[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.%7łeby choć nie umarł  pomyślałem  nie mając jednak wielkiej nadziei zastania gożywego.Gdy następnego dnia poranny brzask osrebrzył wierzchołki palm, a wokół ognisk zacząłsię zwykły ruch, pierwszym, którego spotkałem idąc do rzeki, był mój wczorajszy pacjentranny w rękę.Zastąpił mi drogę i wesołym, wzruszonym głosem zawołał: Patro, jest mi lepiej, spałem tej nocy jak dziecko.Gorzej natomiast było z drugim, który miał ropień i wysoką gorączkę.Dziw, że jeszczetrzymał się na nogach.Czekać dłużej było niepodobieństwem.Przeciąłem ropień brzytwą,polecając mu wędrować do Manaus na dalszą kurację w szpitalu.Teraz dopiero rozpoczęły się prawdziwe kłopoty.Wieść o obecności lekarza w obozie,obiegła lotem błyskawicy wszystkich i zanim zdążyłem skończyć śniadanie, przed szałasem zebrał się tłum złożony co najmniej ze trzydziestu ludzi.Zaskoczyło to mnie i speszyło nie-bywale.Nie czułem się powołany do leczenia, nie posiadałem dostatecznych wiadomości aniteż środków i nie chciałem nikogo wprowadzać w błąd ani narażać się na tragiczne w sku-tkach powikłania wynikające z mej ignorancji.Wyszedłem, żeby im to wytłumaczyć. Bom dia amigos, dzień dobry przyjaciele, co was tutaj tak tłumnie sprowadza? zapytałem. Chyba nie jesteście wszyscy chorzy?Przyjrzałem się im uważnie.Stali w pełnym blasku wschodzącego dnia ubrani w ledwietrzymające się na grzbietach łachmany, w kuse postrzępione porcięta z tak zwanego riscado cajgu, który dawno już zatracił swą barwę.Niektórzy mieli na nogach drewniane trepytamancos, reszta była boso.Byli to Mulaci i Kreole fantastyczna mieszanina ras białej, cza-rnej, czerwonej, a nawet żółtej.Nie było tylko między nimi Indian, którzy spokojnie siedzieliw kucki przy ognisku piekąc palmowe orzeszki.Twarze mieli tępe, zmęczone i czynili wraże-nie udręczonych zwierząt.Niewątpliwie gnębiły ich różne dolegliwości, może nawet ciężkieschorzenia, cóż jednakże miałem im poradzić, jak pomóc, kiedy niejeden zawodowy lekarzznalazłby się tutaj w kłopocie.Na czele stał szczupły, chuderlawy Mulat o pocętkowanej ospą twarzy, właściciel poka-znego wola.Przeszył mnie świdrującymi czarnymi oczkami i przestępując z nogi na nogę,wyłuszczył jąkając się nieco: Senhor chefe, pan jest podobno dobry medico, pan już wyleczył wiele ludzi, możepan i nam coś pomoże, gdyż wszyscy jesteśmy chorzy.Zakłopotałem się nie na żarty. Kto wam powiedział amigos, że jestem medico? Jestem agrimensor, taki jak i waszszef Montez.Chciałem tylko pomóc swoim ludziom, gdy zachorowali, ale się tym nie trudnię,zresztą nie mam już lekarstw ani opatrunków, a bez tego najlepszy medico nie pomoże.Cóż ztego że powiem, co wam dolega, jeśli nic na to nie poradzę. dlaczego to nie opiekuje sięwami senhor Montez?Teraz zaczęli mówić wszyscy, przekrzykując się wzajemnie. Kto o nas myśli? Kto ma dbać o nas? Jesteśmy warci mniej jak te muły, które stojąuwiązane i należycie nakarmione, a jak dostaną robaków lub skaleczą się, to je się pielęgnuje.A my co? Jesteśmy biedni caboclos, którymi wszyscy pogardzają.Jak który z nas zachorujelub ulegnie wypadkowi, zostaje wyrzucony na drogę jak złamany foice.Patro o nas nie dba,przedsiębiorstwo nie dba, urzędy nie interesują się, a gdy się ktoś upomni lub przeciwstawi,naznaczą go tak, że na całe życie pamięta.Oto ten człowiek ma znak Amarco.Na te słowa wysunął się naprzód jeden z Kreolów i zdjął kapelusz.Spojrzałem na niegoi przejął mnie dreszcz zgrozy.Człowiek ten miał przetrącony nos i pocętkowaną sinymibliznami czaszkę.Wielka, sina szrama przekreślała mu twarz przecinając głęboko brew,policzek, usta i brodę, co czyniło wrażenie, jak by twarz składała się z dwóch części, zle zsobą dopasowanych.Gdy mówił lub uśmiechał się, zabawnie drgała mu jedna połowa twarzy,zamykało się oko, a druga robiła dziwnie płaczliwy grymas.Gdy odsłonił strzępy koszuliwidać było niezliczone blizny i wklęśnięcia żeber złamanych od kopniaków. Co to znaczy znak Amarco?  zapytałem wzruszony i zaniepokojony. Znak Amarco, tzw.marca de Amarco, zostaje wyciśnięty na ciele za pomocą byko-wca lub fakonu.Wybijają go na ciele robotnika dozorcy z firmy Amarco i Co, jeśli im wczymś się sprzeciwi.W Amazonas wszyscy o tym wiedzą, gdyż mało który z caboclos anawet białych, którzy tam pracowali  nie jest nim naznaczony. Czy tylko w firmie Amarco tak obchodzą się z ludzmi?  zapytałem zdumiony. O, nie tylko Amarco  zawołało parę głosów  są i inni, którzy traktują ludzi jakzwierzęta.De Andrade, Araujo, Perez i wielu innych, też wyzyskują robotnika, a w końcujeśli nie padł w puszczy, wyciskają na nim taki właśnie znak [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

) ?>