[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Ta dziewczyna ma głowę na karku.Słuchaj jej.Wycie syrennasiliło się, a potem nagle urwało.Krzyki mężczyzn zagłuszyły hukognia.Krzepki strażak zeskoczył z wozu i uklęknął przy Polowskim.- Co my tu mamy? - zapytał.- Rana postrzałowa - odparł Victor.- A pacjent straszny mądrala.- Nie ma problemu.Damy sobie radę i z jednym, i z drugim. Zanim zdołali wsadzić Sama do karetki, z teatru pozostałdopalający się stos popiołu.Victor i Cathy patrzyli na znikające tylneświatła karetki, słyszeli cichnącą syrenę i syk wody na resztkachognia.Victor bez słowa przyciągnął ją do siebie i oplótł ramionami.Stalicicho na tle przygasających płomieni i chaosu.Oboje byli takzmęczeni, że żadne z nich nie wiedziało, kto podtrzymuje kogo.Alemimo ogromnego wyczerpania Cathy czuła magię chwili.W jakiśupiorny sposób była piękna, przerażająca i ostateczna.Strzelałyostatnie iskry, a na ścianach pobliskich domów tańczyły refleksyświatła i cienia.- Przyszedłeś po mnie - szepnęła.- Och, Victorze, tak się bałam,że.- Cathy, musiałaś wiedzieć, że przyjdę!- Nie, nie byłam pewna.Miałeś swój dowód.Mogłeś mniezostawić.- Nie, nie mogłem.- Ukrył twarz w jej nadpalonych włosach ipocałował.- Dzięki Bogu, że nie zdążyłem wsiąść do samolotu.Onimieliby ciebie, a ja byłbym trzy tysiące kilometrów stąd.Na chodniku zasypanym potłuczonym szkłem zatrzeszczałykroki.- Czy pan Victor Holland?Przed nimi stał jakiś człowiek w pogniecionej kurtce, z aparatemprzewieszonym przez ramię.- Kim pan jest? - zdziwił się Victor.Mężczyzna wyciągnął rękę.- Jay Wallace,  San Francisco Chronicie".Dzwonił do mnie SamPolowski i powiedział, że będą tu jakieś fajerwerki, które mogą mniezainteresować.- Popatrzył na pozostałości teatru i potrząsnął głową.-Wygląda na to, że się trochę spózniłem.- Proszę zaczekać.Sam do pana dzwonił? Kiedy?- Jakieś dwie godziny temu.Gdyby nie był moim byłymszwagrem, odłożyłbym słuchawkę.Od kilku dni dawał mi dozrozumienia, że ma w zanadrzu bombową sprawę, ale nie wyjaśnił, oco chodzi.Już miałem nie przyjeżdżać.To cholernie daleko odcentrum miasta.- Powiedział panu o mnie?- Podobno to pan ma jakąś historię do opowiedzenia.- Wszyscy mają jakąś historię. - Niektóre są lepsze od innych.- Reporter rozejrzał się.- A gdziejest Sam? Pewnie się wcale ten frajer nie pokazał.- Ten frajer - rzekł Victor poirytowanym głosem - jestbohaterem.I wsadz pan to do swojego artykułu.Usłyszeli jeszcze czyjeś kroki, tym razem było to dwóchpolicjantów.Cathy poczuła, że Victor zesztywniał na ich widok.- Poinformowano nas, że ofiarę strzelaniny zabrano na oddziałratunkowy - oświadczył starszy rangą.- A was znaleziono na miejscupożaru.Victor skinął głową ze znużeniem.- Byłem przy tym.Kiedy przeszukacie budynek, znajdzieciejeszcze trzy ciała.- Proszę nam podać swoje dane - rzekł oficer.Victor spojrzał na Cathy.Wyczytała w jego zmęczonych oczach,że to koniec.Teraz nas rozdzielą i Bóg jeden wie, kiedy się znowuzobaczymy.- Nazywam się Victor Holland.- Holland - powtórzył policjant.- Czy nie.A Victor nie odrywał od niej wzroku.Nawet kiedy zakładali mukajdanki i pociągnęli za sobą do wozu patrolowego, wpatrywał się wCathy.Nie wiedziała, co ze sobą zrobić, tylko stała obok pogorzeliska.- Proszę pani, musi pani pojechać z nami.Oszołomiona podniosła wzrok.- Słucham?- Hej, wcale nie musi! - wtrącił się Jay Wallace.- Nie jest o nic oskarżona!- Zamknij się, Wallace.- Byłem reporterem sądowym.Wiem, jakie kto ma prawa!- To bez znaczenia, pojadę z wami - odparła Cathy.- Zaczekaj! - zawołał Jay.- Chcę z tobą porozmawiać! Tylkokilka pytań.- Pózniej - warknął policjant, biorąc ją za ramię.- Najpierw porozmawia z nami.Policjanci byli dla niej uprzejmi, nawet mili.Może wyczuli, żefunkcjonuje ostatkiem sił.Odpowiedziała na wszystkie pytania.Pozwoliła zbadać rany od sznura na nadgarstkach.Wyjaśniła sprawęSarah i pierwszej oraz drugiej Catherine Weaver.I cały czas, kiedy siedziała na policji w Palo Alto, miała nadzieję, że choć przez chwilęzobaczy Victora.Wiedziała, że musi być gdzieś blisko.O świcie wypuścili ją.Na zewnątrz, na schodach, czekał na niąJay Wallace.- Muszę z tobą porozmawiać.- Proszę, nie teraz.Jestem zmęczona.- Tylko kilka pytań.- Nie mogę.Muszę.- Stojąc na zimnej i pustej ulicy,wybuchnęła płaczem.- Nie wiem, co robić - szlochała.- Nie wiem,jak mu pomóc.- Hollandowi? Zabrali go do San Francisco.- Co?- Godzinę temu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum