[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Miał copołożyć na stole: informacje i nazwiska.Van Dam byłby jednym zpierwszych na tej liście.Wypadki zaczęły toczyć się zdecydowanie za szybko.Oby tylko miałczas na ucieczkę.Postanowił się spakować, tak na wszelki wypadek.Przemyślał plandziałania.Zamknąć drzwi.Złapać Tess Gerritsen225taksówkę.Pojechać wprost do rosyjskiej ambasady.To rozwiązaniezostawił sobie jako ostateczność.Z niechęcią myślał o tym, że resztę życia musiałby spędzić w jakimśmieszkaniu w Moskwie.Ale to było lepsze niż więzienie.No i Rosjanie zpewnością nie zrobią mu krzywdy.Z reguły dobrze traktowali tych,którzy przeszli na ich stronę.Dawali im mieszkania i inne przywileje.Napewno nie pozwolą mu umrzeć z głodu.Był tak zajęty swoimi myślami, że nie usłyszał kroków na korytarzu.Ażpodskoczył na dzwięk pukania do drzwi.- Kto tam?- Ostatni raport, sir.Mogę wejść? Van Dam odetchnął z ulgą i zawołał:- Właśnie rozmawiałem z Tarasoffem.Chyba że macie coś nowego.- Jest coś nowego, sir.Jakiś przebłysk instynktu kazał van Damowi założyć łańcuch.Uchyliłnieznacznie drzwi.W tej samej chwili drzwi odskoczyły z hukiem, uderzając go w twarz.Nadywan posypały się drzazgi.Van Dam zatoczył się do tyłu, niemal tracącz bólu przytomność.Usiłował skupić wzrok.W drzwiach zobaczył ubranego na czarnomężczyznę.Człowieka, który powinien być martwy.Spojrzenie van Dama przykuł przedmiot, który mężczyzna trzymał wdłoni.Cały wszechświat skurczył mu się do rozmiarów niewielkiegokółka.Wylotu lufy pistoletu.- To za Eve - powiedział spokojnie mężczyzna. 226TELEFON PO PANOCYTrzykrotnie nacisnął spust.Klatkę piersiową van Dama rozerwały trzykule.Sarah siedziała skulona na podłodze, przyciągając kolana do piersi.Wokół panowały ciemności.Jedynie słabe światło księżyca padało zwysoko umieszczonego okna.Zastanawiała się, która może być godzina.Trzecia? Czwarta?Straciła poczucie czasu.Przerażenie wydłużało każdą godzinę wnieskończoność.Przed oczami miała wciąż obraz Nicka z krwawą plamą na koszuli.Poczuła w piersiach ból, który podnosił się do gardła, aż wreszcie wylałsię z niej w postaci łez.Wcisnęła głowę między kolana.Boże, proszę, niepozwól mu umrzeć, powtarzała bezgłośnie.Ale nawet gdyby Nick żył, nie mógłby przyjść jej z pomocą.Już nikt niemoże jej pomóc.Kiedy to do niej dotarło, poczuła niezwykły spokój.Jejlos jest przesądzony, dalsza walka nie ma sensu.Wiedziała, że czeka jąśmierć, ale była niezwykle spokojna.Bez strachu i paniki zobaczyła swoje położenie z wyjątkową precyzją ijasnością.Tak jakby patrzyła na bakterie przez soczewkę mikroskopu.Doszła do wniosku, że jej sytuacja jest beznadziejna.Znajdowała się w niewielkim pokoju na trzecim piętrze jakiegoś staregomagazynu.Jedynym wyjściem stąd były drzwi zamknięte na mocnyrygiel.Małe okienko znajdowało się zbyt wysoko, by mogła je dosięgnąć.Wszędzie rozchodził się zapach kawy.Przypomniała sobie, że na parterzezauważyła piece Tess Gerritsen227do palenia kawowych ziaren i płócienne worki z napisem F.Berkman,Koffie, Hele Bonen.Zamarła, słysząc dzwięk czyichś kroków.Ktoś wchodził po schodach.Potem rozległ się trzask otwieranych i zamykanych drzwi.Przez ścianędoszły ją głosy z sąsiedniego pomieszczenia.Dwóch mężczyznrozmawiało po holendersku.Jednym z nich był Kronen.Głos drugiego mężczyzny, niski i ochrypły,był ledwo słyszalny.Kroki zbliżały się coraz bardziej.Zamarła, słyszącskrzypienie przekręcanego zamka.Jasne światło wdarło się przez otwarte drzwi.Dwaj mężczyzni stanęli wprogu.Przez chwilę widziała jedynie ich sylwetki, bo twarze mielipogrążone w cieniu.Kronen wyciągnął rękę do wyłącznika w ścianie.To, co zobaczyła w blasku fluorescencyjnej lampy, wprawiło ją wprzerażenie.Stał nad nią mężczyzna pozbawiony twarzy.Jego jasne oczy bez rzęs były nieruchome jak dwa kamienie.Dopiero gdyzaczął się jej przyglądać, poruszyły się.Zrozumiała, że wpatruje się wmaskę zrobioną z gumy w kolorze skóry.Jedynie oczy i usta byłyprawdziwe.Nagą czaszkę porastały rzadkie kępki siwych włosów.Jasnoczerwony jedwabny szalik zawiązany na szyi był makabrycznymdodatkiem do tej całości.Bezrzęse oczy zatrzymały się na jej twarzy.Zanim się odezwał, wiedziałajuż, kim jest.To Magus.Człowiek, którego Geofferey miał zabić.- Więc to jest żona Simona Dance'a - powiedział 228TELEFON PO PANOCYgłosem brzmiącym jak ochrypły szept.Jego struny głosowe musiałyucierpieć w ogniu nie mniej niż jego twarz.- Wstań, żebym mógł cięlepiej zobaczyć.Skuliła się, kiedy chwycił ją za nadgarstek.- Ja nic nie wiem, naprawdę.- Coś jednak musisz wiedzieć.Dlaczego wyjechałaś z Waszyngtonu?- CIA wprowadziła mnie w błąd.Myślałam, że znajdę Geoffreya, toznaczy Simona.Proszę mnie wypuścić.- Wypuścić cię? Niby dlaczego?Sarah wpatrywała się w niego bez słowa.On ją z pewnością zabije.%7ładneprośby i błagania nie mają sensu.Magus odwrócił się do Kronena, który wyglądał na bardzo rozbawionego.- To o tej kobiecie mówiłeś? - spytał z niedowierzaniem.- To jej niemogłeś znalezć przez dwa tygodnie?Uśmiech Kronena zniknął.- Miała pomoc.- Ale znalazła Eve bez żadnej pomocy.- Jest dużo sprytniejsza, niżby się wydawało.- Niewątpliwie.- Odwrócił się znów do Sarah.- Gdzie jest twój mąż?- Nie wiem.- Znalazłaś Eve i Helgę.Z pewnością wiesz, gdzie jest twój mąż.Opuściła głowę i wpatrywała się w podłogę.- Nie żyje. Tess Gerritsen229- Kto ci tak powiedział? CIA?- Tak.- I ty im uwierzyłaś?Widząc jej potakujący gest, mężczyzna zwrócił się z wściekłością doKronena:- Ona jest bezwartościowa.Niepotrzebnie traciliśmy czas.Dance byłbygłupi, gdyby po nią wrócił.Sarah zesztywniała, słysząc pogardę w jego głosie.Dla Magusa jej życiebyło tyle samo warte, co życie robaka.Zabiłby ją bez najmniejszej litości.Poczuła, jak budzi się w niej złość.Jeżeli ma umrzeć, to na pewno nieśmiercią robaka.Uniosła dumnie brodę i spojrzała na Magusawyzywająco.- Jeżeli mój mąż się tu pojawi, to mam nadzieję, że wyśle was wprost dopiekła.W jasnych oczach pojawił się błysk zdziwienia.- I tak się tam z nim spotkam, prędzej czy pózniej.Spędzimy ze sobą całąwieczność.Ale ja przynajmniej wiem, co to znaczy znalezć się wpłomieniach.- Zamilkł na chwilę, po czym zwrócił się do Kronena: -Przed świtem przenieś ją w jakieś bezpieczniejsze miejsce.Gdzie nikt niebędzie jej słyszał.Jeżeli Dance nie pojawi się przez dwa dni, zabij ją.Powoli.Wiesz, jak masz to zrobić.Kronen znów się uśmiechał.Pochylił się i wziął w palce kosmyk włosówSarah.- Tak - powiedział cicho.- Wiem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum