[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Postanowił minąć pokój i zaprowadzić Amelię wprost do kuchni.Usiedli, nie patrząc na siebie, dwoje przybyszów z różnych planet, usiłującychznalezć wspólny język.Zadzwonił telefon. Nie odbierzesz?  Amelia uniosła głowę. Nie.To znów jakiś dziennikarz.Dzwonią, od kiedy wróciłem do domu popołudniu.Włączyła się automatyczna sekretarka i zgodnie z przepowiednią Noaha odezwał siędamski glos:  Mówi Damaris Horne z  Weekly Informer.Naprawdę bardzo, bardzochciałabym porozmawiać z Noahem Elliotem o jego niezwykłym akcie bohaterstwa.Cały kraj chce o tym usłyszeć, Noah.Zatrzymałam się w pensjonacie  Lakeside.Mogęzaoferować ci pewną rekompensatę finansową za czas, który mi poświęcisz. Proponuje, że ci zapłaci za rozmowę?  spytała Amelia. Głupie, nie? Moja mama mówi, że to najlepszy znak, że nie powinienem z tą paniąrozmawiać. Ale ludzie naprawdę chcą o tym usłyszeć.O tym, co zrobiłeś.Co zrobiłem.Wzruszył ramionami.Czuł się niegodny tych wszystkich pochwał, a przedewszystkim pochwał Amelii.Wysłuchał do końca wiadomości.Znów zapanowała cisza,przerywana jedynie cichym popiskiwaniem automatycznej sekretarki. Możesz to teraz otworzyć, jeśli chcesz  powiedziała Amelia.Spojrzał na prezent.Choć zapakowany był w zwykły, szary papier, on starał się go nie rozerwać, bo wydawało mu się, że niegrzecznie byłoby się śpieszyć pod jejwzrokiem.Delikatnie odlepił taśmę i rozwinął opakowanie.Scyzoryk nie był ani duży, ani szczególnie ładny.Noah zauważył zadrapania narączce i zdał sobie sprawę, że nie jest nawet nowy.Podarowała mu używany nóż. Ooo. Udało mu się zabarwić głos pewną dozą entuzjazmu. Aadny. Należał do mego taty.Mojego prawdziwego taty  dodała cicho.Uniósł wzrok, gdy zrozumiał, co to znaczy. Jack jest moim ojczymem. Ostatnie słowo wypowiedziała z wyraznymobrzydzeniem. Więc J.D.i Eddie. Nie są naprawdę moimi braćmi.To synowie Jacka. Właśnie coś mi tu nie pasowało.Nie jesteś do nich podobna. Chwała Bogu.Noah roześmiał się. Tak, ja też nie chciałbym takiego rodzinnego podobieństwa. Nie wolno mi nawet mówić o moim prawdziwym tacie, bo Jack się wścieka.Nienawidzi, jak mu się przypomina, że ktoś był przed nim.Ale ja chcę, żeby ludziewiedzieli.Chcę, żeby wiedzieli, że Jack nie ma nic ze mną wspólnego.Aagodnie wsunął jej scyzoryk do ręki. Nie mogę tego przyjąć, Amelio. Ale ja chcę, żebyś go miał. Na pewno wiele dla ciebie znaczy, skoro należał do twego taty. Właśnie dlatego chcę, żeby był twój. Dotknęła bandaża na głowie, jakbywskazując, dlaczego ma wobec Noaha dług. Tylko ty coś zrobiłeś.Tylko ty nieuciekłeś.Nie wyznał upokarzającej prawdy: Chciałem uciekać, ale byłem tak przerażony, żenogi odmówiły mi posłuszeństwa.Spojrzała na zegar kuchenny i zerwała się z miejsca w nagłej panice. Nie wiedziałam, że jest tak pózno.Poszedł za nią do drzwi.Amelia właśnie wychodziła, gdy światła reflektorówsamochodu omiotły drzewa.Odwróciła się i zamarła na widok furgonetki jadącejpodjazdem.Drzwiczki otworzyły się i z samochodu wysiadł chudy, wściekle patrzący Jack Reid. Wsiadaj, Amelio  powiedział. Jack, skąd. Eddie mi powiedział, że cię tu znajdę.  Właśnie miałam wracać do domu. Wsiadaj do samochodu, natychmiast.Zacisnęła wargi i w milczeniu wsunęła się na siedzenie pasażera.Jej ojczym zamierzał wsiąść za nią, gdy napotkał wzrok Noaha. Ona nie zadaje się z chłopakami  oznajmił. Lepiej, żebyś o tym wiedział. Przyszła tylko powiedzieć cześć  odrzekł gniewnie Noah. O co panu chodzi? Chodzi o to, chłopcze, że moja córka jest poza zasięgiem. Wsiadł do autai zatrzasnął drzwi. Nawet nie jest pana córką!  krzyknął Noah, zdając sobie sprawę, że mężczyznanie słyszy go przez warkot silnika.Gdy furgonetka wykręcała na podjezdzie, Noah przez moment dostrzegł w oknieprofil Amelii.Przerażony wzrok utkwiła wprost przed siebie. Rozdział 6Pierwsze płatki śniegu wirowały między nagimi gałęziami drzew i lekkim puchempokrywały teren wykopalisk.Lucy Overlock spojrzała na niebo i powiedziała: Mam nadzieję, że ten śnieg jest tylko przejściowy.Musi przestać padać, bo inaczejnic nie będziemy mogli znalezć. Już się topi  odrzekł Lincoln.Zapach powietrza mówił mu, że śnieg nie poleżydługo; całe życie spędzone w tych lasach wyrobiło w nim dodatkowy zmysł.Te płatki tojedynie zwodniczo łagodny przedsmak nadchodzących zimowych miesięcy.Ale śniegmu nie przeszkadzał  nie dbał nawet o wszystkie niewygody z nim związane:odśnieżanie, rozbijanie lodu na chodnikach, noce bez elektryczności, gdy przewodyprzerywały się pod białym ciężarem.Nie lubił tylko ciemności.Ciemność nadchodziłateraz tak wcześnie.Już zmierzchało, a drzewa wyglądały jak rozmazane czarne krechy natle nieba. No, na dzisiaj możemy kończyć  powiedziała Lucy. Miejmy nadzieję, że dojutra nie przykryje tego trzydziestocentymetrowa warstwa śniegu.Ponieważ kości nie interesowały już policji, Lucy i jej słuchacze ze studiówpodyplomowych musieli sami zabezpieczyć teren.Dwóch studentów naciągnęło płachtębrezentu na miejsce wykopalisk i umocowało do ziemi palikami.Było to bezsensownezabezpieczenie: byle szop, który by tu przywędrował, mógł rozedrzeć materiał jednympociągnięciem pazurów. Kiedy skończycie?  zapytał Lincoln. Chętnie spędziłabym tu parę tygodni  powiedziała Lucy  ale pogoda się psuje,więc musimy się śpieszyć.Jeden porządny mróz i już koniec  nic nie możemy robić.Wśród drzew mignęły światła.Lincoln zobaczył, że jakiś samochód zatrzymuje sięna podjezdzie przed domem Rachel Sorkin.Przedarł się przez las.W ciągu paru ostatnich dni podwórko przed budynkiemzamieniło się w parking.Koło wozu Lincolna stał dżip Lucy Overlock i poobijana honda,zapewne należąca do któregoś studenta.Na samym końcu podjazdu, pod drzewami, zatrzymał się kolejny samochód ciemnoniebieskie volvo.Lincoln rozpoznał je i podszedł do okna kierowcy.Szyba uchyliła się na kilka centymetrów. Lincoln  powiedziała kobieta. Dobry wieczór, pani sędzino. Masz czas porozmawiać?  Usłyszał kliknięcie odblokowywanych zamków. Przeszedł na stronę pasażera i wsiadł, zamykając za sobą drzwi.Na chwilę ogarnęła ichcisza [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum