.Nie potrafiłem rozróżnić słów, ale widziałem, że włosy Leny zaczęłyfalować w znajomy, nienaturalny sposób, poruszane wiatrem, który nazwałem bryząObdarzonych. Nie tutaj, Maconie.Twoje zaklęcia tu nie działają.- Marian szukała czegoś w zakurzonejksiędze.Głos jej drżał. On nie rzuca zaklęć.Podróżuje.Nawet Obdarzony tego nie potrafił Tylko ktoś taki jakMacon może pójść tam, dokąd ona poszła.Do podziemia.- Amma starała się mówićspokojnie, ale nie do końca jej to wychodziło. Poczułem zimno ogarniające zwiotczałe ciało Leny i już wiedziałem, że Amma ma rację.Gdziekolwiek znajdowała/się Lena, na pewno nie było jej tu i teraz.Odeszła gdzieś daleko [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum