[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Powiedziałeś słowa,Sam, tak jak ja.Tak jak my wszyscy. Wiem.Gozdzik mówiła, że będzie dlamnie żoną, ale.powiedziałem jej osłowach i o tym, co one znaczą.Przełknął nerwowo ślinę. Jon, czy wkłamstwie może być honor? ciągnął. Gdybym skłamał.w dobrymcelu? To pewnie zależy od kłamstwa i odcelu. Jon popatrzył na niego. Ale nieradziłbym ci tego.Nie jesteś stworzony na kłamcę, Sam.Czerwienisz się, jąkaszi zacinasz. To prawda  przyznał Sam  ale wliście umiałbym skłamać.Z gęsimpiórem w ręku radzę sobie lepiej.Wpadłem na.pewien pomysł.Pomyślałem, że kiedy już się tu trochęuspokoi, najlepiej dla Gozdzik byłoby.pomyślałem, że mógłbym ją wysłać doHorn Hill.Do mojej matki i sióstr i.o.o.ojca.Gdyby Gozdzikpowiedziała, że dziecko jest m.moje.Znowu się zarumienił. Wiem, żematka by je przyjęła.Znalazłaby jakieśmiejsce dla Gozdzik.Jakieś zajęcie lżejsze niż służba Crasterowi.A lordR.Randyll, on.on nigdy by tego nieprzyznał, ale mógłby się nawet ucieszyćz tego, że zrobiłem bękarta jakiejśdzikiej dziewczynie.To byprzynajmniej dowiodło, że jestemwystarczająco męski, żeby spać zkobietą i spłodzić dziecko.Powiedziałmi kiedyś, że na pewno umrę jakoprawiczek, że żadna kobieta nigdy.nowiesz.Jon, gdybym to zrobił, napisałto kłamstwo.to, czy to byłoby dobre?%7łycie, jakie mógłby mieć ten chłopak. Jako bękart w zamku swego dziadka? Jon wzruszył ramionami. To przedewszystkim zależy od twojego ojca i odtego, jaki będzie ten chłopak.Gdyby okazał się podobny do ciebie. Nie okaże się.Przecież jegoprawdziwym ojcem był Craster.Widziałeś go.Był twardy jak starypniak, a Gozdzik też jest silniejsza,niżby się zdawało. Jeśli chłopak wykaże choć trochęzdolności do miecza i kopii, powinienznalezć miejsce przynajmniej w strażyprzybocznej twego ojca  stwierdziłJon. Zdarza się, że bękarty zostajągiermkami, a potem zdobywają tytułrycerski.Musisz jednak się upewnić, żeGozdzik potrafi przekonująco kłamać.Sądząc z tego, co mi opowiadałeś olordzie Randyllu, wątpię, by okazał wyrozumiałość, gdyby się dowiedział,że go oszukano.Na stopniach pod wieżą stali kolejniwartownicy.To jednak byli ludziekróla.Sam szybko się dowiedział, naczym polega różnica.Ludzie króla bylitak samo ordynarni i bezbożni jak inniżołnierze, podczas gdy ludzie królowejokazywali namiętne oddanie Melisandrez Asshai i jej Panu Zwiatła. Znowu idziesz na dziedziniecćwiczebny?  zapytał Sam. Czy torozsądne ćwiczyć tak dużo, kiedy nogajeszcze ci się nie zagoiła?Jon wzruszył ramionami.  A co innego mam do roboty? Marshodsunął mnie od wszelkichobowiązków.Boi się, że nadal jestemrenegatem. Tylko nieliczni w to wierzą zapewnił go Sam. Ser Alliser i jegoprzyjaciele.Większość braci wie, że to nieprawda.Idę o zakład, że król Stannis też o tymwie.Przyniosłeś mu Róg Zimy ipojmałeś syna Mance a Raydera. Po prostu obroniłem Val i dzieckoprzed grabieżcami, kiedy dzicy uciekali,a potem pilnowałem namiotu aż dochwili, gdy znalezli nas zwiadowcy. Nikogo nie pojmałem.Król Stannistwardo trzyma swych ludzi w garści.Pozwolił im na odrobinę grabieży, alesłyszałem tylko o trzech gwałtach nadzikich kobietach i wszystkich winnychwykastrowano.Pewnie powinienem byłzabijać uciekających dzikich.SerAlliser powtarza, że wydobyłem miecztylko po to, by bronić naszych wrogów.Mówi, że nie zabiłem Mance a Rayderadlatego, że byłem z nim w zmowie. To tylko ser Alliser  odparł Sam.Wszyscy wiedzą, jaki on jest.Szlachetne urodzenie, tytuł rycerski idługoletnia służba na Murze mogłybyuczynić z ser Allisera Thorne a poważnego kandydata na lordadowódcę, lecz niemal wszyscy, którychszkolił jako dowódca zbrojnych,szczerze go nie znosili.Rzecz jasna,wysunięto jego kandydaturę, alepierwszego dnia zajął szóste miejsce zniewielką liczbą głosów, a drugiegootrzymał ich jeszcze mniej, wycofał sięwięc i poparł lorda Janosa Slynta. Wszyscy wiedzą, że ser Alliser jestrycerzem ze szlachetnego rodu ipochodzi z prawego łoża, a ja jestembękartem, który zabił QhorinaPółrękiego i spał z włóczniczką.Słyszałem, jak zwali mnie wargiem.Powiedz mi, jak mogę być wargiem, jeśli nie mam wilka?  Wykrzywił usta. Nawet w snach nie widuję już Ducha.Znią mi się tylko krypty, kamiennikrólowie na tronach.Czasami słyszęgłosy Robba i ojca, jakby byli nauczcie.Ale dzieli nas od siebie mur iwiem, że dla mnie nie ma na niejmiejsca.Dla żywych nie może być miejsca naucztach umarłych.Sam zachowałmilczenie, choć rozdzierało mu to serce.Bran nie zginął, Jon  pragnął mupowiedzieć.Jest z przyjaciółmi.Jadą na północ na olbrzymim łosiu,żeby odnalezć trójoką wronę w głębinawiedzanego lasu. Brzmiało to jak bredzenie szaleńca iSam Tarly czasami myślał, że wszystkoto było snem, zwidami zrodzonymi zgorączki, strachu i głodu.i tak jednakopowiedziałby o tym Jonowi, gdyby niedał słowa.Trzykrotnie poprzysiągł dochowaćtajemnicy: Branowi, temu dziwnemuchłopcu Jojenowi Reedowi i na koniecZimnorękiemu. Zwiat sądzi, że chłopak nie żyje oznajmił mu jego wybawca. Niechjego kości spoczywają w pokoju.Niechcemy, żeby ruszyli za namiposzukiwacze.Przysięgnij, Samie zNocnej Straży.Przysięgnij na życie, które mi zawdzięczasz. Lord Janos na pewno nie zostanielordem dowódcą  zapewnił przyjacielaprzygnębiony Sam, przestępując z nogina nogę.To była najlepsza pociecha,jaką mógł dać Jonowi.Jedyna pociecha. To się nie stanie. Sam, jesteś słodkim durniem.Otwórzoczy.To dzieje się już od wielu dni.Jon odgarnął włosy z oczu. Możerzeczywiście nic nie wiem, ale tyleprzynajmniej wiem.Wybacz mi, proszę.Mam ochotę bardzomocno przyłożyć komuś mieczem. Sam mógł jedynie śledzić wzrokiemdruha, który ruszył zamaszystymkrokiem w stronę zbrojowni idziedzińca ćwiczebnego.Tam właśnieJon Snow spędzał większą częśćkażdego dnia.W Czarnym Zamku niebyło dowódcy zbrojnych, jako że serEndrew zginął, a ser Alliser straciłzainteresowanie tą pozycją, Jon wziąłwięc na siebie obowiązek szkolenia cobardziej zielonych rekrutów, takich jakAtłas, Koń, Skoczek o szpotawej stopie,Arron i Emrick.A gdy mieli służbę,godzinami ćwiczył w pojedynkę zmieczem, tarczą i włócznią, gotowystawić czoło każdemu, kto odważyłbysię go zaczepić. Wracając do wieży maestera, grubascały czas słyszał słowa przyjaciela. Sam, jesteś słodkim durniem.Otwórzoczy.To dzieje się już od wielu dni [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum