[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.DumniFrancuzi, tak dumni ze swych kolonii, zmienili się w swoją własną imigrację zarobkową.Byli taksamo szarzy, a czasem nawet, przez chwilę, mieli tyle samo wdzięku.Mech, porosty, trawa, kilkadzikich róż zdolnych unieść płyty czerwonego granitu były obrazem palestyńskiego ludu, który wnajróżniejszych miejscach wyłaniał się ze szczelin& Bo jeśli będę musiał powiedzieć, dlaczegoszedłem z fedainami, obym doszedł do tego ostatecznego wniosku: dla zabawy.Przypadekbardzo mi pomógł.Sądzę, że byłem już martwy dla świata.I bardzo powoli, jakby zwyniszczenia, ostatecznie umarłem, żeby zadać szyku.Okresy inkubacji choroby wirusowej są czasami tak długie, przyczyny tak liczne irozmaite, że nie sposób jest precyzyjnie określić chwili nie tyle jej narodzin, ile poczęcia,lekkiego odchylenia od normy, histologicznej bądz innej natury; tak jak w wypadku rewolucjigenealogia rodu, początki jego dynastycznych losów gubią się, gdy dochodzi do nieznacznychzmian kursu, i nie mogę wskazać chwili, w której zacząłem tę książkę.Po Szatili? Musiał nadejśći listopada 1954, by w 1962 roku Francja uznała konieczność kapitulacji w małym uzdrowisku.W palestyńskich gazetach od 1920 do 1964 roku (utworzenie Al-Fatahu) nie pisze się zbyt wiele,Europa i Ameryka wolały nie wiedzieć, że Palestyna już walczy.Słowo egzotyka może poprowadzić mnie w kierunku, który nie będzie właściwy,egzotyka, owo zdziwienie, że w końcu widzimy, gdy przekroczyliśmy już stale oddalającą sięlinię horyzontu.Za nią, bo nigdy nie ma tego czegoś za nią, prócz linii horyzontu, która sięzmienia, i, oczywiście, jest to zagranica.Te długie podróże i zażyłość z ludzmi dokładnie wmiejscu, które kryła przede mną owa stale przekraczana linia, właśnie na skutek dawnegonawyku podróżowania, który był wręcz naglący, pisząc tę książkę, sądziłem, że widzę nie tylkoFrancję, ale cały Zachód, lecz widzę je we mgle.Wydały mi się odlegle, stały się dla mnie takbardzo egzotyczne, że jezdziłem do Francji jak Francuz, który odwiedza Birmę.Pisanie tejksiążki zaczęło się w pazdzierniku 1983 roku.I stałem się Francji obcy.Od 12 czerwca do 8 września 1982 roku Bejrut bombardowały izraelskie samoloty imiasto, to co jeszcze stało mimo nalotów, falangiści powalili na ziemię, zmieniając ruiny w pył.Miasto w obłokach pyłu to niecodzienny widok: widziałem Kolonię, Hamburg, Berlin i Bejrut.Co pozostanie z Sabry, Szatili, Burdż al-Baradżna? Przemierzyłem główną ulicę Szatili,przeskakując przez martwe ciała leżące w poprzek ulic.To był istny tor przeszkód.Fetorrozkładu był tak gęsty, że prawie widoczny i nie do pokonania jak mur.We wrześniu 1984 rokuniczego tam nie poznałem.Główna ulica była o wiele węższa niż wtedy.Samochody wolno i z trudem sunęły po jezdni.Klaksony, warkot silników, krzyki przypomniały mi ciszę grobu,cmentarza i popełniłem świętokradztwo: pożałowałem tej ciszy.Ruchome stragany, pełneowoców i warzyw, otaczała nerwowa klientela.To byli Palestyńczycy, tak barwni jakwystawiony towar. Powietrze Izraela nie nadaje się już do oddychania , napisał rabin Kahane, oskarżającizraelskich Arabów, że zatruwają czy zanieczyszczają powietrze w hebrajskim Państwie.Pęd dożycia, wzrastania, spożywania najszybciej jak tylko możliwe, by połknąć świat i zaraz potemzostać unicestwionym, oto co odczuwałem dwa lata po masakrze na głównej ulicy Szatili.Jeśli ktoś nie zna Ammanu, jadąc z lotniska, ma wrażenie, że Jordania to czarujący kraj,zwłaszcza wieczorem; pozostawię więc wyobrazni każdego czytelnika dobór kolorów, które takpodobają się biurom podróży; zbiorniki wodne, często pośród drzew, jeśli nie były naturalne,pojawiały się wskutek odwiertów w głębi kamienistych niecek, a liany od razu oplatały nawetpordzewiałe szkielety starych artezyjskich studni.W czternaście lat po moim pierwszym pobycienie mogłem niczego poznać, ale od razu pojąłem, że urok wzgórz, bardziej odległych iciemniejszych gór, dolin, ogrodów, willi to malowana gaza, która przesłania okrutny obrazpalestyńskich obozów.Fedaini, eksperci w kwestii odwagi, taktycznej inwencji, powinni skonsultować swąwiedzę z fachowcami, którzy w całości oddali się wojennemu rzemiosłu; z naszym Bayardem,Crillonem, Turenne em, Napoleonem, Fochem i, jak twierdzą ludzie teatru, z Lyauteyem.Jeśli chodzi o moje zdanie, widziałem ich brawurę i odwagę, ale  i było to powodemmego zawodu i oczarowania  nie bali się zabić ani zostać zabitym, czynić zło, robiąc to dobrze,oraz znosić krzywdy.Przykładali wagę do wojennych forteli, ale bardzo szybko odniosłemwrażenie, że zadają śmierć na wieczność, która będzie zapewne trwała aż do ich zwycięstwa [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum